Ratunku, mam atak!

Ratunku, mam atak!

Ratunku, mam atak!

Wpisywałam to zdanie dziś rano w internet szukając pomocy. Niestety znajdowało tylko artykuły o tym, że w borderline ludzie miewają ataki gniewu i złości. Dobrze, że raczyli mnie poinformować bo pewnie bym się nie domyśliła 😉

Przez dwie godziny rzucałam się po mieszkaniu jak ryba na patelni i nie wiedziałam co mam ze sobą począć. Byłam wściekła na mojego partnera, bo jak tylko wyszedł z domu sprawdziłam historię w jego laptopie i to co tam znalazłam bardzo mi się nie spodobało. Nie, nie było tam żadnych podejrzanych treści typu portale randkowe czy nagie fotki. Nic z tych rzeczy.

Po prostu mój sposób postrzegania świata i spraw różni się bardzo od normalnego. I tak coś co dla reszty ludzi byłoby zupełnie normalne i neutralne we mnie wywołało atak. To ten moment, kiedy mojemu partnerowi udaje się odbezpieczyć we mnie granat i następnie musi dojść do wybuchu. No i tak się stało, gdy zobaczyłam czego szukał wczoraj w internecie.

Treści jak już wspomniałam były naprawdę zupełnie zwyczajne, ale nie dla mojego chorego umysłu. On potraktował je jako zagrożenie nr 1 i przystąpił do detonacji ładunku. Problem polegał na tym, że mojego partnera nie było przy mnie, gdy to znalazłam i przez dwie godziny musiałam radzić sobie sama z tym atakiem. Nawet nie wiem czego to atak. Coś jakby gniew połączony ze złością i zazdrością. Może strach i panika. Trudno powiedzieć.

Chciałam, żeby ktoś mi pomógł ale jednocześnie zdawałam sobie sprawę, że już nic mi nie pomoże. I dzisiaj to sprawdziłam. W takich momentach nie ma możliwości powstrzymania ataku. Próbowałam sobie najlepiej jak potrafiłam wytłumaczyć, ale na marne. Próbowałam się czymś zająć. Też nic. Próbowałam myśleć o zupełnie innych sprawach. Nie udało się. 

Kiedy wrócił mój partner niestety agresja we mnie wzrosła na tyle, że dałam jej upust. Znowu mu się dostało. Biłam na oślep. Wyszedł z domu. Kiedy ponownie wrócił powiedziałam, że ja muszę wyjść i poszłam sobie. 

Wiem co nie działa

Słuchałam relacji ludzi z syndromem urojonej zdrady, którzy twierdzili, że pomagała im zmiana otoczenia. Na przykład wychodzili na chwilę, albo odchodzili gdzieś na bok a potem wracali do swojego partnera i rzeczywistość już wyglądała inaczej. Udało im się przez ten czas uspokoić.

Przetestowałam to ostatnio, gdy wyszłam z domu na 40 minut i dziś, gdy zniknęłam na godzinę zajmując się innymi sprawami. Na mnie nie tylko to nie działa ale wręcz jest gorzej. Przez ten czas, gdy mnie nie ma przy partnerze nakręcam się myślami do tego stopnia, że gdy wracam mam ochotę rozbić mu wazon na głowie 😉 

Widać muszę od razu, z miejsca i na pniu wyjaśnić całe zajście. Inaczej negatywne uczucia się we mnie mnożą. Muszę też sprawdzić inną wersję. Jeśli nie da się powstrzymać odbezpieczonego granatu to co zrobić, by nie został odbezpieczony.

Wiem co działa

Sprawdziłam też dzisiaj co na mnie działa pozytywnie ale to już nie w momencie ataku tylko wtedy, gdy jestem już spokojna. Wtedy potrafię sobie bardzo dużo rzeczy wytłumaczyć i zamienić gniew czy złość w pozytywne emocje.

I tak na przykład już drugi dzień z rzędu pomimo awantury przygotowywałam wspólną kąpiel. Zaprosiłam do niej Artura, a on powiedział, że zaraz przyjdzie. Czekałam jakiś czas ale nie przychodził. Oczywiście wściekłam się już w środku i zaczęłam mu w myślach wymyślać co miałam zamiar zamienić na wymyślanie w słowach, gdy tylko wreszcie przyjdzie.

Zajrzał w końcu do łazienki i mówi, że usypia córkę, bo się zbudziła, więc nie przyjdzie. W pierwszej kolejności zadziałał automat i już w myślach układałam sobie jak mu powiem:

-Ach tak! Ja już drugi dzień próbuję się z tobą wspólnie wykąpać i znowu nie wychodzi, bo coś!

Ale tak sobie siedzę w tej wannie dłużej i myślę:

-Magda, weź się ogarnij.!Spróbuj pomyśleć pozytywnie!

I już po chwili myślę sobie tak:

– Boże, jaki cudowny facet. Poszedł i zajął się usypianiem naszego dziecka, które płakało, żebym ja mogła się tu spokojnie wykąpać i zrelaksować w wannie. Powinnam być mu wdzięczna. Nie każdy facet postąpiłby tak samo. Pewnie nie jeden powiedziałby: – „Dziecko płacze, wyjdź z łazienki.”

Visits: 23
zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Jak się czuję z pierścionkiem zaręczynowym na palcu? Czuję się spokojniejsza, bardziej bezpieczna. Czuję się kochana. Wiem, że związek ze mną jest bardzo trudny. Tym bardziej po ostatnich przejawach agresji z mojej strony w stosunku do Artura jest mi głupio i bardzo źle się z tym czuję. Ja go biję a on prosi mnie o rękę. Mam wrażenie, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, ale w takich chwilach, gdy jestem obłędnie zazdrosna, nawet o głupotę mam ochotę go zabić. I wówczas zupełnie nie kontroluję swoich emocji.

Oczywiście, że najbardziej na świecie chciałabym umieć reagować inaczej. Móc reagować inaczej. Zachować w każdej sytuacji spokój i opanowanie. Niestety w moim przypadku nie jest to możliwe. Już tyle razy próbowałam. Tyle razy obiecywałam sobie, że kiedy się wkurzę to zachowam spokój mimo wszystko. Guzik. I to z pętelką 😉 Nie udało się.

Agresja w borderline

Moja agresja bierze się z dwóch dominujących emocji: złości i gniewu. Do tego wszystkiego dochodzi najbardziej znienawidzone przeze mnie uczucie czyli bezsilność. Wiem wtedy, że nic nie mogę zrobić, że jestem zupełnie bezradna a to zawsze przeradza się we mnie w agresję. Przynajmniej to mogę zrobić: bić, kopać, szarpać mojego partnera.

Są takie słowa, które on wypowiada, a które działają na mnie jak płachta na byka. Nie oskarżam go w tym momencie, bo jestem świadoma tego, że problem tylko i wyłącznie leży po mojej stronie i że mojej agresji nie można w żaden sposób usprawiedliwiać. Mimo wszystko, gdy mówiąc mu, że mnie rani, słyszę od niego, że on znowu nie wie o co chodzi, to same pięści zaciskają mi się do bicia. 

Lęk w borderline

Jestem świadoma tego, że wszystkie negatywne emocje i odczucia we mnie biorą się z lęku. To on tworzy we mnie zazdrość, gniew, złość, agresję, bezradność i bezsilność. Ja po prostu panicznie się boję. Gdybym pokonała ten lęk zyskałabym życie, bo koszmar jaki teraz przeżywam życiem nie jest i nigdy się nim nie stanie. To tylko walka o przetrwanie kolejnego dnia.

Koszmar, w którym wspólnie ze mną uczestniczy mój partner, bo ostrze, którym ja ranię, zawsze jest obustronne i równie mocno uderza we mnie, jak i w osobę mi bliską. On też już się nauczył, że jeśli mnie czymś zrani, spowoduje, nawet niechcący, że zrobi mi się przykro to ja „pójdę na dno” ale pociągnę go ze sobą. Nie może być inaczej. Zawsze w takich chwilach oboje się pogrążamy.

Wspólne życie przypomina więc trochę wspólny spacer po polu minowym. Ręka w rękę krocząc obok siebie. Kiedy ja wybuchnę on wybuchnie razem ze mną. Ostrożność i przezorność więc jest tu bardzo wymagana i potrzebna. Ale czy to jeszcze jest związek? Czy to jest wspólne życie?  

Visits: 48
zazdrość

Zazdrość

Zazdrość

Dzisiejszy dzień był dla mnie bardzo trudny. Ostatnio tych trudnych dni jest coraz więcej i zdarzają się coraz częściej. Próbuję powiązać to w jakąś logiczną całość, bo moje Borderline też przybiera na sile. Dzisiaj znów uderzyłam Artura, chciałam w twarz, ale się zasłonił więc w efekcie uderzyłam go trzy razy w rękę. Awantury są codziennie a nawet kilka razy dziennie. Przypuszczam więc, że ze mną dzieje się coraz gorzej. zazdrość

Wszystko w pierwszej kolejności przez moją zazdrość. Pisałam o tym w innych postach, m.in. tu. To problem zarówno mój, jak i mojego partnera, no i moich dzieci również. Kiedy czuję się zazdrosna to jest jak atak spazmu. Mam ochotę wtedy rzucić się z wściekłością na Artura. Nie mogę tego kontrolować. Nawet z pozoru niewinne sytuacje wprowadzają mnie w furię. Jestem zazdrosna o każde spojrzenie na inną kobietę, o większość rozmów czy wymiany zdań. Staram się kontrolować każdy jego ruch. zazdrość

To potwornie męczy nas oboje i mam już tego serdecznie dosyć. Moja zazdrość jest jak trucizna, która nas zabija każdego dnia. Jeśli w jego słowach doszukam się czegoś co mi zagraża mój świat się sypie jak domek z kart. Spadam w czarną otchłań i nie ma już dla mnie ratunku. Wtedy nie liczy się już nic. zazdrość

Zmęczenie

Moje zmęczenie Borderline jest ogromne. Mój organizm ledwo funkcjonuje. Chwil normalności jest coraz mniej. To jest jak pętla, która zaciska się na mojej szyi. Nadzieja na to by było normalnie  w moim życiu maleje z każdą chwilą. Coraz więcej we mnie poczucia, że nie chcę już niczego. I wiem, bo czuję to całą sobą, że to droga w jednym kierunku. Nie mogę nawet się zatrzymać a co dopiero zawrócić z niej. zazdrość

Nie wiem co mam robić. Staram się ze wszystkich sił tłumaczyć sobie rozsądnie każdą sytuację ale to nic nie daje. Dziś poszliśmy z Arturem do restauracji na wcześniejsze trochę Walentynki. Udało nam się to tylko dzięki mojej siostrze, która została z naszą najmłodszą córką. To było dopiero drugie nasze wyjście od kiedy Mała się urodziła, czyli od 9 miesięcy. Jak tylko weszliśmy do restauracji Artur powiedział „dzień dobry” tonem, który od razu wyprowadził mnie z równowagi.

Przeciągnął te słowa jakoś tak dziwnie i bardzo zniżył ton. Zabrzmiało moim zdaniem tak jak nie powinno. Nie skomentowałam jednak tego i poszliśmy do stolika. Specjalnie posadziłam go tak by siedział przodem do drzwi. Dwa razy zdarzyło mu się spojrzeć na drzwi, gdy ktoś wchodził i dwa razy była to para. A więc i kobieta. Powiedziałam mu po tym, że chcę już wyjść i wracać. Oczywiście usłyszałam, że nie wie o co chodzi, więc mu wyjaśniłam, że o ton głosu jakim się przywitał z kelnerką i o te spojrzenia na osoby wchodzące. 

Znów usłyszałam, że nie wie o co mi chodzi, co mnie już wściekło do granic wytrzymałości. Potem przy stoliku obok usiadły dwie kobiety w dwoma psami. Artur ciągle gapił się na te psy i pytał, czy tu można wchodzić ze zwierzętami. Wyjaśniłam mu, że tak. On jednak ciągle patrzył na dwa bawiące się psy i komentował ich zabawy. Powiedziałam, że jeśli woli obdarzać uwagą psy to czuję się tu zbędna i może już wyjdę. Skwitował, że przecież wiem, że on bardzo lubi psy. Ja z kolei ich nie cierpię. 

Na koniec podchodząc do baru by zapłacić rachunek mijał się z kobietą, na którą spojrzał no i tu już miarka się przebrała. Miałam dość. Całą drogę awanturowałam się z nim o te spojrzenia na inne kobiety, zainteresowanie psami i „dzień dobry”, które nie powinno paść takim tonem. Po przyjściu do domu było już tylko gorzej. W końcu nie wytrzymałam, ubrałam się i wyszłam na spacer. Chodziłam ulicami nie wiedząc co ze sobą zrobić. Koszmar. 

Visits: 22
Przemoc i agresja w Borderline

Przemoc i agresja w Borderline

Przemoc i agresja w Borderline

Zapowiadało się zupełnie inaczej, po wczorajszych dopołudniowych i popołudniowych kłótniach, wieczorem zaplanowaliśmy wspólną kąpiel ze świecami i kieliszkiem czegoś mocniejszego. W wannie zaczęliśmy rozmawiać o wspólnych problemach i powodach do kłótni. Artur zaczął mówić rzeczy, które mnie zraniły i bardzo zabolały. Wyszłam naga z wanny i położyłam się na posadzce w łazience. Chciał, żebym wróciła do wanny ale nie chciałam. Leżałam na posadzce i płakałam. Przemoc i agresja w Borderline

Pytałam go wciąż co złego zamierza mi zrobić, ale on wciąż odpowiadał, że nic złego mi nie zrobi i nie zamierza. Po każdej jego odpowiedzi zadawałam ponownie swoje pytanie, na które on znowu odpowiadał w ten sam sposób. W końcu wstałam, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam do pokoju. Kiedy przyszedł do mnie z łazienki dalej się kłóciliśmy, wciąż płakałam. Przemoc i agresja w Borderline

On nie rozumiał zupełnie tego, że rani mnie słowami, że się nade mną znęca mówiąc słowa, które mi zagrażają. On mówił do mnie językiem, którego moje borderline zupełnie nie rozumiało. Krzyczałam do niego: – „Nie rozumiem co do mnie mówisz”! Po czym on znowu powtarzał słowa zupełnie dla mnie niezrozumiałe. W końcu podeszłam do niego i uderzyłam go z główki. A potem poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz a potem wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam stos białych kartek z szuflady i usiadłam obok niego przy stole. Sama przerażona swoją agresją w stosunku do niego. Przemoc i agresja w Borderline

Borderline – brak zrozumienia

Na białej kartce papieru zaczęłam pisać:

borderline

Kiedy to pisałam Artur popatrzył na mnie tak czule i powiedział: 

-„Wiesz Kochanie, kiedy walisz z główki musisz to robić inaczej, bo zrobisz sobie krzywdę, rozwalisz sobie głowę” – spojrzałam na niego zdziwiona. – „Nic nie szkodzi” – odpowiedziałam. Zrobiło mi się dziwnie, że pomimo mojej przemocy w stosunku do niego tak mówi.

-„Szkodzi – upierał się – bo ja nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę. Pokażę Ci” – i zaczął mi w powietrzu pokazywać jak prawidłowo uderzyć z główki, żeby mnie nie bolało. Bardzo mnie to rozczuliło. Po wszystkich tych instrukcjach udałam ruchem, że uderzam go ponownie z główki a on powiedział: -„Teraz bardzo dobrze” i oboje się roześmialiśmy.

Potem zaczęłam mu dalej pisać na kartce papieru tłumacząc o co mi chodzi, co mnie boli, co krzywdzi, czego się boję. I tym sposobem przegadaliśmy 2,5 godziny. Pisząc i rozmawiając. Przegadując każde zdanie. Gdy się położyliśmy do łóżka byliśmy bardzo zmęczeni. Po raz pierwszy nie zasypialiśmy przytuleni, ale ten dystans był nam wczoraj potrzebny.

W nocy poczułam jak Artur wtula się z całej siły we mnie od tyłu. To przekonało mnie dodatkowo, że przed snem każde potrzebowało tej przestrzeni tylko dla siebie. Myślę, że pomimo mojej agresji wczoraj i wielu godzin kłótni udało nam się wreszcie dojść do porozumienia w wielu kwestiach. Dzisiaj nie kłóciliśmy się niemal wcale co praktycznie się nie zdarza w naszej relacji.

Etapy nastrojów w Borderline

Artur dziś od rana był bardzo nerwowy i drażliwy. Prawdopodobnie po wczorajszych „jazdach” jak zwykł to nazywać. Dałam mu dwie tabletki ziołowe na uspokojenie.

-„Ty też powinnaś wziąć” – powiedział z przekąsem. Powiedziałam mu, że nie muszę bo dziś mam dzień równowagi. Oznacza to, że mogę spokojnie funkcjonować. Myślał, że żartuję ale wytłumaczyłam mu, że dzień po takich ciężkich przejściach ja mam dzień stabilnego nastroju. Oznacza to, że zachowuję spokój przez większość dnia, jestem zrównoważona emocjonalnie, pozytywnie nastawiona do życia i pełna energii. Poza tym bardzo dobrze się dziś czuję fizycznie, co już od wielu dni mi się nie zdarzało. 

Matka

Gdy byłam dziś u taty powitał mnie uśmiechem:

-„Moja córeczka przyszła. Magdzia. Magdzia.” Nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam do niego. Zastawiałam się w myślach dlaczego już nie nazywa mnie Kasią. Pisałam o tym w tym poście.

Kiedyś całe życie czekałam by mówił mi po imieniu a dziś nie wiem co mam z tym zrobić. Brakuje mi tej „Kasi” i jakoś tęsknię za nią. Z drugiej strony nie wiem dlaczego skoro przywykł przez tyle lat myśleć o mnie „Kasia” dziś nagle mówi mi po imieniu. Jak to jest możliwe? Chyba nie uda mi się tej zagadki rozwikłać.

Literatura

Dla zainteresowanych zostawiam kolejny link o Borderline, z literatury naukowej.

Visits: 46