śmierć

Śmierć

Śmierć.

Umieram po raz kolejny. Nie wiem już po raz który. I nie wiem po co ta śmierć. Nie wiem też ile razy jeszcze umrę. Gdzieś bardzo głęboko w sobie czuję ten smak śmierci. Jest wyjątkowo słodki, niemal mdły. Pozostawia na języku posmak wolności i nieskończoności. 

Jednocześnie jest cierpki, to niemal niemożliwe by słodycz miała w sobie tyle cierpkości, której nadaje jej nicość. I gdzieś w zakamarkach świadomości boję się tej nicości na tyle bardzo, że odbijam się od jej dna za każdym razem i rodzę na nowo. 

Narodziny bolą zawsze, nie mniej jednak niż umieranie. I w narodzinach więcej jest tragedii niż w bezpiecznej śmierci. Jedno i drugie pozostaje jednak zmorą dotąd dopóki się powtarza. Błędne koło, które jednak wiem, a wiedza ta daje nadzieję, że się zakończy już niedługo.

Tęsknota

Ciągle próbuję sobie wmówić, że jej nie ma, ale ona istnieje. Schowała się tak głęboko przede mną, żebym jej nie odnalazła. Widzę w niej nas, nasze spojrzenia, splecione ręce. Widzę jak na mnie patrzysz. Jak mówisz:

-„Madziuś moja kochana. Moja Madziunia”.

I nagle świat robi się taki malutki, że mieści się w naszych dłoniach. Wtedy na chwilę nie pamiętam o Twoich i moich kłamstwach, tych dużych i tych małych. I o tym wszystkim co NAS zabiło. A potem szybko sobie przypominam, że już od dawna jesteśmy przeszłością, której nie wolno przywoływać. 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.