Nowy etap w moim borderline

Nowy etap w moim Borderline

Nowy etap w moim Borderline

Zaczęło się wczoraj tak nagle i nieoczekiwanie. Tyle przemyśleń i tyle wniosków na temat mojego życia, dzieciństwa, początków zaburzenia. Krok po kroku zaczęło się wszystko układać. A zaczęło się od posprzątania kuchni.

Poczułam ogromną potrzebę jej wysprzątania, wyrzucenia wszystkiego co zbędne, dostosowania jej funkcjonalności. To co potrzebne poszło tuż pod rękę, to co rzadko używane zniknęło w trudniej dostępnych miejscach i nagle sprzątając tę moją kuchnię i obserwując jak się cudownie zmienia dla mnie zaczęłam zmieniać swoje myślenie.

Już gdzieś kiedyś słyszałam takie słowa, że sprzątając gruntownie swoje mieszkanie łatwiej zrobić również porządek we własnej głowie i w życiu. Teraz sprawdziłam, że to działa.

Zaczęło się od ojca. A może nawet nie od niego a ode mnie jako rodzica, jako matki. Od tego, że zaczęłam się zastanawiać dlaczego moje dzieci są nieszczęśliwe. Doszłam do tego, że za dużo czasu zajmują mi moje problemy i dlatego za mało poświęcam go im. 

I tak zupełnie luźno przeszłam do ojca, który całe życie zmagał się ze swoimi problemami w pracy i w małżeństwie, że dla mnie nie było go już wcale. A potem zaczęło do mnie dochodzić, że nie potrafiłam nigdy przytulać mojego syna, chociaż bardzo chciałam. Tak jak nie potrafię rozmawiać z moją starszą córką, chociaż wciąż marzę, że kiedyś będziemy potrafiły ze sobą rozmawiać. 

I znowu przed oczami stanął mi mój ojciec. On też nigdy nie był kochany, przytulany, akceptowany. Nikt z nim nie rozmawiał. Kiedy się upijał to opowiadał jak bardzo był bity przez rodziców, jak go nigdy nie rozumieli. I jak mama kupiła mu kiedyś nowe pończoszki (dla młodszych czytelników wyjaśniam, że zaraz po wojnie chłopcy nosili pończoszki i nie było w tym nic dziwnego ani śmiesznego).

Założyła mu je i wysłała na dwór, a on się bawił z chłopakami biegając gdzieś z kijami i podarł te pończoszki. Matka zeszła na dwór i zobaczyła go w tych nowych podartych pończoszkach i tak się zezłościła, że zaczęła go bić. A potem kazała wracać do domu, a że mieszkali w kamienicy na trzecim piętrze to kazała mu biec do góry i całą drogę po schodach biła go z całych sił a on płakał. Często opowiadał tę historię. Bardzo bolało go to zajście. 

I tak sobie myślałam wczoraj sprzątając tę kuchnię, że nie wolno mi oceniać rodziców, tego jacy są i jak postępowali. Nieszczęśliwe dziecko zawsze będzie kiedyś nieszczęśliwym rodzicem a w efekcie będzie miało nieszczęśliwe dzieci.

I jakoś mi ulżyło i zrobiło się lżej. I pomyślałam, że to czas, żeby dać dzieciom coś ważnego – siebie. A dzięki temu odzyskałam spokój, który mnie całkowicie pochłonął i utrzymuje się już drugi dzień a ja czuję z tym bardzo dobrze. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.