borderline łaknie bliskości

Dzisiejszy dzień zaczął się bardzo dobrze, Artur czekał do 24.00 żeby złożyć mi życzenia imieninowe. To było naprawdę przesympatyczne. Zaraz potem dostałam pierwszą część prezentu imieninowego – udany seks.

Na przedpołudniowym spacerze rozdzieliliśmy się, a gdy znów się spotkaliśmy miał dla mnie moje ukochane kwiaty: frezje. Przytulił mnie wręczając je i w okolicy serca poczułam coś podobnego do szczęścia. 

Później jednak nie obyło się bez dwóch zatargów, były jednak niegroźne i szybko odeszły w zapomnienie. Powoli odzyskuję spokój i to nie tylko ten chwilowy ale ten upragniony „długoterminowy”.

Zdaję sobie sprawę, że z Arturem nic mi nie grozi. Jeszcze jest to bardzo ulotne uczucie, ale stałe. Towarzyszy mi każdego dnia. Czuję też coraz bardziej jego przywiązanie. Potrzebę bliskości.

Kiedy wspólnie oglądamy film wyciąga dłoń i czeka aż położę w nią swoją, a potem do końca filmu jej nie wypuszcza. Wczoraj zignorowałam jego gest udając, że nie zauważyłam. Ponowił go jeszcze raz, ale nadal udawałam, że nie widzę. Za trzecim razem po prostu chwycił moją dłoń i zamknął w swojej.

Dzisiejszej nocy nagle odwrócił się w moją stronę i przytulił z całej siły. Zaplótł swoje ramiona wokół mnie, tak, że nie mogłam oddychać.

– „Arturek, proszę wypuść mnie, nie mogę złapać oddechu” – poprosiłam, ale jednocześnie czułam się cudownie. Uwielbiam te jego gesty świadczące o potrzebie bliskości i przywiązaniu. 

 

 

Cztery dni

Cztery dni

Jeśli w ciągu czterech dni nie dostanę miesiączki to będzie oznaczało, że jestem w ciąży. Na razie staram się w ogóle o tym nie myśleć, zupełnie inaczej niż ostatnim razem, kiedy nie mogłam pozbyć się na co dzień myśli o ciąży. 

Podchodzę do tego w ten sposób, że będzie co ma być. Jestem czy nie jestem, stracę tę ciążę czy donoszę – teraz nie mam już na te rzeczy wpływu. To na co mam wpływ staram się realizować, czyli na przykład dbać o swój spokój.

To co  się wydarzy i tak zmieni całe moje życie. Bez względu na wynik testu ciążowego. W jednym i drugim przypadku mogę być szczęśliwa tak samo jak mogę być nieszczęśliwa. To nie dziecko o tym przesądzi a moja głowa i to co w niej będzie się znajdować. 

 

 

Borderline - wampiry energetyczne cz.2

Borderline – Wampiry energetyczne cz.2

Borderline – Wampiry energetyczne cz.2

Postanowiłam jeszcze raz odnieść się do artykułu, do którego link zamieściłam w poście Borderline- jest dobrze, na temat tego, że ludzie z borderline to wampiry energetyczne. Z tego powodu, że w komentarzu pod tamtym moim postem odezwała się Karola, (Karola bardzo Ci dziękuję za to), postanowiłam pociągnąć temat.

Strona z linkiem odsyłała do artykułu na blogu ezoterycznym. Można by pomyśleć nawet, że osoba pisząca tam wyssała wszystko z palca, ale nic bardziej mylnego. Otóż dokładnie to samo możemy przeczytać tutaj: na stronie Instytutu Psychologii Stosowanej.

Instytut Psychologii Stosowanej o Borderline

 

Jeśli komuś szkoda czasu by tam zajrzeć to zacytuję:

„Więc kim jest emocjonalny (energetyczny) wampir?

Otóż może być nim każdy, nawet najbliżsi, członkowie rodziny, przyjaciele, współpracownicy mimo zapewnień o miłości, bliskości i różnych deklaracjach nam składanych. Nie zawsze łatwo go rozpoznać, ponieważ na początku tworzy aureolę swojej wspaniałości, potrafi zawładnąć naszym umysłem i nie wiemy sami, kiedy i jak wpadamy w destrukcyjną relację „po uszy” stajemy się coraz słabsi mając wrażenie jakby uchodziło z nas życie. […]

Psychologia z zaznaczeniem, że jest to jeden z podziałów wyróżnia cztery typy wampirów: narcyz, ofiara, kontroler/krytyk, borderline.

Wampir borderline:

To osoba, która widzi świat w dwóch barwach: czarne i białe, dla niej nie ma nic pośrodku. Jeżeli masz trochę szczęścia i Cię idealizuje jesteś na wygranej pozycji, ponieważ nie podkopują Twojego poczucia wartości z zaznaczeniem w tym momencie jednak, kiedy z niewiadomych przyczyn uzna, że jej się naraziłeś staje się bezwzględna.

Można by powiedzieć, że balansuje pomiędzy jedną skrajnością – idealizowanie- barwa biała a drugą skrajnością –nienawiść- barwa czarna.

Tym, czego nie lubi wampir jest odizolowanie go, ponieważ nie potrafi być sam bez pożywienia czerpanego od drugiego człowieka. Pożywienia w formie narzekania, krytykowania, barku dawania pochwał i zadowolenia z Twojego sukcesu, ciągłej krytyki i kontroli, manipulacji.

Wspólną cechą wszystkich wampirów emocjonalnych (energetycznych) jest bardzo niskie poczucie własnej wartości oraz nieprzewidywalność działania. Jednak należy zwrócić uwagę na fakt, że nie każda osoba z niskim poczuciem wartości jest wampirem.

Należy też pamiętać by nie wysuwać pochopnych wniosków i osądów, bo niechcący możemy skrzywdzić człowieka. Przydatną cechą dla nas jest uważna obecność i przemyślane wypowiadanie swojego zdania bez oceny.”

Co ja no to?

Jedyne co przychodzi mi do głowy, to to, że cieszę się z faktu, że psychologowie tego pokroju nie otrzymują ode mnie już pieniędzy za to, że mogę do nich przyjść się wygadać. Chociaż teraz wiem dlaczego moja terapia tyle kosztowała, pani psycholog musiała przecież po sesji ze mną uzupełnić energię, którą z niej wypiłam 😉

To oczywiście żart pisany z przekąsem. Jestem zwolennikiem behawioryzmu. Wierzę w to, że każde nasze zachowanie ma przyczynę. Wierzę, że nikt z nas nie rodzi się zły, zgorzkniały, strachliwy czy nieszczęśliwy. Nikt też nie rodzi się ignorantem.

To otoczenie nas kształtuje, rodzice rodzeństwo, babcie i dziadkowie, nauczyciele, pedagodzy, koledzy i koleżanki. Kształtują nas też wydarzenia w naszym życiu, codzienne doświadczenia. Jesteśmy tylko sumą zdarzeń w naszym życiu. Nie zawsze to my decydowaliśmy czy suma zdarzeń była pozytywna czy negatywna. 

Co ma do powiedzenia?

Jeśli są osoby, które tak postrzegają mnie i innych mi podobnych jak można by wnioskować z tych dwóch artykułów, to powiem im tak:

Ludzie, jestem bardzo szczęśliwa, że gdy byliście małymi dziećmi mogliście tak po prostu podejść do mamy i taty i się przytulić.

Jestem szczęśliwa, że nigdy nie byliście w sytuacji, gdy stojąc jako dziecko w kolejce w sklepie i ściskając w dłoni pieniądze od ojca na piwo, które należało mu szybko przynieść, nie mieliście tej ogromniej rozterki w głowie i w sercu:” kupić mu piwo czy sobie bułkę?” Że nie łykaliście śliny myśląc jakby to było ją zjeść, taką świeżą i pachnącą. Cieszę się, że mieliście zawsze co jeść i w co się ubrać, że wasi rodzice oboje nie byli alkoholikami. 

Uważam jednak, że tak szczęśliwi ludzie, powinni wykazywać jednak więcej akceptacji i zrozumienia. Uważam, że mając zapewnione bezpieczeństwo w dzieciństwie powinniście wzrastać jako ludzie otwarci i pełni empatii. To mnie, osobie z alkoholickiej i dysfunkcyjnej rodziny powinno brakować takich cech a mimo to…  mnie nie brakuje 🙂

Borderline – radość życia

Wstałam wściekła, bo Artur rano na mnie nakrzyczał. Już nawet nie pamiętam o co, bo na pół pogrążona byłam jeszcze we śnie. Potem cały dzień mnie nosiło. Chodziłam wściekła, krzyczałam i klęłam a wszyscy domownicy schodzili mi z drogi. Zwłaszcza Artur. 

Najmłodsza córka przyglądała mi się z zainteresowaniem. Nie cierpię płakać czy się wściekać kiedy Mała na mnie patrzy. Mam wtedy zawsze poczucie, że robię coś bardzo złego i świadomość, że niechcący krzywdzę swoje dzieci.

W tej złości udało mi się wygrać z Arturem w backgammon 🙂  Więc jednak stres zdecydowanie mi w tym pomaga.

Wieczorem wszystko się uspokoiło. Starsza córka zrobiła mi make-up i sobie. Świetnie się przy tym bawiłyśmy i śmiałyśmy.

Borderline- radość życia

Artur w tym czasie przygotował mi przepyszną kolację. Po kolacji była jak zwykle wspólna kąpiel, a później film. Takie proste rzeczy, które wydawałyby się nic nie znaczące, ale dają codzienną, prostą radość życia. I co najważniejsze są przeznaczone również dla nas – ludzi z borderline. 

Borderline - jest dobrze

Borderline – jest dobrze

Borderline – jest dobrze i spokojnie od dwóch dni. Czy to zasługa tego, że podejrzewamy ciążę, czy ciężkiej pracy a może jednego i drugiego. 

Codziennie też od dwóch dni przegrywam z Arturem w backgammon. Zastanawiam się czy to znak, że potrafię logicznie myśleć tylko w czasie wzmożonego stresu? Artur żartuje, że zaprogramował pionki w taki sposób, że mogą wygrać tylko białe, a ponieważ ja gram zawsze czarnymi dlatego przegrywam. 

Powiedziałam mu, że się nie poddam i nie zmienię koloru pionków,, mimo, że on twierdzi, że jeśli zagram białymi to natychmiast wygram. Jestem oczywiście uparta i staram się za wszelką cenę wygrać czarnymi. Na 13 rozgrywek w ciągu dwóch dni udało mi się to tylko raz.

Czasami kiedy jesteśmy na siebie za coś wściekli, Artur po prostu rozkłada planszę do gry. Siadamy wtedy tacy źli na siebie i zaczynamy grać. Wówczas najczęściej wygrywam. To bardzo zastanawiające. orderline –

dobrze

Wampiry energetyczne

A teraz coś niesamowitego, co udało mi się znaleźć o nas – osobach z borderline. Szczerze przyznam, że jestem pod wrażeniem tego jak inni potrafią postrzegać zarówno nas, jak i nasze zaburzenie. Zachęcam do zajrzenia tu, ale ostrzegam: możecie być w ciężkim szoku. 

Wariactwo

Wariactwo

Totalne wariactwo, ale chyba jesteśmy z Arturem znowu w ciąży. Nie robiłam testu, ale przy czwartym dziecku takie rzeczy się raczej wie.

To już ostatni raz – obiecuję sobie. Nigdy więcej się nie zdecyduję. Obawiam się ponadto o Maluszka znowu, zwłaszcza po poronieniu miesiąc temu. 

Teraz też mam silne bóle brzucha i skurcze macicy. Wątpię, że uda mi się donosić tę ciążę. A to dopiero wczesny początek – dziś, jeśli naprawdę jestem w ciąży, mija tydzień od zapłodnienia. 

Podróż

Udało nam się dojść z Arturem do porozumienia w sprawie podróży i noclegów. Więc mimo różnic da się 🙂

 

 

 

 

Dziś z serii: „Artur mówi”

Mówię do Artura przed chwilą:

– „Muszę teraz iść wrzucić post na bloga” a on na to:

– „My powinniśmy wspólnie pisać tego bloga. Ty po jednej stronie jak Ty wszystko widzisz a po drugiej ja, jak to ja widzę. Ludzie mieliby niezły ubaw, widząc jak dwa totalnie inne światy widzą te same zdarzenie”.

I już na samą myśl się roześmiałam. Wydawało mi się to początkowo fajnym pomysłem, ale już po chwili zaczęłam zastanawiać się czy aby nic mi nie grozi. (w tym samym czasie Artur śmieje się, śmieje się , śmieje się.) I już oczami wyobraźni widzę te zagrożenia.

Nie wiem jeszcze jakie, ale skoro się boję to pewnie mój umysł wykrył jakieś niebezpieczeństwo. A Artur na to:

Z serii "Artur mówi"

Więc ja już nic nie dodaję od siebie 😉 Idziemy grać w backgammon (bekgamonia😉) 😃

Borderline

 

Różnice między partnerami

Różnice między partnerami

Czy różnice między partnerami są dobre czy złe?

 

Myślę o tym nie tylko w kontekście zaburzeń takich jak borderline, DDA, DDD, syndromu urojonej zdrady, ale również w „normalnych” relacjach dwojga niezaburzonych partnerów. Czy różnice są na plus czy na minus. Czy lepiej mieć wspólne cechy charakteru czy też odmienne?

Idealne dopasowanie

W poprzednim związku byłam z partnerem, który prawdopodobnie również miał borderline. Nie miał diagnozy ale był wierną kopią mnie. Widzieliśmy świat tak samo i wszystkie jego aspekty. Zgadzaliśmy się we wszystkim niemal. Czytaliśmy w swoich myślach a telepatia przydarzała nam się bez przerwy przez niemal 3 lata związku. Ja o czymś myślałam on to robił. On o czymś myślał ja to robiłam. Nie było potrzeby ustalania niczego.

Czasami gdy jechaliśmy autem myślałam: „jaka fajna chmura na niebie, ma taki dziwny kształt” po dosłownie kilku sekundach on mówił:

– „Madziuś spójrz na tę chmurę przed nami, ale ma kształt.”

Albo jadąc autem myślałam gdy dojeżdżaliśmy do jakiegoś zjazdu z głównej drogi: „Ale byłoby super, gdyby zjechał na chwilę. Tam jest ten fajny punkt widokowy, przytulilibyśmy się i popatrzyli na panoramę z góry”. Nic jednak nie mówiłam a on i tak zawsze kiedy to pomyślałam zjeżdżał. Ustawiał samochód tak by dobrze było widać panoramę i przytulał mnie bez słów. 

Brak różnic a koniec związku

 

Przykładów było miliony przez ten czas, od pomysłu gdzie pojechać na urlop, po jaki obejrzeć film czy co ugotować na obiad. Nasze myśli były identyczne. Był to wyjątkowy czas dla mnie, bo nagle po prawie 40 latach życia poznałam kogoś kto nadawał na dokładnie tych samych falach co ja. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że takie porozumienie dusz jest możliwe.

Różnic między nami nie było zbyt wiele, ale te które były zabiły nasz związek i wszystko co w nim było. Poza tym ponieważ byliśmy identyczni to bolały nas te same rzeczy i to przysparzało wielu problemów. Kiedy on miał zły dzień i ja miałam zły, więc oboje byliśmy pozamiatani tym bardziej, że wspólnie prowadziliśmy firmę. 

W takim przypadku potrzebowaliśmy, by gdy jedno jest na dnie drugie je z tego dna wyciągało. U nas jedno jeszcze bardziej na dno ściągało drugie. Jego nic tak nie wkurzało jak brak działania, zwłaszcza u mnie a mnie u niego dokładnie to samo. Doprowadzało to do eskalacji problemów. Z czasem wszystko wymknęło nam się z pod kontroli. 

Same różnice

 

Obecnie jestem z związku z partnerem, z którym dzieli mnie wszystko. Nie mamy praktycznie punktów styku a jedynie same różnice. Czy jest teraz gorzej niż było wcześniej? Czy związek jest przez to mniej trwały?

Otóż nie, bo nic nie jest przesądzone tak jak w poprzednim. Tam było wiadomo, że jak jest super to jest super ale jak jest źle to jest naprawdę źle i trzeba się rozstać. Myślę, że oboje mieliśmy też problem z lojalnością i szczerością względem siebie kiedy były gorsze dni. 

Teraz jest inaczej. Gorszy czas nie oznacza, że należy się rozstać. Oboje wtedy staramy się jeszcze bardziej by wszystko naprawić. Jest to trudne ponieważ prawie zupełnie się nie rozumiemy. Jesteśmy z dwóch zupełnie innych światów.

Jego świat inny od mojego

 

Czasami wściekam się na ten jego świat tak daleki od mojego. Czasami jednak wydaje mi się bezpieczny choć zupełnie inny niż mój. Wtedy lubię na chwilę wejść do tego jego świata, przycupnąć gdzieś z boku i tak chwilę pobyć w nim. 

Od trzech dni planujemy wyjazd na urlop. Wcześniej była już ustalona Chorwacja, Grecja lub Cypr, ale nie ma lotów, a my z powodu tego, że nie jesteśmy zmotoryzowani zostaliśmy z ręką w nocniku.

Dlatego od kilku dni próbujemy szybko zmienić plany urlopowe i zamienić wyjazd zagraniczny na krajowy. Jest z tym dużo problemu, bo poza tym, że w ogóle się nie zgadzamy w większości rzeczy to jeszcze wciąż sypią nam się kłody pod nogi.

Doszliśmy już do porozumienia, że zwiedzamy 8 miast średnio po dwa dni na każde miasto czyli 16 dni wycieczki objazdowej po kraju, ale już co do tego czym podróżować nie możemy się dogadać. Ja chcę PKP a Artur FlixBusem.

To samo jeśli chodzi o noclegi, ja chcę zarezerwować zupełnie gdzie indziej niż on. Kolejnym punktem, w którym mamy problem, aby się dogadać to czy zabrać wózek dla najmłodszej córki czy nosidełko, a jeśli to ostanie to czy ze stelażem czy bez.

Mimo wszystkich tych różnic jest jakoś bezpiecznie. Mam takie cudowne poczucie, że mimo tego, że się nie zgadzamy to nic złego nie może się w związku z tym wydarzyć. Uczymy się oboje kompromisów. 

Różnice a brak różnic

Zarówno w poprzednim jak i obecnym związku czuję się zabijana przez partnera jego zachowaniem, zwłaszcza słowami, które ich zdaniem nie mają żadnego znaczenia. Dla mnie słowa moją olbrzymią moc, ranią czasami bardziej niż czyny. 

Borderline podsumowanie

Borderline czas na podsumowanie

Borderline podsumowanie

 

Mój blog istnieje już blisko pół roku, czas więc na pierwsze borderline podsumowanie autoterapii. 

Czego zmienić na obecną chwilę nie mogę?

 

Nie mogę nie odczuwać gwałtownych emocji w chwili, gdy coś mnie dotyka. To może być słowo, gest, mimika drugiej osoby lub zachowanie. Ważne w tym miejscu wydaje mi się to, że zdecydowana większość takich sytuacji wiąże się z moim partnerem. Oceniłabym na oko, że jakieś 90%.

Jeśli wiąże się z nim to znaczy, że dotyczy sfery „bliskiej” a więc intymnej. Idąc w tym kierunku muszę przyznać, że 90% mojego borderline objawia się w związku intymnym z partnerem. Myślę, że powinnam przyjrzeć się lepiej mojej relacji z matką lub ojcem, bo z pewnością mój partner przejął w pewnym sensie ich rolę. 

Podążając tym tropem mogłoby się okazać, że gwałtowne emocje jakie odczuwam w związku z nim to te same jakie odczuwałam jako dziecko względem swojego rodzica: matki lub ojca a może obojgu.

Nie potrafię również zmienić na obecną chwilę mojego postrzegania świata: cielesności, seksualności, bliskości, lojalności. Dużym moim problemem jest postrzeganie również zagrożeń jakie może nieść codzienne funkcjonowanie w świecie. I tu moim upiorem staje się zazdrość a wszystko co związane z płcią przeciwną staje się zagrożeniem. Borderline czas na podsumowanie

Co mogę zmienić na obecną chwilę?

 

Na pewno mogę zmienić swój sposób reagowania na to co odczuwam w środku. Oczywiście poczuję gniew lub złość w związku z jakąś zaistniałą sytuacją, ale mogę tego nie okazać. A jeśli już okazuję mogę zrobić to w sposób dosadny bez krzyku i bicia.

Mogę panować nad agresją słowną i fizyczną, a także zająć myśli „innymi sprawami” by jak najmniej miejsca zostało dla borderline w moim rozmyślaniu. Mogę też unikać sytuacji, które wiem, że spowodują u mnie stres a w efekcie wybuch agresji.

To pobieżnie tyle w tym pierwszym podsumowaniu.

 

 

Borderline pustka

Borderline pustka

W moim borderline pustka jest częsta. Smaruję nią rano chleb, wieczorem się w niej kąpię, przed snem owijam się w nią, by w końcu w niej zasnąć. 

Pustka ma jedno imię i trudny charakter. Ciężko z nią ułożyć sobie relacje. Nie znosi kompromisów, zawsze bierze wszystko albo nic. Uczy mnie szacunku do siebie samej.

Z pustką czasami chodzę na lody, albo na spacer. Pyta mnie wciąż o ważne sprawy lecz w taki sposób, że nie znam odpowiedzi. Na pewno nie należy do uczuć, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić. Borderline pustka

Nie jest też tak, że jej nie lubię. Otwieram jej szeroko drzwi, gdy mnie odwiedza. W sumie nie mam nic przed nią do ukrycia. Mimo wszystko trzymamy dystans między sobą.

Kiedyś jej nienawidziłam, ale dziś nie potrafię już nikogo nienawidzić. Tak samo jak nie potrafię być szczęśliwą. Potrafię za to doskonale się złościć i gniewać. Ona nie miewa gwałtownych uczuć. Jest zrównoważona i statyczna. Borderline pustka

O pustce pisałam już w tym poście oraz w tym. Poświęciłam jej też wiele godzin rozważań i przemyśleń. Nadal jednak wydaje mi się obca. Czasami rozmawiamy:

– Znów jesteś? – bardziej stwierdzenie niż pytanie  z mojej strony.

– Ano – cicha odpowiedź wchodzącej do mnie pustki.

– Długo zostaniesz? – pytam od niechcenia.

– Nie wiem. – jak zwykle odpowiada lakonicznie.

– Dzisiaj mam dobry dzień – mówię z tęsknotą.

– Miałaś – odpowiada i już wiem skąd ta tęsknota w moim głosie.

– Zawsze musisz wszystko zepsuć, prawda?

– Cóż? – mówi bez emocji a ja już wiem, że należy przetrwać dotąd dopóki sobie nie pójdzie.