Borderline – marzenia

Dzisiaj w trakcie kłótni ze starszą córką uświadamiłam sobie, że fakt, że nie mam marzeń wcale nie jest smutny. Może wręcz przeciwnie.

Powiedziałam jej w trakcie rozmowy, że o niczym nie marzę. O niczym. Być może nie powinnam tego mówić a może wprost przeciwnie.

Po kłótni myślałam o tym co powiedziałam i doszłam do wniosku, że zawsze od kiedy pamiętam miałam marzenia aż do kiedy zamieszkałam ponownie z Arturem.

Teraz żyję tu i teraz jak nigdy dotąd. Nie mam już mrzonek ani nadziei na coś innego. W całości oddaję się temu co jest teraz. Żyję chwilę obecną i tylko dniem dzisiejszym.

Dzięki temu nie ma miejsca w moim życiu na marzenia. I właśnie uświadamiłam sobie, że dzięki temu też nie tęsknię za czymś innym. Nie czuję za niczym żalu. To jest dobry stan.

Wytłumaczę to jutro mojej córce. Chcę by też to wiedziała, że w moim przypadku brak marzeń nie oznacza czegoś złego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.