Borderline – radość życia

Wstałam wściekła, bo Artur rano na mnie nakrzyczał. Już nawet nie pamiętam o co, bo na pół pogrążona byłam jeszcze we śnie. Potem cały dzień mnie nosiło. Chodziłam wściekła, krzyczałam i klęłam a wszyscy domownicy schodzili mi z drogi. Zwłaszcza Artur. 

Najmłodsza córka przyglądała mi się z zainteresowaniem. Nie cierpię płakać czy się wściekać kiedy Mała na mnie patrzy. Mam wtedy zawsze poczucie, że robię coś bardzo złego i świadomość, że niechcący krzywdzę swoje dzieci.

W tej złości udało mi się wygrać z Arturem w backgammon 🙂  Więc jednak stres zdecydowanie mi w tym pomaga.

Wieczorem wszystko się uspokoiło. Starsza córka zrobiła mi make-up i sobie. Świetnie się przy tym bawiłyśmy i śmiałyśmy.

Borderline- radość życia

Artur w tym czasie przygotował mi przepyszną kolację. Po kolacji była jak zwykle wspólna kąpiel, a później film. Takie proste rzeczy, które wydawałyby się nic nie znaczące, ale dają codzienną, prostą radość życia. I co najważniejsze są przeznaczone również dla nas – ludzi z borderline. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.