efekt uboczny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Sama zwróciłam na to uwagę już wcześniej. Od paru dni zaczęło to do mnie dochodzić. Otóż bardzo zależało mi dotąd na poczuciu bezpieczeństwa co w moim słowniku oznaczało, że mój partner ma być cały mój i tylko mój.

Bez prawa do prywatności, bez możliwości odwrócenia gdziekolwiek wzroku w moim towarzystwie, bez możliwości swobodnego poruszania się zarówno w codziennym życiu (musiałam znać każdy jego krok, gdzie idzie, co robi, z kim się spotyka, z kim rozmawia) jak i internecie (musiałam wiedzieć na jakie strony wchodzi, jakie zdjęcia przegląda, jakiej słucha muzyki).

Jeśli cokolwiek w moim mniemaniu mnie dotykało, obrażało, bolało, krzywdziło najpierw była awantura i to na cztery fajerki a następnie szantaż. Mojemu partnerowi bardzo na mnie zależało, więc starał się do wszystkich tych moich wymagań  się dostosować i je spełniać.

I tak mijał czas. Mnie przeszkadzało coraz więcej a on coraz więcej starał się zmieniać w swoim zachowaniu. I tak próbując nadążyć za moimi nowymi wymaganiami, coraz to nowymi wymysłami, coraz to nowymi sytuacjami, które uznawałam jako „nie do zaakceptowania” coraz bardziej się ode mnie oddalał. Znikał gdzieś we mgle.

Wczoraj byliśmy z dziećmi na imprezie u mojego szwagra, który obchodził hucznie swoją pięćdziesiątkę. Lokal był spory, z salą do tańczenia, gdy włączyli muzykę część gości poszła w pląsy na parkiecie. Akurat wtedy nasza najmłodsza córeczka zasnęła Arturowi na rękach więc delikatnie kołysał się z nią w rytm muzyki. Ja siedziałam przy stole ale kiedy to zobaczyłam wydało mi się to słodkie i takie rozczulające, więc podeszłam do nich, objęłam ich oboje i zaczęłam kołysać się z nimi w takt muzyki. Patrzyłam na Artura ale on patrzył tylko w podłogę albo w córeczkę. Nie wiedziałam o co chodzi. Mówiłam do niego:

– „Ej, popatrz na mnie.” – ale on patrzył przez moment i znów spuszczał wzrok. Zupełnie nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Po przyjściu do domu oczywiście zrobiłam mu awanturę o to, że już mnie nie kocha, bo nawet na mnie nie patrzy. Poszłam spać przekonana, że to koniec naszego związku.

Dzisiaj jednak udało nam się spokojnie porozmawiać, bo też cały dzień był jakiś spokojny. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że zacięłam się wczoraj i stwierdziłam, że skoro on mnie już nie kocha to ja też nie mam już po co się jego o cokolwiek czepiać i zostawiłam go dzisiaj w spokoju. Pozwoliłam spokojnie pracować na komputerze, nie sprawdzałam jego komórki ani nie zaglądałam co chwila przez ramie co też tam aktualnie robi. Zajęłam się po prostu sobą i dzieckiem.

Wieczorem zaczęłam rozmowę i dużo się wyjaśniło. Między innymi to dlaczego wczoraj na mnie nie patrzył. Otóż powiedział mi, że sala była wypełniona ludźmi. Patrzył więc tylko w podłogę w jeden punkt albo w córkę ponieważ nie chciał bym pomyślała, że patrzy się na jakąkolwiek inną kobietę.

– „Gdybym tylko na moment uniósł wzrok, natychmiast stwierdziłabyś, że na kogoś patrzyłem. Nie chciałem byś miała jakiekolwiek wątpliwości. Ja na nikogo nie patrzę. Nikt mnie więcej poza Tobą i córką nie interesuje. Nie chcę byś sądziła, że kiedy tylko ruszę głową albo podniosę wzrok to się na kogoś gapię. Mam już dosyć tych pretensji do mnie o rzeczy, których nie robię. Nigdy ich nie robiłem. Nawet kiedy nie byłem z tobą. Ja po prostu nie mam takiej natury, by się gapić, lampić, lustrować kobiety. I nie ma to nic wspólnego z tobą. Takie mam zasady. Taki zawsze byłem. I teraz nagle ty po 50 latach mojego życia wciskasz mi, że ja to robię.”

Był trochę zły kiedy to mówił, ale też było mu przykro, bo broda mu latała i wiem już kiedy mu tak lata.

– „Patrzyłem wczoraj tylko pod nogi i na małą, żebyś znowu czegoś nie wymyśliła. Żebyś mnie znowu nie oskarżyła. Ale pamiętaj jedno. Ja zrobię wszystko co chcesz, bo mi na tobie zależy, ale to, że nie patrzę już na ciebie w miejscach publicznych to twoja zasługa. Ja się boję podnieść na ciebie wzrok, bo za każdym razem gdy na ciebie spoglądałem albo patrzyłem to mi mówiłaś, że patrzę na kobietę co przechodzi obok, albo na tą co stoi za tobą. I zaraz się odwracałaś sprawdzić kto tam za tobą stoi. A teraz stwierdziłem, że już zawsze będę miał wzrok wbity pod nogi i na ciebie też nie będę patrzył.”

I tym sposobem osiągnęłam tylko to, że mój partner po pierwsze odsuwa się ode mnie coraz bardziej. A po drugie to, że zaczął się zachowywać sztucznie, zupełnie nienaturalnie. I jestem pewna, że nie o to mi chodziło, gdy ciągle robiłam mu wymówki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.