Praca nad spokojem

Praca nad spokojem

Praca nad spokojem

Nie uwierzycie co mi się dzisiaj przytrafiło. Od rana testowałam nowy sposób na trzymanie mojego wilka (czyt. Borderline) w klatce. Nie wypuszczałam go, nie pozwalałam by wystawiał łeb i szczerzył kły. Osiągnęłam cudowny spokój jakiego już od bardzo dawna nie doznawałam. Czułam się wolna i lekka. To był naprawdę dobry dzień, z którego jestem bardzo dumna. O metodzie napiszę jutro.

Wspólna kąpiel.

Wieczorem zrobiłam trzecie podejście do wspólnej kąpieli i o dziwo! Nic się nie zadziało. Mogliśmy wreszcie spokojnie wziąć wspólną kąpiel. Leżeliśmy sobie z Arturem w wannie wypełnionej gorącą wodą, gdy nagle mój partner powiedział:

-„Wiesz co, strasznie spokojnie jest dzisiaj. Nie kłócimy się i jest tak jakoś nudno jak flaki z olejem. Zero adrenaliny.”

Bez komentarza.

 

 

Ratunku, mam atak!

Ratunku, mam atak!

Ratunku, mam atak!

Wpisywałam to zdanie dziś rano w internet szukając pomocy. Niestety znajdowało tylko artykuły o tym, że w borderline ludzie miewają ataki gniewu i złości. Dobrze, że raczyli mnie poinformować bo pewnie bym się nie domyśliła 😉

Przez dwie godziny rzucałam się po mieszkaniu jak ryba na patelni i nie wiedziałam co mam ze sobą począć. Byłam wściekła na mojego partnera, bo jak tylko wyszedł z domu sprawdziłam historię w jego laptopie i to co tam znalazłam bardzo mi się nie spodobało. Nie, nie było tam żadnych podejrzanych treści typu portale randkowe czy nagie fotki. Nic z tych rzeczy.

Po prostu mój sposób postrzegania świata i spraw różni się bardzo od normalnego. I tak coś co dla reszty ludzi byłoby zupełnie normalne i neutralne we mnie wywołało atak. To ten moment, kiedy mojemu partnerowi udaje się odbezpieczyć we mnie granat i następnie musi dojść do wybuchu. No i tak się stało, gdy zobaczyłam czego szukał wczoraj w internecie.

Treści jak już wspomniałam były naprawdę zupełnie zwyczajne, ale nie dla mojego chorego umysłu. On potraktował je jako zagrożenie nr 1 i przystąpił do detonacji ładunku. Problem polegał na tym, że mojego partnera nie było przy mnie, gdy to znalazłam i przez dwie godziny musiałam radzić sobie sama z tym atakiem. Nawet nie wiem czego to atak. Coś jakby gniew połączony ze złością i zazdrością. Może strach i panika. Trudno powiedzieć.

Chciałam, żeby ktoś mi pomógł ale jednocześnie zdawałam sobie sprawę, że już nic mi nie pomoże. I dzisiaj to sprawdziłam. W takich momentach nie ma możliwości powstrzymania ataku. Próbowałam sobie najlepiej jak potrafiłam wytłumaczyć, ale na marne. Próbowałam się czymś zająć. Też nic. Próbowałam myśleć o zupełnie innych sprawach. Nie udało się. 

Kiedy wrócił mój partner niestety agresja we mnie wzrosła na tyle, że dałam jej upust. Znowu mu się dostało. Biłam na oślep. Wyszedł z domu. Kiedy ponownie wrócił powiedziałam, że ja muszę wyjść i poszłam sobie. 

Wiem co nie działa

Słuchałam relacji ludzi z syndromem urojonej zdrady, którzy twierdzili, że pomagała im zmiana otoczenia. Na przykład wychodzili na chwilę, albo odchodzili gdzieś na bok a potem wracali do swojego partnera i rzeczywistość już wyglądała inaczej. Udało im się przez ten czas uspokoić.

Przetestowałam to ostatnio, gdy wyszłam z domu na 40 minut i dziś, gdy zniknęłam na godzinę zajmując się innymi sprawami. Na mnie nie tylko to nie działa ale wręcz jest gorzej. Przez ten czas, gdy mnie nie ma przy partnerze nakręcam się myślami do tego stopnia, że gdy wracam mam ochotę rozbić mu wazon na głowie 😉 

Widać muszę od razu, z miejsca i na pniu wyjaśnić całe zajście. Inaczej negatywne uczucia się we mnie mnożą. Muszę też sprawdzić inną wersję. Jeśli nie da się powstrzymać odbezpieczonego granatu to co zrobić, by nie został odbezpieczony.

Wiem co działa

Sprawdziłam też dzisiaj co na mnie działa pozytywnie ale to już nie w momencie ataku tylko wtedy, gdy jestem już spokojna. Wtedy potrafię sobie bardzo dużo rzeczy wytłumaczyć i zamienić gniew czy złość w pozytywne emocje.

I tak na przykład już drugi dzień z rzędu pomimo awantury przygotowywałam wspólną kąpiel. Zaprosiłam do niej Artura, a on powiedział, że zaraz przyjdzie. Czekałam jakiś czas ale nie przychodził. Oczywiście wściekłam się już w środku i zaczęłam mu w myślach wymyślać co miałam zamiar zamienić na wymyślanie w słowach, gdy tylko wreszcie przyjdzie.

Zajrzał w końcu do łazienki i mówi, że usypia córkę, bo się zbudziła, więc nie przyjdzie. W pierwszej kolejności zadziałał automat i już w myślach układałam sobie jak mu powiem:

-Ach tak! Ja już drugi dzień próbuję się z tobą wspólnie wykąpać i znowu nie wychodzi, bo coś!

Ale tak sobie siedzę w tej wannie dłużej i myślę:

-Magda, weź się ogarnij.!Spróbuj pomyśleć pozytywnie!

I już po chwili myślę sobie tak:

– Boże, jaki cudowny facet. Poszedł i zajął się usypianiem naszego dziecka, które płakało, żebym ja mogła się tu spokojnie wykąpać i zrelaksować w wannie. Powinnam być mu wdzięczna. Nie każdy facet postąpiłby tak samo. Pewnie nie jeden powiedziałby: – „Dziecko płacze, wyjdź z łazienki.”

Diagnoza Borderline

Diagnoza Borderline

Diagnoza Borderline

Zawsze uważałam, że jestem „jakaś dziwna”. Znacie to uczucie? Myślałam, że coś jest ze mną nie w porządku. Dla mnie diagnoza, że mam borderline była wybawieniem i błogosławieństwem. Oczywiście z jednej strony potwierdzało się, że jest ze mną coś nie do końca halo, ale z drugiej strony uświadamiało, że takich ludzi jak ja na świecie jest mnóstwo. Sama świadomość, że nie jestem sama okazała się dla mnie bardzo pomocna. 

Myślałam, że samotnie zmagam się z BPD

Moje życie było zawsze samotnym podążaniem przez pustynię ludzkiego zrozumienia i zainteresowania dlaczego reaguję tak jak reaguję. Pustynia ta była bezkresna i jałowa w całej swej rozciągłości i nie było żywego ducha, który by cokolwiek z mojego zaburzenia chciał przyjąć, zaakceptować, zrozumieć, nauczyć się. Ten blog pokazał mi jak wiele osób podąża przez taką swoją pustynię, gdzie próżno szukać oazy ludzkiej empatii.

Blog o borderline

Kiedy zaczynałam prowadzić ten blog byłam co prawda przekonana, że robię dobrze podejmując się takiego zadania, z drugiej jednak strony miałam wiele obaw. Mimo tego, że nie zamierzałam skupiać się tylko na cyferkach i fakcie czy ktoś go czyta, czy też nie, bo blog miał pomagać przede wszystkim mnie, to jednak z uwagą śledziłam Google Analytics (rozbudowane informacje o ilości wejść na stronę).

Dziś chciałabym Wam Kochani Czytelnicy bardzo podziękować. Po pierwsze za to, że wchodzicie tu do mnie i mojego świata i to w ilościach, o których nawet mi się nie marzyło – około 60 nowych czytelników dziennie i o wiele więcej sesji, a więc nie poprzestajecie na pojedynczym wejściu danego dnia na moją stronę 🙂 

Po drugie za to, że ciągle piszecie same pozytywne wiadomości do mnie. Jest to bardzo miłe i budujące. Cieszę się, że uważacie mój blog za pomocny i przydatny. Dziękuję Wam za wszystkie prośby o radę, bo to znaczy, że macie do mnie zaufanie. Bardzo chciałabym Wam wszystkim pomóc, ale czasami nie wiem jak. Sama zmagam się od dawna z BPD i nie wiem wielokrotnie co zrobić, jaką decyzję podjąć w swoim życiu. 

Po trzecie dziękuję Wam za to, że gdzieś tam jesteście… Wiedząc, że świat pełen jest ludzi zagubionych w zaburzeniu pt. Borderline, nareszcie nie czuję się samotna. Oczywiście najbardziej chciałabym aby nikt z nas nie miał tego zaburzenia, żebyśmy MY wszyscy byli szczęśliwi i wolni. Wolni od siebie samych zniewolonych „chorobą”.  

Praca nad sobą w borderline

Praca nad sobą w borderline

Praca nad sobą w borderline

Ostatnio z całych sił staram się pracować nad sobą i swoim zachowaniem. Niestety często zdarza się, że pomimo tego, że się pilnuję na każdym kroku i przezwyciężam swoje słabości, nagle mój partner zachowuje się w sposób tak irracjonalny, że natychmiast wyprowadza mnie z równowagi. Wczoraj na przykład były dwie takie sytuacje, choć od rana pielęgnowałam w sobie spokój i ład. Na przykład nagle w sklepie pakując zakupy przy kasie, zupełnie bez powodu „pojechał po mnie”. Nie rozumiem zupełnie w takich chwilach jego zachowania. Oczywiście wymusiłam potem aby mnie przeprosił i zrobił to, ale i tak mój spokój i ład odszedł sobie na dobre. 

Dwie osobowości w człowieku

Jest nas dwie. Ja i ta po drugiej stronie. Ciągle się ze sobą ścieramy. Prowadzimy niekończące się dyskusje. Wkurzamy się na siebie i najczęściej zupełnie się nie zgadzamy ze sobą. Jedna mówi, że wszystko jest ok i stara się wierzyć, że tak właśnie jest. Druga zawsze twierdzi, że jest źle i już gorzej być nie może. 

Wewnętrzne rozdarcie

Chciałabym jedno a robię coś zupełnie innego – przeciwnego. Czuję się zaprogramowana. Zupełnie jak robot. Problem polega jednak na tym, że ten robot (czyt. ja) ma uczucia, własną wolę, myśli. Niestety te rzeczy zupełnie się nie liczą, gdyż może wykonywać tylko to na co został zaprogramowany. Dlatego nawet kiedy czuję, że nie mam racji, że nie mogę jej mieć, że to nieporozumienie i tak muszę wykonać ciąg czynności. Stały, powtarzający się rytuał.

W związku na przykład jest to awantura, przesłuchanie, eskalacja konfliktu. Czuję się jak marionetka pociągana za sznurki. Jak postać z gry uwięziona w rozgrywce. Czuję się bezsilna. 

Borderline - zamknięty świat

Borderline – zamknięty świat

Borderline – zamknięty świat

Nie wiem tak do końca czy wolno mi wyjść poza ramy, które mi wyznaczyło moje zaburzenie – Borderline. Nie wiem czy gdybym się poza nie wydostała byłoby „tam” bezpiecznie”. Nie wiem czy na zewnątrz odnalazłabym siebie. Tak jak i nie wiem czy potrafiłabym żyć bez narzuconych granic mojego borderline.

Za to tu w środku duszę się. Tu w środku jest mi źle. I chciałabym stąd uciec, ale nie mam gdzie. 

efekt uboczny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Sama zwróciłam na to uwagę już wcześniej. Od paru dni zaczęło to do mnie dochodzić. Otóż bardzo zależało mi dotąd na poczuciu bezpieczeństwa co w moim słowniku oznaczało, że mój partner ma być cały mój i tylko mój.

Bez prawa do prywatności, bez możliwości odwrócenia gdziekolwiek wzroku w moim towarzystwie, bez możliwości swobodnego poruszania się zarówno w codziennym życiu (musiałam znać każdy jego krok, gdzie idzie, co robi, z kim się spotyka, z kim rozmawia) jak i internecie (musiałam wiedzieć na jakie strony wchodzi, jakie zdjęcia przegląda, jakiej słucha muzyki).

Jeśli cokolwiek w moim mniemaniu mnie dotykało, obrażało, bolało, krzywdziło najpierw była awantura i to na cztery fajerki a następnie szantaż. Mojemu partnerowi bardzo na mnie zależało, więc starał się do wszystkich tych moich wymagań  się dostosować i je spełniać.

I tak mijał czas. Mnie przeszkadzało coraz więcej a on coraz więcej starał się zmieniać w swoim zachowaniu. I tak próbując nadążyć za moimi nowymi wymaganiami, coraz to nowymi wymysłami, coraz to nowymi sytuacjami, które uznawałam jako „nie do zaakceptowania” coraz bardziej się ode mnie oddalał. Znikał gdzieś we mgle.

Wczoraj byliśmy z dziećmi na imprezie u mojego szwagra, który obchodził hucznie swoją pięćdziesiątkę. Lokal był spory, z salą do tańczenia, gdy włączyli muzykę część gości poszła w pląsy na parkiecie. Akurat wtedy nasza najmłodsza córeczka zasnęła Arturowi na rękach więc delikatnie kołysał się z nią w rytm muzyki. Ja siedziałam przy stole ale kiedy to zobaczyłam wydało mi się to słodkie i takie rozczulające, więc podeszłam do nich, objęłam ich oboje i zaczęłam kołysać się z nimi w takt muzyki. Patrzyłam na Artura ale on patrzył tylko w podłogę albo w córeczkę. Nie wiedziałam o co chodzi. Mówiłam do niego:

– „Ej, popatrz na mnie.” – ale on patrzył przez moment i znów spuszczał wzrok. Zupełnie nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Po przyjściu do domu oczywiście zrobiłam mu awanturę o to, że już mnie nie kocha, bo nawet na mnie nie patrzy. Poszłam spać przekonana, że to koniec naszego związku.

Dzisiaj jednak udało nam się spokojnie porozmawiać, bo też cały dzień był jakiś spokojny. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że zacięłam się wczoraj i stwierdziłam, że skoro on mnie już nie kocha to ja też nie mam już po co się jego o cokolwiek czepiać i zostawiłam go dzisiaj w spokoju. Pozwoliłam spokojnie pracować na komputerze, nie sprawdzałam jego komórki ani nie zaglądałam co chwila przez ramie co też tam aktualnie robi. Zajęłam się po prostu sobą i dzieckiem.

Wieczorem zaczęłam rozmowę i dużo się wyjaśniło. Między innymi to dlaczego wczoraj na mnie nie patrzył. Otóż powiedział mi, że sala była wypełniona ludźmi. Patrzył więc tylko w podłogę w jeden punkt albo w córkę ponieważ nie chciał bym pomyślała, że patrzy się na jakąkolwiek inną kobietę.

– „Gdybym tylko na moment uniósł wzrok, natychmiast stwierdziłabyś, że na kogoś patrzyłem. Nie chciałem byś miała jakiekolwiek wątpliwości. Ja na nikogo nie patrzę. Nikt mnie więcej poza Tobą i córką nie interesuje. Nie chcę byś sądziła, że kiedy tylko ruszę głową albo podniosę wzrok to się na kogoś gapię. Mam już dosyć tych pretensji do mnie o rzeczy, których nie robię. Nigdy ich nie robiłem. Nawet kiedy nie byłem z tobą. Ja po prostu nie mam takiej natury, by się gapić, lampić, lustrować kobiety. I nie ma to nic wspólnego z tobą. Takie mam zasady. Taki zawsze byłem. I teraz nagle ty po 50 latach mojego życia wciskasz mi, że ja to robię.”

Był trochę zły kiedy to mówił, ale też było mu przykro, bo broda mu latała i wiem już kiedy mu tak lata.

– „Patrzyłem wczoraj tylko pod nogi i na małą, żebyś znowu czegoś nie wymyśliła. Żebyś mnie znowu nie oskarżyła. Ale pamiętaj jedno. Ja zrobię wszystko co chcesz, bo mi na tobie zależy, ale to, że nie patrzę już na ciebie w miejscach publicznych to twoja zasługa. Ja się boję podnieść na ciebie wzrok, bo za każdym razem gdy na ciebie spoglądałem albo patrzyłem to mi mówiłaś, że patrzę na kobietę co przechodzi obok, albo na tą co stoi za tobą. I zaraz się odwracałaś sprawdzić kto tam za tobą stoi. A teraz stwierdziłem, że już zawsze będę miał wzrok wbity pod nogi i na ciebie też nie będę patrzył.”

I tym sposobem osiągnęłam tylko to, że mój partner po pierwsze odsuwa się ode mnie coraz bardziej. A po drugie to, że zaczął się zachowywać sztucznie, zupełnie nienaturalnie. I jestem pewna, że nie o to mi chodziło, gdy ciągle robiłam mu wymówki.

Zmienić swoje życie

Dzisiaj postu nie będzie choć wiele się wydarzyło. Jedyne co mogę teraz napisać to to, że powinnam zmienić swoje życie. Diametralnie. Życie, które obecnie posiadam nie jest dla mnie i nigdy nie było.

Przeszłość. Część 1

Przeszłość. Część 1

Przeszłość. Część 1

5 lat temu

Pięć lat temu zmarł mój mąż. Mam wrażenie, że to traumatyczne wydarzenie pogłębiło moje borderline. Zamieszczam trochę wspomnień z tamtego okresu.

 

Napisałem do niego list – mówi podnosząc głowę i patrząc mi w oczy. Są duże i niebieskie, w gęstej oprawie czarnych rzęs. Lubię w nie patrzeć, są zagadką, którą chciałabym odkryć. Przeszłość. Część 1

Marzę czasami, że dane mi choć w części zgłębić tę zagadkę. Zajrzeć za tę jego zasłonę i dostrzec co chowa. Jakie skarby, jakie emocje, wrażenia, myśli, marzenia, lęki. Jaki świat? To się nie stanie. Jego świat wewnętrzny i mój nigdy się nie spotkają, są oddalone od siebie niezbadaną przestrzenią dwóch zaledwie pokoleń, ale wytyczoną wyjątkowym podziałem i przedziałem między matką a synem.

Wyciągam dłoń i odbieram od niego białą kartkę ze starannym pismem. Dziwię się. On nigdy nie pisze starannie. Ale tym razem każde słowo, każda litera na kartce jest niczym wykaligrafowana. Patrzę to na niego, to na papier, który trzymam w dłoni. Potakuję w milczeniu głową. Ten list to jego pożegnanie, jestem tego świadoma, ostatnie słowa jakie można jeszcze do kogoś skierować. Co czuł kiedy je pisał? Co miał wówczas w głowie? Przeszłość. Część 1
***
– Czy to wszystko droga pani? – pyta człowiek siedzący przede mną. Wstaje z miejsca, które zajmował przy komputerze i podchodzi do mnie. Bierze dwie duże reklamówki do ręki, które do niego dziś z samego rana przyniosłam i gdzieś je zabiera.

– Chwileczkę – mówię. – To jeszcze nie wszystko. – Sięgam do torebki i wyciągam białą kartkę papieru ze starannym pismem. Podaję mężczyźnie. – Jeszcze to – mówię – Proszę mu to włożyć do środka. Mężczyzna spogląda na mnie przez chwilę a potem pośpiesznie łapie kartkę, którą mu podaję. – To włożyć już po kremacji czy przed? – dopytuje. – Po – rzucam krótko. – Nie chcę aby ten list spłonął. – dodaję cicho.

– Oczywiście – odpowiada mężczyzna i wkłada kartkę do jednej z reklamówek, pewnie do tej z garniturem. Dziękuję i wychodzę z jego biura wprost na słoneczny chodnik. Jest sobota, godzina 8.00 rano, ale słońce już grzeje bardzo mocno.

W tym roku lato jest jednym z najcieplejszych w historii i pomimo tego, że sierpień już się kończy a za trzy dni zaczyna się rok szkolny, temperatura powietrza w ciągu dnia wciąż waha się w okolicach 36 stopni celcjusza. Wracam powoli do domu. Przekręcam klucz w drzwiach i wchodzę do środka. Stoi na wprost drzwi i patrzy na mnie. Spuszczam wzrok. Przeszłość. Część 1

Jestem zmęczona, obolała, zdrętwiała, otumaniona. Pragnę zaszyć się gdzieś w ciemny kąt, gdzie nikt mnie nie znajdzie, nawet on. Ale on stoi i wpatruje się we mnie. – Co zrobiłaś z moim listem? – pyta sucho. – Poprosiłam, żeby włożyli go do urny. – odpowiadam spokojnie.

– Myślisz, że tata go przeczyta? – pyta. – Tata już go przeczytał, był przy tobie gdy go pisałeś synku, czytał każde słowo – mówię i przytulam jego 9 –letnie, szczupłe ciało. Małe, ale nad wyraz silne ciało. Małego, ale nieprawdopodobnie mocnego człowieka. Skąd czerpie tę siłę? Skąd?
***

Siedzę na kanapie. Nieruchomo. Patrzę w jeden punkt. Nic nie słyszę i niczego nie widzę. Nie jestem pewna czy coś czuję. Zawieszona gdzieś w próżni między tym co „było” a tym co „będzie” , choć to drugie wydaje się abstrakcją. Dotyka mnie ciepłą dłonią, obejmuje mnie za ramię. Nie wiem jak długo jest obok mnie. Nie zauważyłam.

– Dlaczego tata umarł? – słyszę pytanie. Chcę rzucić się na podłogę. Chcę walić głową w ścianę. Chcę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy. Chcę umrzeć. Chcę krzyczeć do utraty głosu. Chcę biec przed siebie bez celu. Chcę zapaść się pod ziemię i niech wszystko zapadnie się ze mną. I jednocześnie, paradoksalnie niczego nie chcę.

No właśnie – myślę. – Dlaczego do licha zostawiłeś mnie z dwójką małych dzieci, mnie samą i sobie umarłeś? – wrzeszczę w myślach do męża. I gdyby tylko na chwilę stanął obok mnie, rzuciłabym się na niego z pięściami i waliła do utraty tchu. Dlaczego umarłeś? Jak mogłeś? – krzyczałabym między jednym a drugim ciosem, jaki bym mu wymierzała. Przeszłość. Część 1

– Tata umarł, bo był bardzo chory – odpowiadam spokojnie. Głaszczę jego włosy. Są kruczoczarne, jak jego rzęsy i brwi, i wyjątkowo szorstkie. To po ojcu – myślę.

– Ale przecież dopiero co był zdrowy mamo. Bawiliśmy się na basenie, pamiętasz? Tata pluskał nas wodą i się śmiał – mówi szybko na jednym wdechu. Serce po raz tysięczny rozpada mi się na drobne kawałeczki. Rozsypują się wokoło mnie. Już nigdy ich nie zdołam pozbierać. Czy pamiętam? Co mam mu odpowiedzieć?

– Choroba u taty postępowała bardzo szybko. W ciągu trzech tygodni całkowicie wyniszczyła organizm. Bardzo mi przykro synku – kończę. Nie mam siły już nic więcej mówić. Na nic nie mam już siły. On wstaje i wychodzi z pokoju a ja zwijam się na powrót jak chore zwierzę i wciskam się mocniej w kanapę.

Chcę się zapaść ale zamiast tego znowu czuję ciepło jego dłoni na szyi. – Mamo, ja się wami zaopiekuję teraz. Tobą i Madzią. Nie martw się o nic. – Łapię w pośpiechu oddech, łapię w pośpiechu świadomość, aby jej nie utracić, łapię w pośpiechu życie, które on mi podaje w swoich małych dłoniach.
***

8 lat wcześniej

Słyszę płacz. … Próbuję wyrwać się z objęć snu, który trzyma mnie mocno swoimi ramionami. Płacz narasta, staje się coraz bardziej nieustępliwy, coraz bardziej rozpaczliwy. Jeszcze na pół we śnie, zwlekam się z łóżka, idę do jego pokoju. Konwulsyjnie miota się po małym drewnianym łóżeczku. Wyciągam do niego ręce.

Biorę w ramiona mokre ciało. Mokre od potu i łez. Drży, płacze, krzyczy. Wciska się we mnie wszystkimi siłami. Z ust płynie ślina pomieszana z krwią. To tylko ząbkowanie. To tylko zęby trzonowe, nie wiadomo dlaczego, wszystkie w jednym czasie wychodzą jak na komendę. Przeszłość. Część 1

Rzadki przypadek, ale się zdarza – mówi pediatra. – Wrażenie dziecka może być takie jakby rozsadzało mu szczękę. Proszę podawać leki przeciwbólowe. Musi przez to przejść. – Wiem – myślę. Musi. Obejmuję mocno jego małe ciało. Nie mogę podać kolejnej dawki leku, od ostatniego podania przed snem minęły zaledwie 2 godziny.

Tulę go w ramionach, głaszczę po włosach, całuję. Mówię spokojnie do niego. Jestem przy nim. Nic więcej nie mogę zrobić. Jak cię ochronię – myślę. Jak ? Przed bólem, przed ludźmi, przed światem? Jak cię obronię przed niesprawiedliwością, smutkiem, rozczarowaniem? Mogę być tylko przy tobie, nic więcej. Przeszłość. Część 1

Będę musiała patrzeć jak cierpisz, ale nie będę mogła ci pomóc. Jak nauczyć Cię siły, wytrwałości, cierpliwości, radzenia sobie z problemami? Jestem twoją matką, powinnam cie tego wszystkiego nauczyć, ale nie wiem jak. Czuję się bezradna. A ty już teraz uczysz mnie odpowiedzialności. Uczysz mnie stawiania głowy problemom. Uczysz mnie tego teraz abym ja mogła cię tego uczyć za chwilę.
*** Przeszłość. Część 1

10 lat później

– Ona mnie nie kocha. Ja kocham ją tak bardzo, a ona mnie nie – mówi z bólem. Rzuca tornister pod nogi, kurtkę w kąt, kładzie się na łóżko i płacze. Podchodzę i siadam obok niego. Głaszczę delikatnie po głowie. – Wyjdź – warczy. – Chcę być teraz sam. Wychodzę, zamykam za sobą drzwi do jego pokoju. Przeszłość. Część 1

Powinnam była je zamknąć a może zostawić otwarte? Co powinnam zrobić? Zamykając pokazuję, że ma prawo do samotności i prywatności, ale gdybym zostawiła je otwarte to może byłaby zachętą do rozmowy o jego problemach i oznaką, że nie jest sam. A jeszcze rok wcześniej było tak:

– Chcesz być sama? – pyta uchylając drzwi. – Nie wiem – odpowiadam. Podchodzi i głaszcze mnie po włosach. – Brakuje ci taty? – pyta. Zwijam się w kłębek. – Synku – szlocham – brakuje mi siebie. Brakuje mi życia, brakuje mi sił, brakuje mi mocy, brakuje mi taty. Zasłaniam twarz dłońmi. To ja powinnam go pocieszać, to on stracił ojca, został półsierotą. To jego świat się rozleciał. Przeszłość. Część 1

Stracił poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem przez cały ten czas to on opiekuje się mną. Podnosi mnie na duchu. Umacnia. Pociesza. Dodaje otuchy. – Masz siłę – mówi. – Znam cię przecież. Masz siłę mamo – bierze moją twarz w swoje małe dłonie i unosi ją do góry. – Masz siłę mamo – patrzy mi w oczy i mówi to z takim przekonaniem. Jego dolna warga drży. Oczy są pełne łez. Czuję się sparaliżowana. Nic nie mogę zrobić. Nie chcę nic robić. Przeszłość. Część 1

– Dlaczego nie wychodzisz z pokoju od kilku tygodni? – oczy wpatrzone we mnie i pełne wyrzutu. – Nie mam siły – odpowiadam jak na przesłuchaniu. Jestem zmęczona. – Masz siłę – podnosi głos. – Nie chcę wychodzić – odpowiadam. – Dlaczego? – nie ustępuje. Mam dość. Chcę żeby sobie poszedł. Żeby zostawił mnie w spokoju. – Włóż jedną z tych swoich ślicznych sukienek, umaluj się, idź do ludzi – mówi gestykulując. Ma tę gestykulację po ojcu – myślę. Używał ją nawet prosząc marchewkę na straganie. Przeszłość. Część 1

Uśmiecham się delikatnie. – O, i tak już lepiej – mówi syn zadowolony. – Wstawaj – mówi i ciągnie mnie za rękę. Wstaję. Dla niego tylko. Tylko po to, żeby jemu było łatwiej. Wkładam czarną, obcisłą sukienkę i zakładam czarne rajstopy. Staję przed lustrem. Spinam włosy do góry. Jestem jego mamą – myślę. Ojca stracił i ma teraz tylko mnie. Jestem mu to winna. Przeszłość. Część 1

Tak trudno się podnieść. Ranki są najgorsze. Nie mam siły wstać z łóżka. Nie mam siły podnieść ręki, zrobić kroku. Wszystko mnie boli. Jestem jak w marazmie. Jednocześnie silna świadomość, że trzeba dzieciom zrobić śniadanie, wyprawić je do szkoły, zrobić zakupy, pójść do pracy, ugotować obiad, oprzątnąć mieszkanie, nie daje spokoju. Przeszłość. Część 1

Gdy umiera mąż Madzia jest mała, ma zaledwie 5 lat. Syn z jednej strony można by powiedzieć niewiele więcej bo 9, ale to jego siła i mądrość przewyższa siłę i mądrość wszystkich ludzi, którzy w tym trudnym czasie są obok, choć nie ma ich wiele. Przeszłość. Część 1

Poraża mnie sposób myślenia tego małego wielkiego człowieka. Odwaga, której mnie uczy. Siła i nieustępliwość, którą mnie zaraża. Jego dojrzałość buduje we mnie znów od podstaw poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że mogę na niego liczyć. Wiem, że jest obok mnie, aby mnie chronić przed całym światem i sobą samą. Nie pozwala mi użalać się nad sobą. Nie pozwala mi trwać w marazmie. Każe mi wstać i iść. A ja wpatrzona w jego duże, niebieskie oczy wiem, że nie mam prawa mu odmawiać. Przeszłość. Część 1

Dla niego nie ma wymówek. Gdy mówię w odpowiedzi na kolejne jego próby zmotywowania mnie do jakiejś aktywności: – Ciężko mi – on odpowiada: – A myślisz, że mi jest lekko? I wyrywa mi z rąk ostatni argument. Wiem, że jemu jest tak samo trudno jak mi, może nawet trudniej, a jednak w jego 9 letnim życiu jest czas i siła na odzyskanie spokoju. Daje mi to nadzieję, że i w moim się znajdzie. Przeszłość. Część 1

uwięziona w życiu

Uwięziona w życiu

Uwięziona w życiu

Są takie dni jak dzisiaj kiedy mam ochotę umrzeć. I nie ma wtedy niczego na świecie co mogłoby mnie zatrzymać tu na Ziemi, z wyjątkiem moich dzieci. To one są jedynym powodem dla którego jeszcze istnieję. Dlatego czuję się uwięziona w życiu. Nie mam prawa umrzeć za to mam obowiązek żyć. I nikt mnie tu nie pyta o to czy chcę czy nie. Po prostu muszę. Uwięziona w życiu.

Uciekam

Dzisiaj w czasie kłótni ubrałam się i wyszłam z domu. Chciałam się przejść, ochłonąć. Spacerowałam 40 minut, trochę siedziałam na ławce. Myślałam, że złapię oddech, wrócę i wszystko będzie już ok. Niestety nie udało mi się uspokoić przez ten czas. Wróciłam nadal nakręcona i pełna negatywnych emocji. Nie tak łatwo uciec, gdy ucieka się od siebie samej. 

Kłótnie to ja

Prowokuję kłótnie bez przerwy, ponieważ świat, który mnie otacza jest dla mnie nie do zaakceptowania. Jestem wściekła, gdy coś idzie nie po mojej myśli. Uważam, że inni robią mi krzywdę, gdy zachowują się w sposób odmienny, do tego jaki od nich oczekuję. To generuje ciągłe awantury i nieporozumienia. Oboje jesteśmy z Arturem już tym wyczerpani. Uwięziona w życiu.

Po prostu odpuść

Cudowna rada, której nigdy nie udało mi się wprowadzić w życie. Nie, nie potrafię odpuścić. Nawet wtedy, gdy wydaje mi się, że mój umysł mnie oszukuje. Kiedy nie jestem pewna czy to co widzę i słyszę jest prawdą. Kiedy nie jestem pewna czy moje przekonania są słuszne. Nie, nie potrafię powiedzieć: „OK niech tak będzie. Może ja się mylę.” To niemożliwe. Może to wina mojego rozszczepionego ja. Uwięziona w życiu.

 

Rozmowa z moim umysłem cz.1

Rozmowa z moim umysłem cz.1

Rozmowa z moim umysłem cz.1

Leżę sobie dzisiaj w wannie w gorącej wodzie i się relaksuję. Zanurzam się w niej cała i nagle nie wiadomo skąd i dlaczego przed oczami staje mi e-mail wysłany do mojego Artura, który kilka godzin wcześniej dostrzegłam na jego poczcie e-mailowej. Akurat rozmawialiśmy o czymś związanym z czymś co przyszło na jego e-maila, więc tak stałam przy nim, gdy siedział przy komputerze i patrzyłam raz na niego raz na te jego e-maile, gdy nagle dostrzegłam e-mail od jakiejś Małgorzaty.

Nigdy nie wiem dlaczego nagle mnie to dopada. To jest chwila. Jakaś scena staje mi przed oczami albo przypominają mi się jakieś słowa i już mam atak. Nie wiem czy to atak paniki czy strachu po prostu, a może niepohamowany atak zazdrości ale w każdym razie jest to atak. I tak było dzisiaj, gdy w relaksującej kąpieli nagle dopadł mnie obraz tego emaila. 

Nie zapytałam od razu Artura o tę Małgorzatę, więc ni stąd ni zowąd przyszło mi to na myśl a mój umysł już się postarał, by przyjemną kąpiel zamienić mi w koszmar. 

„Małgorzata, Małgorzata.” – powtarzałam w myślach, ale nie mogłam sobie przypomnieć nikogo o tym imieniu, kto mógł do niego napisać.

– To na pewno ktoś związany z jego sprawami zawodowymi napisał. – pocieszałam się.

-Hmm, może i tak ale zawsze lepiej sprawdzić. – radził mój umysł

-Przecież to na pewno coś nieważnego,  w przeciwnym wypadku by mi powiedział. – upierałam się.

-Mógł zapomnieć ci wspomnieć. – twierdził mój umysł

– Nie znam żadnej Małgorzaty.

– Ty nie ale on pewnie tak.

-Zapytam go później.

-Zapytaj go teraz.

-Przecież się kąpię, nie będę specjalnie teraz wychodzić z wanny by go to pytać.

-Wyjdź natychmiast z wanny i się dowiedz co to za Małgorzata do niego napisała i z jakiego powodu.

Tu skapitulowałam, wyszłam z wanny i poszłam zapytać Artura o tę Małgorzatę. Nie pamiętał żadnego e-maila od Małgorzaty i nie kojarzył nikogo o tym imieniu, ale otworzył emaila i powiedział:

-„Proszę, sprawdź sobie co tam potrzebujesz.”

Zazdrość

Sprawdziłam, znalazłam e-maila od Małgorzaty i okazało się, że to pani z biura księgowego Artura oczywiście w sprawie księgowej jego firmy. Czułam się już jak idiotka kiedy pędziłam z tej łazienki do niego pytać o tego emaila, ale potem to się dopiero czułam jak skończona idiotka. Oczywiście jak za każdym razem w takiej sytuacji obiecałam sobie, że to był ostatni raz i więcej tego nie zrobię. 

Nie wiem jak on ze mną wytrzymuje. Gdyby on sprawdzał każdego mojego emaila i smsa chyba bym zwariowała. Tym czasem on w ogóle mnie nie kontroluje, za to ja każdy jego krok.