Dzień jedenasty i dwunasty podróży Malbork

Dzień jedenasty i dwunasty podróży Malbork 

Przyjechaliśmy wczoraj do Malborka. Tuż przed wejściem na zamek i rozpoczęciem zwiedzania poszłam do łazienki. Okazało się, że plamię. Prawie natychmiast dostałam silne bóle krzyżowe i już wiedziałam co będzie dalej.

Przez 5 godzin zwiedzałam zamek z olbrzymim bólem. Po powrocie do hotelu okazało się, że już krwawię. Nie miałam złudzeń – poronię po raz trzeci w ciągu trzech ostatnich miesięcy.

Zdystansowałam się na tyle od swoich własnych emocji, że niewiele czułam. Nie chciałam nic czuć. Doszłam do wniosku, że powinnam to przetrwać i zaczekać. Doszłam do wniosku, że mój czas jeszcze nie nadszedł.

Dzisiaj krwawię od samego rana. Do całkowitego poronienia jeszcze nie doszło ale dzidziuś już nie żyje. To kwestia kilku godzin.

Schowałam się głęboko w siebie. Jest tu cicho i można przetrwać w tym spokojnym zakątku. Czasami słyszę jak wichura uderza w okiennice a one z trzaskiem uderzają o siebie, ale wiem, że tu w środku jestem bezpieczna.

Nie chcę stąd wychodzić już nigdy. Nie potrzebuję już żadnych uniesień, egzaltacji, podniet. Chcę zapaść się w siebie i pozostać tu w bezruchu. Tak jakby świat po prostu się skończył.

Nie chcę nikogo kochać ani nikomu ufać. Nie chcę nikomu nic mówić o sobie. Chcę przestać istnieć dla świata. Być tylko w sobie i dla siebie.

Nie wiem gdzie jest Artur. Pomimo, że wciąż jest obok mnie to nie ma go ze mną. Pewnie to dlatego, że ja nie potrafię być z nim. Nie potrafię nic mu dać ani nic od niego wziąć.

Powróciłam do czytania. Już tak dawno tego nie robiłam a kiedyś czytałam setkę książek rocznie. Kupiłam wczoraj na dworcu w Elblągu dwie książki i jedną już kończę czytać.

Nie wiem do jakich rzeczy powinnam jeszcze powrócić z przeszłości. Na pewno były takie, które sprawiały mi przyjemność.

Dzień dziesiąty podróży Elbląg

Elbląg zrobił na mnie spore wrażenie. Bardzo podoba mi się Stare Miasto i atmosfera jaka tu panuje.

Wczoraj wieczorem po kłótni z Arturem wyszłam sama, bez telefonu poszwędać się po Starym Mieście. Byłam też na mszy w przepięknym elbląskim kościele.

Elbląg to dobre miejsce aby zacząć szukać siebie i aby siebie wreszcie odnaleźć. Jakiś zalążek tego rozpoczął się tu wczoraj.

Sopot, borderline i ja

Sopot, borderline i ja

Jestem żywym trupem. To się nazywa ponoć zombi. Oglądałam kilka horrorów o nich i jak tak patrzę na siebie dziś to rzeczywiście, bardzo podobnie do nich wyglądam.

Ten nieobecny wzrok, mechaniczne poruszanie się bez sensu i celu. To życie bez życia, pustka wyzierająca z każdej części ciała. Brak duszy.

O tak, moja dusza umarła. Tymczasem moje ciało nosi kolejne małe ciało, kolejne życie. Siedzę na kanapie i przesuwam palcem po szklanym ekranie mojego telefonu. W zasadzie nie czuję nawet, że jest mój.

Mam poczucie, że nie mam swoich rzeczy. Że nic nie jest naprawdę moje. Nawet ja sama nie należę do siebie. Czy kiedykolwiek należałam? Czy kiedykolwiek miałam siebie dla siebie? Nie.

Piszę a pustka mnie pożera kawałek po kawałku. Czy to ona zjadła moją duszę? A może moja dusza odeszła z moim mężem? A może narodziła się i umarła wraz z poprzednim partnerem? A może nigdy jej nie miałam.

Dzień siódmy, ósmy i dziewiąty podróży Sopot

Jesteśmy w Sopocie już trzeci dzień. Nie wiem co stało się z moim życiem. Nagle jakby się urwało, skończyło, przestało istnieć, odeszło w zapomnienie.

Szukam siebie, ale nie znajduję. Wszystko co dzieje się na co dzień nie należy do mnie. Jest jak film, który oglądam, ale w którym nie biorę udziału.

Wypowiadam słowa, robię jakieś gesty, wykonuję czynności. To wszystko jest jakby obok mnie. Jakbym nie miała z tym nic wspólnego. Jakby to nie było moje.

Dzień piąty i szósty podróży Ostróda

Dzień piąty i szósty podróży Ostróda

Generalnie nie lubię jezior ale i tak bardzo chciałam zobaczyć Mazury, więc przyjechaliśmy do Ostródy, dawnej osady krzyżackiej, zwanej obecnie bramą Mazur.

Jest tu sporo dobrze zachowanych budowli obronno-warownych. Tworzą ciekawy, historycznych klimat.

Mnie interesuje tylko przyroda wokół i to, że mam wszystkich swoich bliskich obok siebie, w tym również w sobie.

Moje obie córki cieszy tylko plaża i woda, no i kaczki, które można karmić 😉

Syn ciągle narzeka, że to wiocha a on spragniony jest metropolii i adekwatnie do swojego wieku lat 14 poza wiecznym marudzeniem nie rozstaje się też ze swoim telefonem.

W sumie w Ostródzie jest sporo urokliwych miejsc, choć jedno wiem już na pewno – jeziora nie są dla mnie.

Dzień czwarty podróży Poznań

Dzień czwarty podróży Poznań

W drugim dniu pobytu w Poznaniu nadal zwiedzaliśmy stare miasto. Byliśmy w Muzeum Rogali Świętomarcińskich, gdzie moja starsza córka mogła wziąć udział w warsztatach produkcji takich rogali. Była z tego powodu przeszczęśliwa. Dzień czwarty podróży Poznań

Reszta rodzinki też była zadowolona tylko Kornelka najpierw zaczęła marudzić a następnie zasnęła u Artura na rękach.

Popołudniu zwiedzaliśmy poznańską palmiarnię. Bardzo przyjemne miejsce. Już przed wejściem Kornelkę zainteresował kamienny posąg 😉

Ja bardzo lubię chodzić do palmiarni. To jest całkowicie moja bajka. Zawsze tak było dlatego i tym razem dobrze się tu czułam i wyciągnęłam dla siebie z tego miejsca tyle ile się dało.

Dzień trzeci podróży Poznań

Dzień trzeci podróży Poznań

Wczoraj przybyliśmy do Poznania. Mała bardzo dobrze zniosła podróż. Była dzielna jak zawsze.

Pierwszy raz w życiu jestem w Poznaniu. Starówka bardzo mi się podoba.

Byłam zachwycona też Parkiem Cytadela. Na tyle bardzo, że chciałabym do niego jeszcze kiedyś wrócić. Ma niesamowity klimat. Czułam się w nim wyjątkowo dobrze.

Wieczorem zrobiłam test ciążowy bo nie dawało mi spokoju to, że 7 dni spóźnia mi się miesiączka. No i wyszedł tak.

Wróciłam z łazienki do pokoju i powiedziałam do Artura:

-„Idź do łazienki i zobacz na to co leży na umywalce”.

 

Dzień drugi podróży Wrocław

 

Dzień drugi podróży Wrocław

Podróżowanie tramwajami kiedy się ma przy sobie silnego faceta nie jest żadnym problemem ale sama nigdy w życiu nie wtaszczyłabym wózka z dzieckiem po trzech schodach do tramwaju.

Niskopodłogowe tramwaje jeżdżą rzadko i tylko raz udało nam się do niego wsiąść.

Przez 5 godzin zwiedzaliśmy Zoo wrocławskie i niestety pokonało nas ono. Nie daliśmy rady zobaczyć wszystkiego. Zrezygnowaliśmy i zmęczeni pojechaliśmy do domu.

Wieczorem poszliśmy do tajskiej restauracji na starówce.

Na każdym stoliku w restauracji znajdowała się taka karteczka 😉

 

Dzień pierwszy podróży Wrocław

Zaczęliśmy od Wrocławia 🙂 Podróż pociągiem była spokojna jeśli chodzi o dzieci i niespokojna jeśli chodzi o nas.

Potem był obiad w restauracji tureckiej

i zwiedzanie ogrodu japońskiego,

który całkowicie zanudził mojego syna. Potem lody i uła. Pękł mi ząb. Obdzwoniłam wszystkie pogotowia stomatologiczne we Wrocławiu i tylko jedno zgodziło się mnie przyjąć.

Pani doktor udało się ząb zrekonstruować co kosztowało mnie zaledwie 550 zł.

Może jutro obejdzie się bez niespodzianek.

 

Uciekaj

Przed snem, który mami

Przed przyjemnością, która nic nie znaczy

Przed czasem, który już był i pokutuje

Przed przyszłością, która Cię nie uratuje

Przed marzeniami, które zamiast leczyć trują

Przed pustką, która topi w łyżce wody

Przed cieniem wspomnień, które nie przynoszą ochłody

Uciekaj!