Przeszłość. Część 1

Przeszłość. Część 1

Przeszłość. Część 1

5 lat temu

Pięć lat temu zmarł mój mąż. Mam wrażenie, że to traumatyczne wydarzenie pogłębiło moje borderline. Zamieszczam trochę wspomnień z tamtego okresu.

 

Napisałem do niego list – mówi podnosząc głowę i patrząc mi w oczy. Są duże i niebieskie, w gęstej oprawie czarnych rzęs. Lubię w nie patrzeć, są zagadką, którą chciałabym odkryć. Przeszłość. Część 1

Marzę czasami, że dane mi choć w części zgłębić tę zagadkę. Zajrzeć za tę jego zasłonę i dostrzec co chowa. Jakie skarby, jakie emocje, wrażenia, myśli, marzenia, lęki. Jaki świat? To się nie stanie. Jego świat wewnętrzny i mój nigdy się nie spotkają, są oddalone od siebie niezbadaną przestrzenią dwóch zaledwie pokoleń, ale wytyczoną wyjątkowym podziałem i przedziałem między matką a synem.

Wyciągam dłoń i odbieram od niego białą kartkę ze starannym pismem. Dziwię się. On nigdy nie pisze starannie. Ale tym razem każde słowo, każda litera na kartce jest niczym wykaligrafowana. Patrzę to na niego, to na papier, który trzymam w dłoni. Potakuję w milczeniu głową. Ten list to jego pożegnanie, jestem tego świadoma, ostatnie słowa jakie można jeszcze do kogoś skierować. Co czuł kiedy je pisał? Co miał wówczas w głowie? Przeszłość. Część 1
***
– Czy to wszystko droga pani? – pyta człowiek siedzący przede mną. Wstaje z miejsca, które zajmował przy komputerze i podchodzi do mnie. Bierze dwie duże reklamówki do ręki, które do niego dziś z samego rana przyniosłam i gdzieś je zabiera.

– Chwileczkę – mówię. – To jeszcze nie wszystko. – Sięgam do torebki i wyciągam białą kartkę papieru ze starannym pismem. Podaję mężczyźnie. – Jeszcze to – mówię – Proszę mu to włożyć do środka. Mężczyzna spogląda na mnie przez chwilę a potem pośpiesznie łapie kartkę, którą mu podaję. – To włożyć już po kremacji czy przed? – dopytuje. – Po – rzucam krótko. – Nie chcę aby ten list spłonął. – dodaję cicho.

– Oczywiście – odpowiada mężczyzna i wkłada kartkę do jednej z reklamówek, pewnie do tej z garniturem. Dziękuję i wychodzę z jego biura wprost na słoneczny chodnik. Jest sobota, godzina 8.00 rano, ale słońce już grzeje bardzo mocno.

W tym roku lato jest jednym z najcieplejszych w historii i pomimo tego, że sierpień już się kończy a za trzy dni zaczyna się rok szkolny, temperatura powietrza w ciągu dnia wciąż waha się w okolicach 36 stopni celcjusza. Wracam powoli do domu. Przekręcam klucz w drzwiach i wchodzę do środka. Stoi na wprost drzwi i patrzy na mnie. Spuszczam wzrok. Przeszłość. Część 1

Jestem zmęczona, obolała, zdrętwiała, otumaniona. Pragnę zaszyć się gdzieś w ciemny kąt, gdzie nikt mnie nie znajdzie, nawet on. Ale on stoi i wpatruje się we mnie. – Co zrobiłaś z moim listem? – pyta sucho. – Poprosiłam, żeby włożyli go do urny. – odpowiadam spokojnie.

– Myślisz, że tata go przeczyta? – pyta. – Tata już go przeczytał, był przy tobie gdy go pisałeś synku, czytał każde słowo – mówię i przytulam jego 9 –letnie, szczupłe ciało. Małe, ale nad wyraz silne ciało. Małego, ale nieprawdopodobnie mocnego człowieka. Skąd czerpie tę siłę? Skąd?
***

Siedzę na kanapie. Nieruchomo. Patrzę w jeden punkt. Nic nie słyszę i niczego nie widzę. Nie jestem pewna czy coś czuję. Zawieszona gdzieś w próżni między tym co „było” a tym co „będzie” , choć to drugie wydaje się abstrakcją. Dotyka mnie ciepłą dłonią, obejmuje mnie za ramię. Nie wiem jak długo jest obok mnie. Nie zauważyłam.

– Dlaczego tata umarł? – słyszę pytanie. Chcę rzucić się na podłogę. Chcę walić głową w ścianę. Chcę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy. Chcę umrzeć. Chcę krzyczeć do utraty głosu. Chcę biec przed siebie bez celu. Chcę zapaść się pod ziemię i niech wszystko zapadnie się ze mną. I jednocześnie, paradoksalnie niczego nie chcę.

No właśnie – myślę. – Dlaczego do licha zostawiłeś mnie z dwójką małych dzieci, mnie samą i sobie umarłeś? – wrzeszczę w myślach do męża. I gdyby tylko na chwilę stanął obok mnie, rzuciłabym się na niego z pięściami i waliła do utraty tchu. Dlaczego umarłeś? Jak mogłeś? – krzyczałabym między jednym a drugim ciosem, jaki bym mu wymierzała. Przeszłość. Część 1

– Tata umarł, bo był bardzo chory – odpowiadam spokojnie. Głaszczę jego włosy. Są kruczoczarne, jak jego rzęsy i brwi, i wyjątkowo szorstkie. To po ojcu – myślę.

– Ale przecież dopiero co był zdrowy mamo. Bawiliśmy się na basenie, pamiętasz? Tata pluskał nas wodą i się śmiał – mówi szybko na jednym wdechu. Serce po raz tysięczny rozpada mi się na drobne kawałeczki. Rozsypują się wokoło mnie. Już nigdy ich nie zdołam pozbierać. Czy pamiętam? Co mam mu odpowiedzieć?

– Choroba u taty postępowała bardzo szybko. W ciągu trzech tygodni całkowicie wyniszczyła organizm. Bardzo mi przykro synku – kończę. Nie mam siły już nic więcej mówić. Na nic nie mam już siły. On wstaje i wychodzi z pokoju a ja zwijam się na powrót jak chore zwierzę i wciskam się mocniej w kanapę.

Chcę się zapaść ale zamiast tego znowu czuję ciepło jego dłoni na szyi. – Mamo, ja się wami zaopiekuję teraz. Tobą i Madzią. Nie martw się o nic. – Łapię w pośpiechu oddech, łapię w pośpiechu świadomość, aby jej nie utracić, łapię w pośpiechu życie, które on mi podaje w swoich małych dłoniach.
***

8 lat wcześniej

Słyszę płacz. … Próbuję wyrwać się z objęć snu, który trzyma mnie mocno swoimi ramionami. Płacz narasta, staje się coraz bardziej nieustępliwy, coraz bardziej rozpaczliwy. Jeszcze na pół we śnie, zwlekam się z łóżka, idę do jego pokoju. Konwulsyjnie miota się po małym drewnianym łóżeczku. Wyciągam do niego ręce.

Biorę w ramiona mokre ciało. Mokre od potu i łez. Drży, płacze, krzyczy. Wciska się we mnie wszystkimi siłami. Z ust płynie ślina pomieszana z krwią. To tylko ząbkowanie. To tylko zęby trzonowe, nie wiadomo dlaczego, wszystkie w jednym czasie wychodzą jak na komendę. Przeszłość. Część 1

Rzadki przypadek, ale się zdarza – mówi pediatra. – Wrażenie dziecka może być takie jakby rozsadzało mu szczękę. Proszę podawać leki przeciwbólowe. Musi przez to przejść. – Wiem – myślę. Musi. Obejmuję mocno jego małe ciało. Nie mogę podać kolejnej dawki leku, od ostatniego podania przed snem minęły zaledwie 2 godziny.

Tulę go w ramionach, głaszczę po włosach, całuję. Mówię spokojnie do niego. Jestem przy nim. Nic więcej nie mogę zrobić. Jak cię ochronię – myślę. Jak ? Przed bólem, przed ludźmi, przed światem? Jak cię obronię przed niesprawiedliwością, smutkiem, rozczarowaniem? Mogę być tylko przy tobie, nic więcej. Przeszłość. Część 1

Będę musiała patrzeć jak cierpisz, ale nie będę mogła ci pomóc. Jak nauczyć Cię siły, wytrwałości, cierpliwości, radzenia sobie z problemami? Jestem twoją matką, powinnam cie tego wszystkiego nauczyć, ale nie wiem jak. Czuję się bezradna. A ty już teraz uczysz mnie odpowiedzialności. Uczysz mnie stawiania głowy problemom. Uczysz mnie tego teraz abym ja mogła cię tego uczyć za chwilę.
*** Przeszłość. Część 1

10 lat później

– Ona mnie nie kocha. Ja kocham ją tak bardzo, a ona mnie nie – mówi z bólem. Rzuca tornister pod nogi, kurtkę w kąt, kładzie się na łóżko i płacze. Podchodzę i siadam obok niego. Głaszczę delikatnie po głowie. – Wyjdź – warczy. – Chcę być teraz sam. Wychodzę, zamykam za sobą drzwi do jego pokoju. Przeszłość. Część 1

Powinnam była je zamknąć a może zostawić otwarte? Co powinnam zrobić? Zamykając pokazuję, że ma prawo do samotności i prywatności, ale gdybym zostawiła je otwarte to może byłaby zachętą do rozmowy o jego problemach i oznaką, że nie jest sam. A jeszcze rok wcześniej było tak:

– Chcesz być sama? – pyta uchylając drzwi. – Nie wiem – odpowiadam. Podchodzi i głaszcze mnie po włosach. – Brakuje ci taty? – pyta. Zwijam się w kłębek. – Synku – szlocham – brakuje mi siebie. Brakuje mi życia, brakuje mi sił, brakuje mi mocy, brakuje mi taty. Zasłaniam twarz dłońmi. To ja powinnam go pocieszać, to on stracił ojca, został półsierotą. To jego świat się rozleciał. Przeszłość. Część 1

Stracił poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem przez cały ten czas to on opiekuje się mną. Podnosi mnie na duchu. Umacnia. Pociesza. Dodaje otuchy. – Masz siłę – mówi. – Znam cię przecież. Masz siłę mamo – bierze moją twarz w swoje małe dłonie i unosi ją do góry. – Masz siłę mamo – patrzy mi w oczy i mówi to z takim przekonaniem. Jego dolna warga drży. Oczy są pełne łez. Czuję się sparaliżowana. Nic nie mogę zrobić. Nie chcę nic robić. Przeszłość. Część 1

– Dlaczego nie wychodzisz z pokoju od kilku tygodni? – oczy wpatrzone we mnie i pełne wyrzutu. – Nie mam siły – odpowiadam jak na przesłuchaniu. Jestem zmęczona. – Masz siłę – podnosi głos. – Nie chcę wychodzić – odpowiadam. – Dlaczego? – nie ustępuje. Mam dość. Chcę żeby sobie poszedł. Żeby zostawił mnie w spokoju. – Włóż jedną z tych swoich ślicznych sukienek, umaluj się, idź do ludzi – mówi gestykulując. Ma tę gestykulację po ojcu – myślę. Używał ją nawet prosząc marchewkę na straganie. Przeszłość. Część 1

Uśmiecham się delikatnie. – O, i tak już lepiej – mówi syn zadowolony. – Wstawaj – mówi i ciągnie mnie za rękę. Wstaję. Dla niego tylko. Tylko po to, żeby jemu było łatwiej. Wkładam czarną, obcisłą sukienkę i zakładam czarne rajstopy. Staję przed lustrem. Spinam włosy do góry. Jestem jego mamą – myślę. Ojca stracił i ma teraz tylko mnie. Jestem mu to winna. Przeszłość. Część 1

Tak trudno się podnieść. Ranki są najgorsze. Nie mam siły wstać z łóżka. Nie mam siły podnieść ręki, zrobić kroku. Wszystko mnie boli. Jestem jak w marazmie. Jednocześnie silna świadomość, że trzeba dzieciom zrobić śniadanie, wyprawić je do szkoły, zrobić zakupy, pójść do pracy, ugotować obiad, oprzątnąć mieszkanie, nie daje spokoju. Przeszłość. Część 1

Gdy umiera mąż Madzia jest mała, ma zaledwie 5 lat. Syn z jednej strony można by powiedzieć niewiele więcej bo 9, ale to jego siła i mądrość przewyższa siłę i mądrość wszystkich ludzi, którzy w tym trudnym czasie są obok, choć nie ma ich wiele. Przeszłość. Część 1

Poraża mnie sposób myślenia tego małego wielkiego człowieka. Odwaga, której mnie uczy. Siła i nieustępliwość, którą mnie zaraża. Jego dojrzałość buduje we mnie znów od podstaw poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że mogę na niego liczyć. Wiem, że jest obok mnie, aby mnie chronić przed całym światem i sobą samą. Nie pozwala mi użalać się nad sobą. Nie pozwala mi trwać w marazmie. Każe mi wstać i iść. A ja wpatrzona w jego duże, niebieskie oczy wiem, że nie mam prawa mu odmawiać. Przeszłość. Część 1

Dla niego nie ma wymówek. Gdy mówię w odpowiedzi na kolejne jego próby zmotywowania mnie do jakiejś aktywności: – Ciężko mi – on odpowiada: – A myślisz, że mi jest lekko? I wyrywa mi z rąk ostatni argument. Wiem, że jemu jest tak samo trudno jak mi, może nawet trudniej, a jednak w jego 9 letnim życiu jest czas i siła na odzyskanie spokoju. Daje mi to nadzieję, że i w moim się znajdzie. Przeszłość. Część 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.