Sopot, borderline i ja

Sopot, borderline i ja

Jestem żywym trupem. To się nazywa ponoć zombi. Oglądałam kilka horrorów o nich i jak tak patrzę na siebie dziś to rzeczywiście, bardzo podobnie do nich wyglądam.

Ten nieobecny wzrok, mechaniczne poruszanie się bez sensu i celu. To życie bez życia, pustka wyzierająca z każdej części ciała. Brak duszy.

O tak, moja dusza umarła. Tymczasem moje ciało nosi kolejne małe ciało, kolejne życie. Siedzę na kanapie i przesuwam palcem po szklanym ekranie mojego telefonu. W zasadzie nie czuję nawet, że jest mój.

Mam poczucie, że nie mam swoich rzeczy. Że nic nie jest naprawdę moje. Nawet ja sama nie należę do siebie. Czy kiedykolwiek należałam? Czy kiedykolwiek miałam siebie dla siebie? Nie.

Piszę a pustka mnie pożera kawałek po kawałku. Czy to ona zjadła moją duszę? A może moja dusza odeszła z moim mężem? A może narodziła się i umarła wraz z poprzednim partnerem? A może nigdy jej nie miałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.