Borderline – trudny związek

Borderline – trudny związek

Ostatnio mieliśmy trudny czas z Arturem. Kłótnia goniła kłótnię. Na drodze do zgody stawało mnóstwo nieporozumień. Oddaliśmy się od siebie. Było naprawdę źle. Parę dni temu, nie wspominałam o tym tu na blogu, Artur postanowił się wyprowadzić.

 

Spakował swoje rzeczy i powiedział, że odchodzi. Jedna część mnie chciała, żeby odszedł i nigdy nie wrócił. Miałam dość ciągłych awantur, chociaż tylko ja je wywoływałam. Nie mniej jednak czułam się za każdym razem zraniona i skrzywdzona, jedyną obroną był więc dla mnie atak.

Druga część mnie chciała aby został, przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. I został w końcu, gdy już się uspokoił.

Dużo o tym później rozmawialiśmy. Myślę, że cała ta sytuacja bardzo nas zbliżyła. Wiele udało nam się sobie wytłumaczyć. 

Ze względu na koronawirusa firma Artura stoi od trzech miesięcy i on sam jest ze mną i z dziećmi w domu. Jesteśmy więc ze sobą 24 h na dobę. Nie rozstajemy się prawie w ogóle. Wspólna pobudka, wspólna kawa, potem wspólny spacer i wspólne zakupy. Następnie wspólnie przygotowujemy obiad. Jemy razem z dziećmi przy stole. Potem wspólne sprzątanie po obiedzie i wspólne spędzanie czasu z dziećmi. Wieczorem wspólna kąpiel, film i granie w backgammon – codzienne, to już nasza tradycja. 

Wieczorem w łóżku długie rozmowy, czasami do 2.00, 3.00 w nocy. Zasypianie na łyżeczkę. Mogłoby się wydawać, że to raj dla związku ale niestety nie. Mam wrażenie, że właśnie przez ten czas spędzany razem nie możemy już czasami siebie znieść. 

Po tej niedoszłej wyprowadzce jest już inaczej. Artur mnie za nią przeprosił. Wczoraj wieczorem rozmawiając długo w łóżku doszliśmy do wniosku, że powodem naszych wiecznych kłótni jest brak zaufania do siebie na wzajem. 

On nauczony doświadczeniem, że dwa razy go zdradziłam i odeszłam nie potrafi mi znowu zaufać. A ja nie ufam, bo kilku partnerów przed nim oszukiwało mnie, o czym dwa razy dowiedziałam się już po zakończeniu związku a raz w trakcie. 

Wiem, że Artur nigdy mnie nie oszukał i nie zawiódł, więc teoretycznie powinnam mu ufać ale uraz z przeszłości jest zbyt silny i dlatego dotąd nie potrafiłam. 

Wczoraj jednak wieczorem obiecaliśmy sobie, że zaufamy sobie mimo wszystko by uratować nasz związek, tak na pstryknięcie palcami. Następnie Artur mocno pstryknął i był to moment umowny, od którego obiecaliśmy sobie całkowite wzajemne zaufanie. Po tym mocno się przytuliliśmy i po chwili zaczęliśmy się kochać. 

Dziś był cudowny dzień. Oboje byliśmy spokojni i czuli dla siebie. Było po prostu super. Ale co będzie dalej? Bardzo się obawiam. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.