"Miłość w czasach zarazy".

„Miłość w czasach zarazy”.

62 / 100 SEO Score

„Miłość w czasach zarazy”.

Wczoraj wieczorem próbowałam poukładać sobie część swojej przeszłości. Dokładniej poprzedni związek, który dotąd traktowałam jako coś wyjątkowego co przytrafiło mi się w życiu, a że był to związek dwóch osób z borderline, wydawał mi się jeszcze bardziej niesamowity.

Dopiero niedawno zaczęłam postrzegać go w zupełnie inny sposób. Zrozumiałam, że nie był taki jak w moich wyobrażeniach. Ostatnio zupełne przypadkowo natrafiłam na pewne fakty dotyczące tamtej relacji i okazało się, że to w co wierzyłam było kłamstwem. A najprzedziwniejsze uczucie to to, że od samego początku czułam, że jestem oszukiwana. Tylko ten ktoś wmawiał mi, że nie.

Dopiero teraz, gdy relacja jest już zupełnie zakończona dowiedziałam się o tym i poczułam … ulgę. Już nie postrzegam tamtej osoby jako ważnej w moim życiu. Już nie czuję, że byłam kochana przez nią ponad wszystko. Teraz wiem, że byłam jedynie jej bardzo potrzebna i to wszystko.

Jakby z tego powodu przestałam tamtą relację idealizować i zaczęłam zupełnie inaczej postrzegać obecny związek. Zobaczyłam go w innych barwach, nadałam mu nową jakość.

I tak Artur musiał pojechać dziś zawodowo do Bolesławca. A wiedziałam, że stwierdzono tam dwa przypadki zachorowania na koronawirusa i bardzo się tym jego wyjazdem martwiłam. Miał jechać pks-em, ale kiedy dotarł na dworzec okazało się, że wszystkie autobusy i busy są odwołane.

Musiał jednak zdążyć na konkretną godzinę, bo był umówiony z klientami, więc wziął taksówkę i pojechał na dworzec PKP a stamtąd pociągiem do Bolesławca. Kiedy chciał jednak wrócić okazało się, że PKP odwołało większość pociągów i myśleliśmy oboje, że utknie tam.

Borderline kocha

I wtedy zdałam sobie tak naprawdę sprawę jak jest dla mnie ważny. Jak bardzo go kocham. Dopiero dziś miałam okazje to poczuć. Rozmawialiśmy przez telefon i on prosił mnie bym mu znalazła w internecie jakiekolwiek połączenie do domu a ja szukałam i ze stresu nic nie mogłam wyszukać.

Ponieważ czułam presję czasu, bo ostatni dziś pociąg w jakikolwiek kierunku odchodził do Zgorzelca Artur prosił bym sprawdziła o której ma stamtąd połączenie do domu a ja wpisywałam to drżącymi palcami na klawiaturze i ciągle otwierały się nie te strony, które chciałam.

-Nie potrafię Ci tego znaleźć. – rozpłakałam się do słuchawki. – Nie umiem tego sprawdzić. – i zaczęłam wyć z bezradności, z nerwów, ze strachu o niego.

-Wszystko jest w porządku Skarbie, uspokój się – mówił łagodnym, bardzo spokojnym tonem – Nic nie szkodzi, pojadę do Zgorzelca a potem zobaczę jakie będę miał połączenia do domu.

-Nie potrafię tego znaleźć. – wciąż szlochałam, ale on nadal mówił spokojnie:

-Nie musisz już szukać, wszystko ok, jadę do Zgorzelca, potem zobaczymy. Nie denerwuj się proszę. Wszystko jest dobrze. – Ja jednak nadal nie mogłam się uspokoić aż wreszcie powiedział:

-Skarbie, potrzebuję cię teraz spokojnej dla siebie i dla dzieci, proszę cię, dobrze? – i wtedy natychmiast się uspokoiłam by dać mu ten spokój i żeby dzieci były spokojne. Otarłam łzy i się rozłączyłam. A potem spokojnie już sprawdziłam wszystkie połączenia ze Zgorzelca do domu.

Oddzwoniłam i podałam mu najbliższy pociąg do domu. Nagle wszystko stało się takie proste. Obiecałam jemu i sobie i nawet dzieciom, że dziś nie będę się z nim kłócić o nic choćby nawet moje border mnie roznosiło. Tak bardzo cieszyłam się, że wróci cały i zdrowy do domu, do nas.

I wrócił. Byłam szczęśliwa i niczego więcej już nie potrzebowałam. Ot i tak wygląda miłość w czasie zarazy…

Visits: 25

One Reply to “„Miłość w czasach zarazy”.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.