Chwilowo na dnie...

Chwilowo na dnie…

Chwilowo na dnie…

Upadłam wczoraj ponownie. To był bardzo bolesny upadek, jak to w borderline. Siedziałam w kącie ze skrzyżowanymi nogami po turecku, zasłaniając uszy i krzycząc:

– „Nie rób tego, przestań!”

Słyszałam głos Artura dochodzący zza moimi plecami:

-„Ja Ci nic nie robię. Nie chcę Ci nic robić.”

I czułam jak tonę w żalu, który nie ma końca. On nic nie rozumiał, zupełnie nic. Jakby był całkowicie z innego świata. Jakby był inną istotą, nie tą samą co ja. Jakbyśmy nie byli oboje ludźmi. Mój żal był tak wielki, że mogłabym w nim utopić cały świat, ale po co? skoro ten i tak w jednej chwili przestał istnieć. 

-„Mam dzieci, mam troje dzieci – próbowałam mówić przez spazmy płaczu i połykanych łez. – Tak bardzo chciałam jeszcze dla nich pożyć. Tak bardzo chciałam dla nich żyć. Dlaczego mnie zabijasz? Dlaczego to robisz? Dlaczego nie pozwalasz mi żyć?”

-„Ale ja nic Ci nie robię. Nie zabijam cię przecież. Nie wiem o czym mówisz? Co ja takiego robię? Co takiego zrobiłem? Nie wiem o czym mówisz, nie rozumiem cię zupełnie.”

Odbić się od dna

Trzy godziny mojego umierania. Artur oczywiście nie wiedział nawet o co chodzi. Jakaś jedna wielka masakra. Chyba tym razem upadłam już tak nisko, że czas się odbić od dna. Nadszedł najwyższy czas. Trzeba ponownie uwierzyć, przywołać pozytywne myśli, przyciągnąć dobre zdarzenia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.