Ciężki dzień

Padam z nóg. Mam wrażenie jakbym wzięła dziś udział w ultramaratonie, pomimo tego, że chłopcy byli bardzo grzeczni.

 

Wczorajsza rozmowa w sprawie pracy poszła dobrze, ale niestety nie mam możliwości wyjechać na dwa miesiące na szkolenie.

 

Z Arturem z powodu wczorajszych kłótni mamy dziś zachowany dystans do siebie. I bardzo mi to pasuje. Potrzebuję przestrzeni tylko dla siebie.

Radykalna zmiana wspomnień odc. 3

Radykalna zmiana wspomnień odc. 3

Radykalna zmiana wspomnień odc. 3

Kiedy mama wyszła ze szpitala tato czekał na nią przy swoim nowiutkim, lśniącym samochodzie. To była granatowa zastawa z pomarańczowymi obiciami na fotelach (informacja dla młodszych czytelników – zastawa to marka samochodu).

Po przyjeździe do domu czekały na nas dwa bukiety kwiatów. Smolinosy tato ściął na naszej działce i ustawił na stole w dużym pokoju (informacja dla młodszych czytelników – smolinosy wyglądają tak jak na załączonym niżej zdjęciu). Były dla mamy.

Radykalna zmiana wspomnień odc. 3

W pokoju dziecięcym, który miałam dzielić z moją starszą siostrą, na meblach stał wazonik pełen różowych goździków, kupionych specjalnie dla mnie w pobliskiej kwiaciarni. Tato był z nich bardzo dumny, ponieważ udało mu się kupić tego dnia goździki w nietypowym kolorze. Zwykle były tylko białe i czerwone. Radykalna zmiana wspomnień odc. 3

Skarb

Owiniętą w różowy kocyk ze słonikiem tato wniósł mnie do mieszkania. Trzymał mnie mocno i delikatnie zarazem. Jak swój największy w świecie skarb. Mówił do mnie przyciszonym głosem i wciąż całował w czoło. Nie wiem co mówił, ale wiem, że były to najważniejsze słowa pod słońcem.

Było mi dobrze w jego ramionach. Lubiłam słuchać tego głosu, który znałam z życia jeszcze w brzuszku mamy. Teraz brzmiał trochę inaczej ale wiedziałam, że to wciąż ten sam głos. Zaczęło się nasze wspólne życie…

Związki z borderline i nie tylko

Związki z borderline i nie tylko

Związki z borderline i nie tylko

Związek jest jak buty. Wchodzimy w niego. Na początku wszystko jest ok a nawet pięknie czy niesamowicie. Po jakimś czasie wszystko jakby zwalnia. Relacja się zmienia. Po dłuższym czasie możemy odczuwać, że wręcz nas pije, jakby było nam w nim za ciasno.

Wtedy przychodzi ta myśl: „A może odejść?” Ta myśl potrafi tkwić w naszych głowach przez wiele lat, czasami nawet całe życie, pomimo, że nie decydujemy się na ten krok. Nie czujemy się szczęśliwi w tym związku a jednak nie odchodzimy. Związki z borderline i nie tylko

Zostać? odejść?

Powodów jest zazwyczaj mnóstwo a tak naprawdę to jeden – czysty egoizm. Nie odchodzimy bo mamy wspólne dzieci, wspólnych przyjaciół, nie daj Boże wspólną pracę czy wspólną firmę. Nie odchodzimy ze względów finansowych, bo przecież dom jest jego/jej. Bo przecież on/ona ma samochód a ja nie. Bo przecież moja stopa materialna z wysokiej zmieni się w ledwo do przeżycia.

A tak naprawdę związki wcale nie muszą być na całe życie. Nie muszą trwać nierozerwalnie pomimo wszystkiego i wbrew wszystkiemu. Przychodzi czas kiedy powinniśmy się rozstać. Odejść i pójść w swoją stronę. Dlaczego? Związki z borderline i nie tylko

Buty na miarę

Kiedy poznajemy partnera najczęściej ma wszystko czego potrzebujemy. Jest niemal idealny albo bliski ideału. Sprawia, że czujemy się z nim szczęśliwi, rozwijamy się przy nim, czerpiemy z jego pomysłów, inspirujemy się nim. Dzięki niemu dojrzewamy życiowo i emocjonalnie. Dzięki niemu się uczymy. 

Aż przychodzi ten czas, kiedy wzięliśmy od niego to co mógł nam dać i sami oddaliśmy mu tyle ile potrafiliśmy. Jeśli właśnie wtedy okazuje się, że któreś z partnerów zostało jakoś skrzywdzone to znak, że trzeba odejść. Jeśli nagle czujemy, że ta druga strona nas ogranicza, dusi, tłamsi to znak, że nas czas przy niej dobiega końca.

Za ciasne buty

Jeśli my chcemy się nadal rozwijać, a ona nas hamuje. Jeśli my mamy wielkie aspiracje a tej drugiej stronie już nic więcej nie potrzeba. Jeśli my mamy wielkie marzenia a ona nie chce i nie potrafi ich z nami realizować to znak, że na nas już czas. Trzeba wyjść z tej relacji. Po prostu z niej wyrośliśmy.

I nie ma w tym nic złego. Ten człowiek był kimś wyjątkowym w naszym życiu. Wiele nas nauczył, zmienił nasze horyzonty myślowe, nasz światopogląd, ale my chcemy iść dalej i dalej a on, nasz parter staje się dla nas czymś w rodzaju za małych butów. Należy je ściągnąć i odłożyć. Od tej pory iść boso, a może pewnego dnia wejść w nowe buty, takie, które będą na nas pasować.

Co z tą pracą?

Co z tą pracą?

Co z tą pracą?

Zaczęło mi się już wszystko układać w głowie. Opieka nad chłopcami, której się podjęłam w ostatnią środę nie należy do zajęć prostych czy łatwych, ale daje dużo satysfakcji i całkiem niezłe pieniądze. Teraz jednak czuję się trochę zagubiona w tym wszystkim, bo w piątek zadzwonił do mnie człowiek z firmy, w której jakieś trzy tygodnie temu przeprowadzili ze mną wstępną rozmowę kwalifikacyjną. Co z tą pracą?

Myślałam, że już nie oddzwonią dlatego zobowiązałam się pilnować chłopców ale choć z opóźnieniem to jednak oddzwonili. Pan zaproponował spotkanie w poniedziałek o 10.30 i jestem trochę rozdarta. Nie wiem co robić. Stanowisko jakie mi zaproponowali to zastępca kierownika w jednym ze znanych hipermarketów. Co z tą pracą?

Nie chciałabym zawieść ani chłopaków ani ich mamy, a tym bardziej samej siebie. Nie chciałabym też stracić okazji na dobrą posadę. Czuję się trochę między młotem a kowadłem. Muszę jednak dotrwać do poniedziałku aby poznać szczegóły tej nowej pracy oraz jej warunków.

Może przecież się okazać, że jednak nie przypadniemy sobie z szefem do gustu. Wstępną rozmowę przeprowadzał ze mną ktoś inny, teraz chce mnie „przeegzaminować” sam kierownik, którego miałabym zastępować.

Zmęczenie

Zmęczenie

Wczoraj był trudny i męczący dzień. Do tego stopnia, że wieczorem czułam się całkowicie odmóżdżona. Wrażenie było takie jakby ktoś wyjął mój mózg, zmielił go i ponownie włożył na miejsce. Byłam sztywna.

A wszystko za sprawą mojej nowej pracy. Zgłosiłam się na nianię do dwóch chłopów 3 i 4 latków. Tak tylko dorywczo, dwa razy w tygodniu po 8 godzin i wczoraj był ten pierwszy dzień. o ile dałam radę fizycznie o tyle psychicznie wyszłam stamtąd dętka.

Chłopcy są w porządku, młodszy grzeczny, wrażliwy i bardzo zagubiony. Starszy jest nadpobudliwy, nieposłuszny i rozpuszczony, ale mimo wszystko sympatyczny i bardzo wesoły. Chyba potrzebuję czasu aby się wdrożyć i ułożyć sobie poprawnie relację z chłopakami.

Przede wszystkim powinniśmy się dobrze poznać a na to potrzebujemy trochę czasu. Jestem jednak dobrej myśli, chociaż mój Artur jak wczoraj zobaczył w jakim stanie wracam do domu to zdecydowanie się sprzeciwił bym nadal tam chodziła.

– „Nie możesz wracać taka zmęczona do domu. Wykluczone.” – powiedział dziś rano. Wytłumaczyłam mu jednak, że nie zawsze tak będzie. Po prostu wczoraj rzuciłam się na głęboką wodę. Nigdy nie pilnowałam innych dzieci poza swoimi.

Poza tym mój syn jest autystykiem a dokładnie aspergerowcem. Zawsze był spokojny, poukładany, cichy i bardzo grzeczny. Nie lubił biegać ani skakać. Siedział sobie w kącie gdzieś i bawił się sam. Wczoraj po raz pierwszy zetknęłam się osobiście tzn. na takiej zasadzie, że sama musiałam go ogarnąć, z chłopcem nadpobudliwym.

Nie zaprzeczam, że dało mi to w kość. Moja cierpliwość jednak nie zawiodła. Nauczyłam się przy mojej najmłodszej córce a teraz bardzo mi się przydała. 

Borderline – marzenia

Dzisiaj w trakcie kłótni ze starszą córką uświadamiłam sobie, że fakt, że nie mam marzeń wcale nie jest smutny. Może wręcz przeciwnie.

Powiedziałam jej w trakcie rozmowy, że o niczym nie marzę. O niczym. Być może nie powinnam tego mówić a może wprost przeciwnie.

Po kłótni myślałam o tym co powiedziałam i doszłam do wniosku, że zawsze od kiedy pamiętam miałam marzenia aż do kiedy zamieszkałam ponownie z Arturem.

Teraz żyję tu i teraz jak nigdy dotąd. Nie mam już mrzonek ani nadziei na coś innego. W całości oddaję się temu co jest teraz. Żyję chwilę obecną i tylko dniem dzisiejszym.

Dzięki temu nie ma miejsca w moim życiu na marzenia. I właśnie uświadamiłam sobie, że dzięki temu też nie tęsknię za czymś innym. Nie czuję za niczym żalu. To jest dobry stan.

Wytłumaczę to jutro mojej córce. Chcę by też to wiedziała, że w moim przypadku brak marzeń nie oznacza czegoś złego.

Przygotowania do podróży

Przygotowania do podróży

Przygotowania do podróży trwają pełną parą. W większości zgadzamy się z Arturem, chociaż pokłóciliśmy się dzisiaj o to, że nie pozwalał mi zabrać w podróż papieru toaletowego 😉 W końcu jednak doszliśmy do porozumienia i jedna rolka jedzie z nami 😉

Ale od początku. Od 40 lat jeździłam na wakacje samochodem. Najpierw z rodzicami, potem ze swoimi kolejnymi partnerami. Od kiedy jestem z Arturem jestem pozbawiona tego środka lokomocji. Artur pomimo tego, że ma prawo jazdy nie jeździ ze względu na problemy ze wzrokiem, a ja ani prawa jazdy ani samochodu nie posiadam.

Jedyna nasza wspólna podróż odbyła się pociągiem do Warszawy dwa lata temu. Jechaliśmy z dwójką dzieci z wagonach bez przedziałów 14 godzin, licząc z czasem kiedy pociąg po prostu stał sobie na stacji. W jednej miejscowości prawie 3 godziny. Siedzieliśmy na twardych krzesełkach, bez możliwości regulacji oparcia, a więc  pod kątem 90 stopni, czego żaden kręgosłup chyba by nie wytrzymał.

Po tamtej podróży zapowiedziałam Arturowi, że to jest mój pierwszy i ostatni wyjazd pociągiem z nim i w ogóle ostatni. Nie znoszę pociągów i więcej nimi nie pojadę – ogłosiłam wówczas.  

Od tamtej pory minęły jednak dwa lata, przybyło nam jedno dziecko i w ogóle sporo się zmieniło. Może po prostu straciłam rozum, bo właśnie za dwa tygodnie jedziemy z trójką dzieci, w tym jednym rocznym, plecakami, wózkiem, na 16 dni tułaczki po Polsce, właśnie pociągiem 😉 

Jak sobie to wyobrażam? W ogóle sobie tego nie wyobrażam. Mieliśmy przecież jechać w tym roku za granicę do ciepłych krajów. Niestety z powodu koronawirusa zastosowaliśmy plan B – zwiedzanie polskich miast. I tak zamierzamy zwiedzić ich 8.

Borderline - odpuść wreszcie

Borderline – odpuść wreszcie

Problemem dla mnie jest fakt, że nie potrafię odpuszczać. Nigdy, nikomu i w niczym. Gdybym się tego nauczyła byłabym zdrowsza, spokojniejsza i szczęśliwa.

Gdybym się tego nauczyła byłby to jednak cud, o który się nie podejrzewam. Wczoraj jednak wieczorem pomyślałam, że jest rzecz, którą mogę odpuścić.

Otóż moje ciągłe martwienie się o to, że domownicy zbudzą dziecko, które śpi. Kiedy córeczka zasypia czy to w dzień czy wieczorem bez przerwy się denerwuję, że Artur i starsze dzieci ją zbudzą przez swoje głośne zachowanie.

Za każdym razem, kiedy ktoś mówi lub zachowuje się za głośno, uciszam ich. Wściekam się wtedy do tego stopnia, że czuję jak zaciska mi się żołądek. Poziom stresu osiąga wówczas u mnie apogeum.

Doszłam jednak wczoraj do wniosku, że chyba potrafiłabym to odpuścić. Skoro oni ją zbudzą to po prostu muszą pójść i ponownie ją uśpić.

Dla mnie cały stres do tej pory brał się z przeżyć z dzieciństwa. Ciągle byłam wybudzana ze snu z powodu domowych awantur. Kiedy przyszły na świat moje dzieci chroniłam je by miały spokojny sen.

To jednak powoduje u mnie nieprawdopodobne napięcie, które mnie wypala. Każdy hałas powoduje wówczas naprężenie się wszystkich moich mięśni. Uważam, że już czas skończyć z tym i po prostu olać to co robią pozostali członkowie rodziny.

Radykalna zmiana wspomnień - odcinek 2

Radykalna zmiana wspomnień – odcinek 2

Radykalna zmiana wspomnień – odcinek 2

Mój tato bardzo chciał mieć córkę. Marzył o niej od chwili, gdy poczuł się pierwszym razem mężczyzną. Układał w głowie idealne życie: rodzina, dom, dobra praca, samochód. 

Ja byłam jego drugą córką, ale pomimo wszystko bardzo mnie oczekiwał. Każdego dnia od kiedy dowiedział się o ciąży oczekiwał mojego przyjścia na świat. To z myślą o mnie rzucił palenie papierosów. 

Również z myślą o mnie kupił nowy samochód i urządził odnowienie mieszkania. Wybrał i kupił farby a potem odmalował ściany w całym mieszkaniu. Myśl o tym, że się pojawię napędzała go pozytywnie do życia.

Pewnego dnia stał w otwartym oknie pokoju, był koniec kwietnia a ja miałam urodzić się za kilka dni. Trzymał jedną rękę na biodrze, drugą opierał się o parapet. Miał ochotę zapalić ale z myślą o maleństwie, które miało lada dzień się pojawić postanowił, że z tym nałogiem będzie walczył. Radykalna zmiana wspomnień – odcinek 2

Patrzył przed siebie na bloki i drzewa, na szarą masę ludzi przelewających się po osiedlu. W powietrzu czuł zapach wiosny, rozkwitających krzewów, drzew i kwiatów.

– „Czy to będzie moja upragniona dziewczynka? A jeśli tak to jaka będzie? Czy będzie podobna do mnie? – myślał przesuwając wzrokiem po bezkształtnym krajobrazie.

W pewien niewytłumaczalny sposób słyszałam jego myśli. Czułam jego podniecenie na myśl o moim przybyciu na Ziemię i sama je odczuwałam. Chciałam być już jak najbliżej mojego taty. 

 

Borderline – jest dobrze

Borderline – jest dobrze 👍

Uwielbiam to uczucie, gdy kładę się spać po całym dobrym i spokojnym dniu. Nie pokłóciliśmy się z Arturem dzisiejszego dnia ani przez moment, chociaż byłby nawet do tego powód.

Udało nam się jednak załagodzić sprawę. Artur próbuje uratować firmę po trzech miesiącach siedzenia w domu z powodu koronawirusa. Wychodzi więc z rana i wraca popołudniu.

Widzę, że dzięki temu jest spokojniejszy i łagodniejszy. Kiedy wyszedł dziś w mojej głowie pojawiło się oczywiście borderline w całej swej okazałości. Nie potrafiłam poradzić sobie z natrętnymi myślami.

Kiedy Artur zadzwonił dziś, jak robi to zawsze, gdy wychodzi z domu do klientów i znajdzie chociaż moment by powiedzieć, że mnie kocha, udało mi się zapanować nad sobą.

Powiedział zniżając głos jak zawsze gdy to mówi:

– Kocham Cię.

A ja próbowałam przełknąć wszystkie złe myśli jakie podsuwało mi moje borderline.

– To bardzo dobrze. Ja Ciebie też bardzo kocham. – odpowiedziałam bardzo cicho i się rozłączyłam.

Ale kiedy zadzwonił drugi raz już nie dałam rady:

– Czy jak wrócisz do domu będziesz mógł ze mną porozmawiać? – dygotałam do słuchawki.

– Ale co się znowu stało. –   zapytał zaniepokojony.

– Chcę porozmawiać spokojnie i bez kłótni. – powiedziałam czując jak za chwilę moje borderline rozsadzi mnie na drobne kawałeczki.

-Skarbie, powiedz o co chodzi. Spokojnie, po prostu powiedz.

– A nie będziesz się wściekał i krzyczał? – pytałam jak dziecko.

– Nie. Nie będę. – powiedział zdecydowanie.

Więc mu powiedziałam tak jak umiałam o tym co mnie boli i z czym nie mogę sobie poradzić a on stał na chodniku i słuchał. A potem zamiast pójść do kolejnego klienta tłumaczył mi spokojnie i z czułością i znalazł rozwiązanie na wszystko co mnie bolało.

Po jego powrocie poszliśmy do galerii handlowej na zakupy i spędziliśmy miło całe popołudnie a potem wieczór. Tak spokojnie, bez nerwów i napięć.

Uwielbiam takie dni jak dziś…