Pustka

Pustka w borderline

Pustka w borderline

Dla mnie pustka jest jak ogromne pole ugoru, które nie ma początku ani końca. Stoję pośrodku, rozglądam się wokół, ale nie widać  niczego z wyjątkiem bezkresnego pola „niczego”. Im bardziej staram się coś dojrzeć, tym dotkliwiej dochodzi do mnie, że nic nie ma.

Pustka mnie nie boli. Jest jak odrętwienie i odrealnienie. Nie mam ochoty ruszać się z miejsca. Czuję, że i tak nie mam dokąd iść. W pustce niczego nie chcę z wyjątkiem jednego, by się skończyła. By zastąpiło ją inne uczucie, jakiekolwiek byle inne. 

Pustka jest jak dobry kochanek, zawsze wraca, oddaje mi się z namiętnością. Całuje moje oczy i usta. Dotyka mojego ciała i duszy. Nie mam siły jej się oprzeć. Gdy tylko się pojawia od razu jestem cała jej, bez reszty. Nie kocham jej ale ona zdaje się mnie tak. Zyskuje wiele na tej jednostronnej, nieodwzajemnionej miłości. 

Kiedy odczuwam pustkę mam wrażenie, że znikam. Kawałek po kawałku jakby mnie było mniej i mniej. Nie mogę jednak wtedy nic zrobić. Pustka tak zachłannie całuje moje usta, że nie mam siły i możliwości wołać o pomoc. A gdy całuje moje oczy nie widzę żadnych możliwości porzucenia jej.

Tkwię więc na tym bezkresnym polu – pustkowiu, pośród niczego, a że nie ma nic, więc nic nie zauważam. Niczego też innego nie odczuwam, bo pustka jest tak dojmującym odczuciem, że pozostawia daleko w tyle wszystkie inne emocje. Gdy nawet pojawi się strach, gniew czy złość to tylko na chwilę, bo od razu rozmywa się w wszechogarniającym poczuciu PUSTKI.

Nie dajmy się zwariować

Nie dajmy się zwariować

Nie dajmy się zwariować

Co borderline to borderline, co DDA to DDA, a co odmienne spojrzenie na wiele spraw to odmienne spojrzenie. Nie można tak wszystkiego tłumaczyć tylko moim zaburzeniem. Bo czy gdybym nie miała zaburzenia to zgadzałabym się na wszystko co robi mój partner? Ze wszystkim co mówi? Z każdym jego zdaniem na jakikolwiek temat? No nie. Miałabym swoje i tylko swoje poglądy, które często stałyby w opozycji do jego. Broniłabym swojego zdania za wszelką cenę. Nie dajmy się zwariować 

W czym więc tkwi różnica? W sposobie w jaki bym to robiła? Nie krzyczałabym wtedy? Nie podnosiła głosu? Ach tak. Więc wszyscy ludzie bez borderline w czasie, gdy wymieniają swoje zdanie na jakiś temat z partnerem i nie mogą dojść do porozumienia to nie krzyczą? Nie podnoszą głosu? Są łagodni jak baranki? Hmmm… A może nie podnosiłabym na niego ręki? Nie policzkowała gdy jestem wściekła? Czyli każda kobieta, której nie uda się zapanować nad emocjami i wymierza facetowi policzek to borderka? Lub DDA? Nie dajmy się zwariować 

Ja tam miła dziewczyna jestem 😉

Poza swoimi zaburzeniami, które otrzymałam, a nie które wybrałam mam także mnóstwo normalności. Jestem wrażliwą kobietą, delikatną (poza momentami, kiedy nie jestem ;-)), szczerą i emocjonalną. Kiedyś, zanim borderline na dobre mnie dopadło, uwielbiałam deszcz, kwiaty, płomień ogniska, chodzenie po lesie i nasłuchiwanie szumu fal morza. Miałam swoje ukochane książki, filmy i muzykę. Nagle wszystko zniknęło i poza border nie mam już nic. Nie dajmy się zwariować 

Miałam marzenia, dużo pisałam, głównie do szuflady, uwielbiałam wpatrywać się w obrazy i przenosić w ich świat. Malarstwo mnie inspirowało. Kochałam też „starocie” – przedmioty, w których czas zaklął energię ludzi, zdarzeń i emocji. Ekscytowały mnie rzeczy znalezione w antykwariatach i na giełdach staroci. Miałam pasję życia, lubiłam je smakować. Nie dajmy się zwariować 

Ja dzisiaj

Wciąż kocham życie, tylko teraz jest ono chwilami nie do zniesienia. Zwłaszcza gdy brakuje mi zrozumienia ze strony moich bliskich. Niczego przed nimi nie ukrywam. Mówię szczerze co czuję, co myślę, jak mi jest. Mam jednak wrażenie, że nie ma to żadnego absolutnie sensu, ponieważ oni nie są w stanie w żaden sposób tego zrozumieć.

Powiedziałam dziś do Artura, że źle się czuję i ogólnie jest mi bardzo źle a on mi na to:

-„No i po co Ci to jest? Niech Ci nie będzie źle.”

Ot i tak to mniej więcej wygląda. Z drugiej strony rozumiem, że każdy już w domu ma dość mnie i moich humorów, nastrojów, zmiennych emocji. I co moi bliscy mają z tym zrobić? A ja? Co ja mam z tym zrobić? Chyba jest to typowy pat. 

borderline

Borderline

Borderline

Budzę się rano. Boli mnie głowa i czuję się fatalnie. Nie chcę wstawać. Jedyne moje pragnienie to zostać w łóżku, ale niestety słyszę już przez sen głosy dnia dochodzące do mnie zewsząd. To Artur coś mówi, syn narzeka, córka wskakuje mi na plecy raz po raz pytając kiedy wreszcie się obudzę i najmłodsza moja latorośl szarpiąca mnie za włosy i powtarzająca: -„Mama, mama”.

I jak tu zostać w łóżku, gdy dzień próbuje mnie wchłonąć? Moja rodzina chce mnie dla siebie, każdy z jej członków tylko czeka aż otworzę oczy, by dostać to co mu się należy ode mnie. Chociażby czas. Chociażby uwagę. Chociażby przytulasa. Nie mam się gdzie przed nimi schować. Nie mam dokąd uciec. I nie wiem nawet czy naprawdę mam na to ochotę. 

Zaburzenia osobowości

Borderline piszą wszędzie to zaburzenie osobowości, a dla mnie to wołanie o pomoc. Rozpaczliwe wołanie, które co prawda wszyscy wokół słyszą, ale nikt nie jest w stanie pomóc. Jedni nie potrafią, inni nie chcą. Jeszcze inni zupełnie nic nie rozumieją mówiąc dokładnie to samo: -„Ty nic nie rozumiesz”. 

Mój organizm bardzo źle ostatnio reaguje na męczące mnie borderline. Coraz to nowe bóle pojawiają się w moim ciele. Zaczęło się od chronicznych, silnych bólów głowy, zawrotów głowy, skoków ciśnienia tętniczego krwi, teraz doszły silne bóle żołądka. Mam wrażenie, że każdego dnia się wykańczam. To walka na śmierć i życie. Borderline nie odpuści. Ja też nie zamierzam. 

Pomoc w borderline

Nie wierzę w pomoc, zwłaszcza psychologiczną czy terapeutyczną. Mam też swoje obawy w związku z nią. Kiedy miałam 18 lat zgłosiłam się do psychiatry, ponieważ nie byłam w stanie poradzić sobie z atakami paniki, złości, gniewu, lęku. Przepisał mi leki psychotropowe, od których się uzależniłam. Odrzucenie ich to był dla mnie koszmar. Chodziłam dosłownie po ścianach.

Nawet nie zapytał mnie o nic. Nic go nie interesowało. Nic nie chciał wiedzieć. Dostałam po prostu receptę, gdy tylko krótko zrelacjonowałam mu z jakim problemem przyszłam. Jakby za wypisanie kolejnej recepty ktoś mu grubo płacił. Jakbym nie była osobą potrzebującą pomocy, a tylko przypadkiem podlegającym farmaceutycznemu ogłupieniu.

Borderline mój koszmar

Każdego dnia budzę się i jestem zdana tylko na siebie. Tylko, że mnie nie ma. Zamiast mnie w mojej głowie siedzi potwór, który pożera moje życie dzień po dniu. Każdego dnia zasypiam z lękiem, którego nikt i nic nie może złagodzić. Lękiem, że coś ze mną jest nie tak. Nadzieja, że wszystko w końcu pewnego dnia się zmieni topnieje jak śnieg na wiosnę.

zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Jak się czuję z pierścionkiem zaręczynowym na palcu? Czuję się spokojniejsza, bardziej bezpieczna. Czuję się kochana. Wiem, że związek ze mną jest bardzo trudny. Tym bardziej po ostatnich przejawach agresji z mojej strony w stosunku do Artura jest mi głupio i bardzo źle się z tym czuję. Ja go biję a on prosi mnie o rękę. Mam wrażenie, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, ale w takich chwilach, gdy jestem obłędnie zazdrosna, nawet o głupotę mam ochotę go zabić. I wówczas zupełnie nie kontroluję swoich emocji.

Oczywiście, że najbardziej na świecie chciałabym umieć reagować inaczej. Móc reagować inaczej. Zachować w każdej sytuacji spokój i opanowanie. Niestety w moim przypadku nie jest to możliwe. Już tyle razy próbowałam. Tyle razy obiecywałam sobie, że kiedy się wkurzę to zachowam spokój mimo wszystko. Guzik. I to z pętelką 😉 Nie udało się.

Agresja w borderline

Moja agresja bierze się z dwóch dominujących emocji: złości i gniewu. Do tego wszystkiego dochodzi najbardziej znienawidzone przeze mnie uczucie czyli bezsilność. Wiem wtedy, że nic nie mogę zrobić, że jestem zupełnie bezradna a to zawsze przeradza się we mnie w agresję. Przynajmniej to mogę zrobić: bić, kopać, szarpać mojego partnera.

Są takie słowa, które on wypowiada, a które działają na mnie jak płachta na byka. Nie oskarżam go w tym momencie, bo jestem świadoma tego, że problem tylko i wyłącznie leży po mojej stronie i że mojej agresji nie można w żaden sposób usprawiedliwiać. Mimo wszystko, gdy mówiąc mu, że mnie rani, słyszę od niego, że on znowu nie wie o co chodzi, to same pięści zaciskają mi się do bicia. 

Lęk w borderline

Jestem świadoma tego, że wszystkie negatywne emocje i odczucia we mnie biorą się z lęku. To on tworzy we mnie zazdrość, gniew, złość, agresję, bezradność i bezsilność. Ja po prostu panicznie się boję. Gdybym pokonała ten lęk zyskałabym życie, bo koszmar jaki teraz przeżywam życiem nie jest i nigdy się nim nie stanie. To tylko walka o przetrwanie kolejnego dnia.

Koszmar, w którym wspólnie ze mną uczestniczy mój partner, bo ostrze, którym ja ranię, zawsze jest obustronne i równie mocno uderza we mnie, jak i w osobę mi bliską. On też już się nauczył, że jeśli mnie czymś zrani, spowoduje, nawet niechcący, że zrobi mi się przykro to ja „pójdę na dno” ale pociągnę go ze sobą. Nie może być inaczej. Zawsze w takich chwilach oboje się pogrążamy.

Wspólne życie przypomina więc trochę wspólny spacer po polu minowym. Ręka w rękę krocząc obok siebie. Kiedy ja wybuchnę on wybuchnie razem ze mną. Ostrożność i przezorność więc jest tu bardzo wymagana i potrzebna. Ale czy to jeszcze jest związek? Czy to jest wspólne życie?  

Walentynki

Walentynki

Walentynki

Budzę się dziś rano, pomiędzy mną a Arturem dwójka dzieci – dwie córki. Potem Artur przynosi mi jak co dzień kawę do łóżka. Wręczam mu prezenty przygotowane wczoraj wieczorem z okazji dzisiejszych Walentynek: kubek, czekoladkę w kształcie serca, markową bluzkę i dwie pary spodni dresowych. Artur obejrzał wszystkie te rzeczy, przymierzył ubrania, podziękował i po chwili podszedł do mnie z czymś w dłoni. Siedziałam w pościeli jak zwykle oparta o ścianę i piłam kawę.

-„A to walentynka dla Ciebie” – powiedział dając mi czerwony woreczek z serduszkiem w środku. Serduszko okazało się pojemniczkiem a w środku znajdował się pierścionek, który wyciągnęłam drżącymi palcami. 

– „Zostaniesz moją żoną?” – zapytał.

– „Oczywiście że tak.” – odpowiedziałam i pocałowałam go. 

Moja starsza córka zaczęła wołać do syna, który jeszcze spał:

– „Szymon przegapiłeś zaręczyny mamy!” – a potem śpiewała, tańczyła i krzyczała z radości. Młodsza córka zupełnie nie wiedziała o co chodzi, ale na wszelki wypadek też się cieszyła i krzyczała i tak zaręczyny odbyły się w obecności moich dwóch córek. 

Na moim palcu widnieje śliczny pierścionek z pierwszą literką mojego imienia. Pierścionek, który wręczył mi mężczyzna, który bardzo mnie kocha i bez względu na wszystko musi też kochać moje borderline. Jak inaczej mógłby poprosić mnie o rękę, wiedząc czym jest moje zaburzenie? Wiedząc, że cała składam się z borderline.

Miłość to przedziwne uczucie. Silniejsze niż wszystko inne na świecie. Dopóki człowiek ją ma jest sens walczyć. Jest sens się starać. Jest sens pokonywać swoje słabości każdego dnia. Nie wyobrażam sobie życia bez niej.  

zrozumieć siebie

Zrozumieć siebie

Zrozumieć siebie

Cisza… 

Syn gra na komputerze, starsza córka jest poza domem z przyjaciółką i wróci dopiero wieczorem, młodsza zasnęła w swoim łóżeczku. Artur jest w pracy. Ja leżę na kanapie owinięta kocem i próbuję się zrozumieć. Nigdy mi się to jeszcze nie udało. Czuję się jak bohater bajek, który musiał wykonać zadanie niewykonalne, bo jeśli tego nie zrobił to ginął. Był pożerany przez smoki albo zrzucany w czeluść piekielną.

Najczęściej na turniejach rycerskich bywało tak, że rycerz musiał wykonać zadanie albo trzy zadania, które decydowały o jego życiu i ręce księżniczki. Większość śmiałków jednak ginęła. I ja mam wrażenie, że zginę jeśli nie podołam temu zadaniu. Nie zrozumiem o co mi chodzi. Wiem tylko, że się boję i że sprzeciwiam się robieniu mi krzywdy. Z tego powodu robię te ciągłe awantury. Artur twierdzi, że to ja sama siebie krzywdzę a nie on.

Fałszywy obraz

Nie chcę krzywdzić nikogo, ani siebie ani mojej rodziny. Nie chcę krzywdzić Artura. Coś mi się w tym całym świecie nie zgadza. Wczoraj kiedy pytałam raz po raz Artura dlaczego patrzył na tamte kobiety w restauracji, w którymś momencie odpowiadając mi po raz kolejny, że na nikogo nie patrzył, że nikogo nie widział, prawie się rozpłakał. Do oczu napłynęły mu łzy, głos mu się załamał. A ja stałam i nie wiedziałam już komu mam wierzyć. Sobie czy jemu.

Czy mój umysł naprawdę mnie oszukuje? Czy wszystko co widzę jest zwykłą nieprawdą? To niemożliwe. Przecież widzę bardzo dobrze, słyszę bardzo dobrze. Artura zachowanie i słowa mnie bolą. Nie mogą mnie boleć bez przyczyny. Czy naprawdę jedyną przyczyną jest borderline? Nie wierzę w to. To nie mogą być tylko złudzenia, przewidzenia, omamy.

Dziś już było spokojnie, nie pokłóciliśmy się ani razu, ale lepiej tego nie wypowiadać przed 24.00. Oboje potrzebowaliśmy znowu oddechu, przerwy w tych nieustannych awanturach. Jutro 14 luty. Może ten dzień tez przyniesie coś dobrego, pozytywnego, coś co nas podbuduje. Choć trudno o tym w ogóle marzyć, gdy każdy dzień niemal teraz to klęska. 

Zazdrość o spojrzenia

Dzisiaj już zupełnie inaczej widzę wczorajszą sytuację czy ciąg sytuacji z restauracji. Inaczej też o nich myślę. Choć nadal nie wiem dlaczego wpadam w taką furię, gdy mój partner nawet przelotnie spojrzy na kogoś płci przeciwnej. Ja w zakresie własnej cielesności zawsze miałam wysokie mniemanie o sobie co rzadko zdarza się w BPD. Wciąż je mam mimo 41 lat. Uważam się za atrakcyjną kobietę, tak też się noszę (ubieram, maluję, czeszę) aby wciąż wyglądać bardzo atrakcyjnie. Tym bardziej nie wiem o co mi chodzi i dlaczego w takich chwilach tracę pewność siebie.

zazdrość

Zazdrość

Zazdrość

Dzisiejszy dzień był dla mnie bardzo trudny. Ostatnio tych trudnych dni jest coraz więcej i zdarzają się coraz częściej. Próbuję powiązać to w jakąś logiczną całość, bo moje Borderline też przybiera na sile. Dzisiaj znów uderzyłam Artura, chciałam w twarz, ale się zasłonił więc w efekcie uderzyłam go trzy razy w rękę. Awantury są codziennie a nawet kilka razy dziennie. Przypuszczam więc, że ze mną dzieje się coraz gorzej. zazdrość

Wszystko w pierwszej kolejności przez moją zazdrość. Pisałam o tym w innych postach, m.in. tu. To problem zarówno mój, jak i mojego partnera, no i moich dzieci również. Kiedy czuję się zazdrosna to jest jak atak spazmu. Mam ochotę wtedy rzucić się z wściekłością na Artura. Nie mogę tego kontrolować. Nawet z pozoru niewinne sytuacje wprowadzają mnie w furię. Jestem zazdrosna o każde spojrzenie na inną kobietę, o większość rozmów czy wymiany zdań. Staram się kontrolować każdy jego ruch. zazdrość

To potwornie męczy nas oboje i mam już tego serdecznie dosyć. Moja zazdrość jest jak trucizna, która nas zabija każdego dnia. Jeśli w jego słowach doszukam się czegoś co mi zagraża mój świat się sypie jak domek z kart. Spadam w czarną otchłań i nie ma już dla mnie ratunku. Wtedy nie liczy się już nic. zazdrość

Zmęczenie

Moje zmęczenie Borderline jest ogromne. Mój organizm ledwo funkcjonuje. Chwil normalności jest coraz mniej. To jest jak pętla, która zaciska się na mojej szyi. Nadzieja na to by było normalnie  w moim życiu maleje z każdą chwilą. Coraz więcej we mnie poczucia, że nie chcę już niczego. I wiem, bo czuję to całą sobą, że to droga w jednym kierunku. Nie mogę nawet się zatrzymać a co dopiero zawrócić z niej. zazdrość

Nie wiem co mam robić. Staram się ze wszystkich sił tłumaczyć sobie rozsądnie każdą sytuację ale to nic nie daje. Dziś poszliśmy z Arturem do restauracji na wcześniejsze trochę Walentynki. Udało nam się to tylko dzięki mojej siostrze, która została z naszą najmłodszą córką. To było dopiero drugie nasze wyjście od kiedy Mała się urodziła, czyli od 9 miesięcy. Jak tylko weszliśmy do restauracji Artur powiedział „dzień dobry” tonem, który od razu wyprowadził mnie z równowagi.

Przeciągnął te słowa jakoś tak dziwnie i bardzo zniżył ton. Zabrzmiało moim zdaniem tak jak nie powinno. Nie skomentowałam jednak tego i poszliśmy do stolika. Specjalnie posadziłam go tak by siedział przodem do drzwi. Dwa razy zdarzyło mu się spojrzeć na drzwi, gdy ktoś wchodził i dwa razy była to para. A więc i kobieta. Powiedziałam mu po tym, że chcę już wyjść i wracać. Oczywiście usłyszałam, że nie wie o co chodzi, więc mu wyjaśniłam, że o ton głosu jakim się przywitał z kelnerką i o te spojrzenia na osoby wchodzące. 

Znów usłyszałam, że nie wie o co mi chodzi, co mnie już wściekło do granic wytrzymałości. Potem przy stoliku obok usiadły dwie kobiety w dwoma psami. Artur ciągle gapił się na te psy i pytał, czy tu można wchodzić ze zwierzętami. Wyjaśniłam mu, że tak. On jednak ciągle patrzył na dwa bawiące się psy i komentował ich zabawy. Powiedziałam, że jeśli woli obdarzać uwagą psy to czuję się tu zbędna i może już wyjdę. Skwitował, że przecież wiem, że on bardzo lubi psy. Ja z kolei ich nie cierpię. 

Na koniec podchodząc do baru by zapłacić rachunek mijał się z kobietą, na którą spojrzał no i tu już miarka się przebrała. Miałam dość. Całą drogę awanturowałam się z nim o te spojrzenia na inne kobiety, zainteresowanie psami i „dzień dobry”, które nie powinno paść takim tonem. Po przyjściu do domu było już tylko gorzej. W końcu nie wytrzymałam, ubrałam się i wyszłam na spacer. Chodziłam ulicami nie wiedząc co ze sobą zrobić. Koszmar. 

Przełom 3 ma imiona

Przełom 3 ma imiona

Przełom 3 ma imiona

Już nic nigdy nie będzie takie samo. To taki ważny czas. Pamiętam bardzo dobrze wszystkie takie „ważne czasy” w moim życiu. Tato jutro opuszcza swój dom. Już nigdy do niego nie wróci. Czy on o tym wie? Kiedy moja siostra tłumaczyła mu wczoraj, że pojedzie do ośrodka, gdzie się nim zajmą powiedział: „Bóg daje – ja biorę”. Bardzo nas zdziwiły te jego słowa. Prawdopodobnie jest świadomy wszystkiego co się dzieje.przełom 3 ma imiona

1. Tato odchodzi ze swojego domu i naszego życia na zawsze.

2. Już nigdy nie będę tak blisko niego jak jeszcze dziś byłam.

3. Żegnam się z nim jakby to już było nasze rozstanie na zawsze.

Będę go odwiedzać tak często jak będę mogła jednak jestem świadoma, że przy trójce dzieci, z czego jednym małym będzie to utrudnione zadanie. Zwłaszcza, że tato będzie w innym mieście a ja nie mam ani auta, ani prawa jazdy.
przełom 3 ma imiona

Zawsze miał swój świat

Tato zawsze żył we własnym świecie. Nie było w nim miejsca dla nas. Może teraz i żałuję, że nigdy nie zaglądnęłam do tego jego świata. Nie odchyliłam tej zasłony obojętności i dystansu. Nie wiedziałam jednak ani jak to zrobić a poza tym bardzo się bałam. Byłam zbyt słaba jak mawiała moja matka. W tym przypadku miała absolutną rację. przełom 3 ma imiona

Tęskniłam za nim i bałam się go. Pragnęłam jego miłości ale czułam się jej niegodna. Dopiero ostatnio stał mi się bliższy z racji tego, że się nim zajmowałam. Wczoraj, gdy go karmiłam patrzyłam na niego i się uśmiechałam. Zmrużył jedno oko, przyjrzał mi się a potem powiedział z uśmiechem: przełom 3 ma imiona

-„Uśmiechasz się”.

– Tak. – odpowiedziałam nadal z uśmiechem. I czułam jakąś z nim więź, której nigdy przedtem w życiu nie czułam. Może właśnie ta jego choroba i skrajny alkoholizm matki był po to, bym chociaż pod koniec jego życia mogła choć przez chwilę poczuć taką więź.

Matka

Z nią poszło gładko. Moja siostra już poprzedniego dnia próbowała jej wytłumaczyć, że tata musi pilnie trafić do ośrodka. Na szczęście wczoraj wieczorem kiedy moja siostra była u taty, matka już powoli trzeźwiała i wracała „do żywych” jak zwykłyśmy z siostrą mawiać o jej wychodzeniu z cugu. Dziś z rana ja zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej, że tata umrze bardzo szybko, jeśli natychmiast nie otrzyma fachowej pomocy, że jego nogi, wyglądają jak nogi osoby, która w ciągu kilku dni przeniesie się na tamten świat i że nie ma na co czekać, tata musi jechać do specjalistycznego ośrodka. przełom 3 ma imiona

To zadziałało i sama uwierzyła w to, że jest źle, więc kiedy byłyśmy u taty dziś popołudniu pozwoliła nam spakować torbę dla taty z najpotrzebniejszymi rzeczami i zapowiedziała, że jutro pojedzie z nim w karetce. Odetchnęłyśmy z siostrą z ulgą, że udało się załatwić z nią to polubownie.

To już koniec

Tak, mam tę świadomość, że to koniec. Bez ojca w domu matka szybciej się zapije. On z dala od nas szybciej umrze. Chciałoby się powiedzieć: „Nie miałam wyboru” ale nie cierpię takiego usprawiedliwiania. przełom 3 ma imiona

Mój tata bohater

Pamiętam jak któregoś popołudnia wróciłam z podwórka do domu przerażona bo bawiłam się smołą i pobrudziłam spódnicę. Miałam wtedy jakieś 5 lat, mojej siostry nie było w domu, a mama była w pracy na drugą zmianę. Tata spostrzegł plamy i zapytał skąd się wzięły. Powiedziałam prawdę. Odpowiedział coś w rodzaju:

-„Nie martw się, plamy można zmyć, mam gdzieś rozpuszczalnik” – a potem znalazł go i wywabił wszystkie plamy ze spódnicy. Byłam z niego taka dumna i taka szczęśliwa, że nadal będę mogła używać swoją ulubioną spódnicę.

A kiedy byłam jeszcze młodsza, nie pamiętam ile miałam wtedy lat, ale na pewno mniej niż 3 lata, bo było to na starym mieszkaniu, z którego wyprowadziliśmy się, gdy właśnie skończyłam ten wiek, moja mama była w pracy na drugą zmianę, był już wieczór. Włożyłam sobie w czasie zabawy do nosa maleńkie winogrono, a potem nie mogłam w żaden sposób wyciągnąć i przerażona zaczęłam płakać. Tata zapytał co się stało, pokazałam mu, że mam coś w nosie.Powiedział coś w rodzaju:

-„Nie martw się, zaraz to wyciągnę” – i wziął wykałaczkę, następnie włożył mi ją spokojnie do dziurki od nosa, nadział winogron i bezpiecznie wyciągnął. Odetchnęłam z ulgą. Wszystko dobrze się skończyło. Mój tata – bohater.przełom 3 ma imiona

oddać tatę

Oddać tatę

Oddać tatę

Oddać można zwierzę do schroniska, albo brudne ubrania do pralni. Oddać można książkę do biblioteki, albo pożyczone pieniądze. A co jeśli trzeba oddać rodzica starego i schorowanego do hospicjum? Podjęłyśmy z siostrą decyzję, że oddamy tatę, ponieważ nie jesteśmy w stanie zapewnić mu 24godzinnej opieki jakiej on potrzebuje. Sam tlen powinien być mu podawany przez 12 godzin na dobę. Pomimo tego, że każdego dnia chodzimy do niego przynajmniej 3 razy dziennie to zdecydowanie za mało, w porównaniu do opieki jakiej on potrzebuje. Więcej o chorobie taty pisałam w tym poście. oddać tatę

Jeśli się uda to w środę transport medyczny powinien zawieźć go do ośrodka, w którym będzie mógł spokojnie spędzić ostatnie miesiące swojego życia. Zanim to jednak nastąpi będziemy musiały stoczyć z naszą mamą bój o tatę, ponieważ ona zdecydowanie się temu sprzeciwia. Oddanie taty do ośrodka pozbawi ją pieniędzy, które potrzebuje na picie. Jego pieniędzy, które powinny iść tylko i wyłącznie na jego potrzeby. Tymczasem są dysponowane przez mamę według jej uznania. oddać tatę

Przypuszczamy, że mama będzie stawiać czynny opór, czyli poza płaczem i histerią będzie również używała siły. Kiedy jest pod wpływem alkoholu, czyli niemal cały czas przejawia zachowania agresywne. Szarpie i bije osoby postronne. Czeka nas więc jutro trudny dzień, gdyż musimy jej oznajmić naszą decyzję, że pojutrze tata jednak trafi do ośrodka. Mimo, że odczuwam duży stres z tym związany nie boję się. Odczuwam nawet po części satysfakcję, że wreszcie tata będzie bezpieczny wbrew woli mamy, a także dlatego, że postawimy z siostrą wreszcie na swoim o co walczyłyśmy od roku. oddać tatę

Ostatnie dni taty w domu

Dziś rano byłam u taty dać mu śniadanie. Po nocy siedział w ogromnej kałuży moczu, tylko w rozpiętym swetrze i mokrych skarpetach. Trząsł się z zimna. Obok jego fotela, na którym teraz funkcjonuje czyli śpi, oraz spędza cały czas, leżał przemoczony pampers i mokre spodnie. Na szczęście potrafił sobie te mokre rzeczy z siebie ściągnąć, co mnie ucieszyło, gdyż od kilku dni niestety po nocy siedział w pampersie tak zasikanym, że przemokniętym na wylot z ranami na pośladkach od odparzeń. Ubrałam go więc dziś w suche, czyste rzeczy, założyłam nowego pampersa, nakarmiłam i zostawiłam. Moja pijana matka kręciła się po domu. Kiedy na nią patrzę czuję złość i obrzydzenie.oddać tatę

Wczoraj wieczorem po raz kolejny siostra próbowała położyć tatę do łóżka ale znów krzyczał, że nie chce i żeby tego nie robić. W pozycji leżącej natychmiast zaczyna się dusić i nie może złapać oddechu. Jest to duży problem ponieważ jego stopy są już tak sine i opuchnięte przez nieustanne trzymanie ich w dół a wszystko co położy mu się pod nie, by trzymał je wyżej tata skopuje albo odsuwa.

oddać tatę

Wątpliwości

Mam w sobie dużo sprzecznych odczuć związanych z oddaniem taty do specjalistycznego ośrodka. Bardzo nie pasuje mi to słowo „oddać” ale przecież tak jest, że się go oddaje, więc po co to usprawiedliwiać czy zastępować to innym słowem? Sytuacja taty się nie zmieni, jeśli to na gorsze, więc będzie potrzebował coraz więcej opieki. Sytuacja mamy też się nie zmieni. Będzie piła dotąd aż się zapije, ale nie chcę by przepijała pieniądze taty, kiedy się nim w ogóle nie zajmuje. Moja sytuacja mieszkaniowa również na razie się nie zmieni, choć od roku walczę o możliwość sprzedania mieszkania, w celu kupna większego. Na razie musimy w pięć osób pomieścić się w trzech pokojach na 56 m2.

Cały czas wierzyłam, że uda mi się na czas kupić nowe mieszkanie i zabrać tatę na te jego ostatnie miesiące życia do siebie. Niestety sprawa sądowa ciągnie się już rok i na razie nic nie zapowiada by miała się zakończyć. Co do mojej siostry to również nie jestem w stanie jej przekonać by wzięła tatę do siebie a zresztą wiem, że nie mam prawa jej do tego zmuszać. Poza tym tata naprawdę potrzebuje całodobowej opieki.

Więcej o tym.

Przemoc i agresja w Borderline

Przemoc i agresja w Borderline

Przemoc i agresja w Borderline

Zapowiadało się zupełnie inaczej, po wczorajszych dopołudniowych i popołudniowych kłótniach, wieczorem zaplanowaliśmy wspólną kąpiel ze świecami i kieliszkiem czegoś mocniejszego. W wannie zaczęliśmy rozmawiać o wspólnych problemach i powodach do kłótni. Artur zaczął mówić rzeczy, które mnie zraniły i bardzo zabolały. Wyszłam naga z wanny i położyłam się na posadzce w łazience. Chciał, żebym wróciła do wanny ale nie chciałam. Leżałam na posadzce i płakałam. Przemoc i agresja w Borderline

Pytałam go wciąż co złego zamierza mi zrobić, ale on wciąż odpowiadał, że nic złego mi nie zrobi i nie zamierza. Po każdej jego odpowiedzi zadawałam ponownie swoje pytanie, na które on znowu odpowiadał w ten sam sposób. W końcu wstałam, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam do pokoju. Kiedy przyszedł do mnie z łazienki dalej się kłóciliśmy, wciąż płakałam. Przemoc i agresja w Borderline

On nie rozumiał zupełnie tego, że rani mnie słowami, że się nade mną znęca mówiąc słowa, które mi zagrażają. On mówił do mnie językiem, którego moje borderline zupełnie nie rozumiało. Krzyczałam do niego: – „Nie rozumiem co do mnie mówisz”! Po czym on znowu powtarzał słowa zupełnie dla mnie niezrozumiałe. W końcu podeszłam do niego i uderzyłam go z główki. A potem poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz a potem wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam stos białych kartek z szuflady i usiadłam obok niego przy stole. Sama przerażona swoją agresją w stosunku do niego. Przemoc i agresja w Borderline

Borderline – brak zrozumienia

Na białej kartce papieru zaczęłam pisać:

borderline

Kiedy to pisałam Artur popatrzył na mnie tak czule i powiedział: 

-„Wiesz Kochanie, kiedy walisz z główki musisz to robić inaczej, bo zrobisz sobie krzywdę, rozwalisz sobie głowę” – spojrzałam na niego zdziwiona. – „Nic nie szkodzi” – odpowiedziałam. Zrobiło mi się dziwnie, że pomimo mojej przemocy w stosunku do niego tak mówi.

-„Szkodzi – upierał się – bo ja nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę. Pokażę Ci” – i zaczął mi w powietrzu pokazywać jak prawidłowo uderzyć z główki, żeby mnie nie bolało. Bardzo mnie to rozczuliło. Po wszystkich tych instrukcjach udałam ruchem, że uderzam go ponownie z główki a on powiedział: -„Teraz bardzo dobrze” i oboje się roześmialiśmy.

Potem zaczęłam mu dalej pisać na kartce papieru tłumacząc o co mi chodzi, co mnie boli, co krzywdzi, czego się boję. I tym sposobem przegadaliśmy 2,5 godziny. Pisząc i rozmawiając. Przegadując każde zdanie. Gdy się położyliśmy do łóżka byliśmy bardzo zmęczeni. Po raz pierwszy nie zasypialiśmy przytuleni, ale ten dystans był nam wczoraj potrzebny.

W nocy poczułam jak Artur wtula się z całej siły we mnie od tyłu. To przekonało mnie dodatkowo, że przed snem każde potrzebowało tej przestrzeni tylko dla siebie. Myślę, że pomimo mojej agresji wczoraj i wielu godzin kłótni udało nam się wreszcie dojść do porozumienia w wielu kwestiach. Dzisiaj nie kłóciliśmy się niemal wcale co praktycznie się nie zdarza w naszej relacji.

Etapy nastrojów w Borderline

Artur dziś od rana był bardzo nerwowy i drażliwy. Prawdopodobnie po wczorajszych „jazdach” jak zwykł to nazywać. Dałam mu dwie tabletki ziołowe na uspokojenie.

-„Ty też powinnaś wziąć” – powiedział z przekąsem. Powiedziałam mu, że nie muszę bo dziś mam dzień równowagi. Oznacza to, że mogę spokojnie funkcjonować. Myślał, że żartuję ale wytłumaczyłam mu, że dzień po takich ciężkich przejściach ja mam dzień stabilnego nastroju. Oznacza to, że zachowuję spokój przez większość dnia, jestem zrównoważona emocjonalnie, pozytywnie nastawiona do życia i pełna energii. Poza tym bardzo dobrze się dziś czuję fizycznie, co już od wielu dni mi się nie zdarzało. 

Matka

Gdy byłam dziś u taty powitał mnie uśmiechem:

-„Moja córeczka przyszła. Magdzia. Magdzia.” Nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam do niego. Zastawiałam się w myślach dlaczego już nie nazywa mnie Kasią. Pisałam o tym w tym poście.

Kiedyś całe życie czekałam by mówił mi po imieniu a dziś nie wiem co mam z tym zrobić. Brakuje mi tej „Kasi” i jakoś tęsknię za nią. Z drugiej strony nie wiem dlaczego skoro przywykł przez tyle lat myśleć o mnie „Kasia” dziś nagle mówi mi po imieniu. Jak to jest możliwe? Chyba nie uda mi się tej zagadki rozwikłać.

Literatura

Dla zainteresowanych zostawiam kolejny link o Borderline, z literatury naukowej.