efekt uboczny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Sama zwróciłam na to uwagę już wcześniej. Od paru dni zaczęło to do mnie dochodzić. Otóż bardzo zależało mi dotąd na poczuciu bezpieczeństwa co w moim słowniku oznaczało, że mój partner ma być cały mój i tylko mój.

Bez prawa do prywatności, bez możliwości odwrócenia gdziekolwiek wzroku w moim towarzystwie, bez możliwości swobodnego poruszania się zarówno w codziennym życiu (musiałam znać każdy jego krok, gdzie idzie, co robi, z kim się spotyka, z kim rozmawia) jak i internecie (musiałam wiedzieć na jakie strony wchodzi, jakie zdjęcia przegląda, jakiej słucha muzyki).

Jeśli cokolwiek w moim mniemaniu mnie dotykało, obrażało, bolało, krzywdziło najpierw była awantura i to na cztery fajerki a następnie szantaż. Mojemu partnerowi bardzo na mnie zależało, więc starał się do wszystkich tych moich wymagań  się dostosować i je spełniać.

I tak mijał czas. Mnie przeszkadzało coraz więcej a on coraz więcej starał się zmieniać w swoim zachowaniu. I tak próbując nadążyć za moimi nowymi wymaganiami, coraz to nowymi wymysłami, coraz to nowymi sytuacjami, które uznawałam jako „nie do zaakceptowania” coraz bardziej się ode mnie oddalał. Znikał gdzieś we mgle.

Wczoraj byliśmy z dziećmi na imprezie u mojego szwagra, który obchodził hucznie swoją pięćdziesiątkę. Lokal był spory, z salą do tańczenia, gdy włączyli muzykę część gości poszła w pląsy na parkiecie. Akurat wtedy nasza najmłodsza córeczka zasnęła Arturowi na rękach więc delikatnie kołysał się z nią w rytm muzyki. Ja siedziałam przy stole ale kiedy to zobaczyłam wydało mi się to słodkie i takie rozczulające, więc podeszłam do nich, objęłam ich oboje i zaczęłam kołysać się z nimi w takt muzyki. Patrzyłam na Artura ale on patrzył tylko w podłogę albo w córeczkę. Nie wiedziałam o co chodzi. Mówiłam do niego:

– „Ej, popatrz na mnie.” – ale on patrzył przez moment i znów spuszczał wzrok. Zupełnie nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Po przyjściu do domu oczywiście zrobiłam mu awanturę o to, że już mnie nie kocha, bo nawet na mnie nie patrzy. Poszłam spać przekonana, że to koniec naszego związku.

Dzisiaj jednak udało nam się spokojnie porozmawiać, bo też cały dzień był jakiś spokojny. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że zacięłam się wczoraj i stwierdziłam, że skoro on mnie już nie kocha to ja też nie mam już po co się jego o cokolwiek czepiać i zostawiłam go dzisiaj w spokoju. Pozwoliłam spokojnie pracować na komputerze, nie sprawdzałam jego komórki ani nie zaglądałam co chwila przez ramie co też tam aktualnie robi. Zajęłam się po prostu sobą i dzieckiem.

Wieczorem zaczęłam rozmowę i dużo się wyjaśniło. Między innymi to dlaczego wczoraj na mnie nie patrzył. Otóż powiedział mi, że sala była wypełniona ludźmi. Patrzył więc tylko w podłogę w jeden punkt albo w córkę ponieważ nie chciał bym pomyślała, że patrzy się na jakąkolwiek inną kobietę.

– „Gdybym tylko na moment uniósł wzrok, natychmiast stwierdziłabyś, że na kogoś patrzyłem. Nie chciałem byś miała jakiekolwiek wątpliwości. Ja na nikogo nie patrzę. Nikt mnie więcej poza Tobą i córką nie interesuje. Nie chcę byś sądziła, że kiedy tylko ruszę głową albo podniosę wzrok to się na kogoś gapię. Mam już dosyć tych pretensji do mnie o rzeczy, których nie robię. Nigdy ich nie robiłem. Nawet kiedy nie byłem z tobą. Ja po prostu nie mam takiej natury, by się gapić, lampić, lustrować kobiety. I nie ma to nic wspólnego z tobą. Takie mam zasady. Taki zawsze byłem. I teraz nagle ty po 50 latach mojego życia wciskasz mi, że ja to robię.”

Był trochę zły kiedy to mówił, ale też było mu przykro, bo broda mu latała i wiem już kiedy mu tak lata.

– „Patrzyłem wczoraj tylko pod nogi i na małą, żebyś znowu czegoś nie wymyśliła. Żebyś mnie znowu nie oskarżyła. Ale pamiętaj jedno. Ja zrobię wszystko co chcesz, bo mi na tobie zależy, ale to, że nie patrzę już na ciebie w miejscach publicznych to twoja zasługa. Ja się boję podnieść na ciebie wzrok, bo za każdym razem gdy na ciebie spoglądałem albo patrzyłem to mi mówiłaś, że patrzę na kobietę co przechodzi obok, albo na tą co stoi za tobą. I zaraz się odwracałaś sprawdzić kto tam za tobą stoi. A teraz stwierdziłem, że już zawsze będę miał wzrok wbity pod nogi i na ciebie też nie będę patrzył.”

I tym sposobem osiągnęłam tylko to, że mój partner po pierwsze odsuwa się ode mnie coraz bardziej. A po drugie to, że zaczął się zachowywać sztucznie, zupełnie nienaturalnie. I jestem pewna, że nie o to mi chodziło, gdy ciągle robiłam mu wymówki.

Visits: 22
Borderline to żal

Borderline to żal

Borderline to żal

No a żal chodzi. O nic innego. Wszystkie inne emocje biorą się z żalu. Tak, to prawda, że lęk jest przeogromny i najsilniejszy u mnie. On determinuje wszystko. Mimo wszystko to od żalu wszystko się zaczęło. Borderline to żal

Matka kochała mnie bardzo, tak bardzo, że się dusiłam, nie mogłam oddychać, nie mogłam być sobą, nie mogłam dorosnąć. Wyręczała mnie we wszystkim, o wszystkim decydowała, kierowała mną, nie dając możliwości podejmowania decyzji. Wmawiała, że nic nie znaczę, że jestem nieporadna, słaba i żebym nawet nie myślała o tym, że mogłoby być inaczej. Twierdziła, że chce mnie ochronić przed rozczarowaniem. Że tak oczywiste jest to, że się nie nadaję, że nawet nie powinnam próbować. Borderline to żal

Kiedy była pijana nagle przestawała „mnie kochać”. Nie widziała mnie, nie odzywała się do mnie. Nie mówiła co mam robić. Nie kierowała mną. Wtedy nagle zostawałam sama, zdana tylko na siebie. Nie byłam do tego przystosowana, ponieważ w pozostałym czasie była przy mnie non-stop. Nie spuszczała mnie z oka. Miała wpływ na każdy mój krok. Takie chwile, gdy piła były dla mnie bardzo trudne. Borderline to żal
Borderline to żal

Czułam się porzucona

Czułam się  porzucona. Czułam się nikim. Nie rozumiałam co się dzieje. Z jakiego powodu pozbawia mnie swojej uwagi. Przejście z jednego stanu w drugi było płynne, choć poprzedzone jej nerwowością, po której następował okres „niedostępności”. Borderline to żal

Ojciec nic o mnie nie wiedział. Nie znał mnie. Byliśmy sobie zupełnie obcy. Nie mogłam na niego liczyć. Nie mogłam do niego przyjść gdy było mi źle. Słyszałam tylko jego ciągłe narzekanie do matki na mnie. Miał do niej pretensje, że źle mnie wychowuje, ale sam nigdy się tym nie zajął. Dla niego byłam „złym dzieckiem”. Do dziś nie wiem co to znaczyło.

Tak bardzo chciałabym żyć normalnie

Tak, mam żal. Taki olbrzymi, że mogłabym w nim utopić cały świat. Żal o to, że wydając mnie na świat oboje mnie skrzywdzili. Że z ich powodu cierpię już 41 rok życia i do dziś nie mogę się otrząsnąć. Od kiedy ojciec umiera na raka mój żal do niego topnieje, zmienia się w ogólny żal do życia. Tak bardzo chciałabym zacząć normalnie funkcjonować. Wiedzieć co to szczęście. Co to rodzina. Co to miłość. Co to spokój. Tak bardzo chciałabym normalnie żyć. 

Borderline – brak możliwości zmiany

Borderline to przedziwny stan. Jestem świadoma tego, że moja głowa mnie oszukuje. Oszukują mnie moje oczy, moje uszy. Oszukuje mnie mój umysł. Jestem tego świadoma. To tak jakbym ocknęła się nagle w czasie operacji na stole operacyjnym. Podana narkoza nie pozwoli mi się poruszyć ani dać znaku, że się wybudziłam i jestem świadoma, a mimo wszystko czuję wszystko.

Tak samo widzę swoje borderline. Co z tego, że jestem świadoma tego co się dzieje, skoro nie mogę zareagować? Nie mogę nic zmienić? Mechanizmy reakcji powstają w moim ciele zanim zdążę pomyśleć. Nie ma czasu na rozsądek. Nie ma czasu na przemyślenie. Nie ma czasu na przekonywanie samej siebie, że nic mi nie grozi. 

Ratunku! Atak paniki!

Co robić? Szukałam pomocy w internecie. Nie znalazłam jej. Co robić, gdy mam atak złości, lęku, paniki na raz? Jak się wyciszyć? Nie ma o tym ani słowa, bo czym są rady mówiące: „Postaraj się nie doprowadzać do sytuacji stresujących”? „Zapobiegaj przyszłemu stresowi„?
Borderline to żal

Żart? Nie wiem co mnie za chwile wyprowadzi z równowagi. Nie wiem, które słowo sprawi, że rzucę się na mojego partnera i będę chciała go bić. Kto pisze takie rady? Psychologowie? Uważam, że problem można usunąć tylko i wyłącznie u jego źródła, czyli w dzieciństwie. Nie ma możliwości aby usunąć skutek, nie usuwając przyczyny. Trzeba tam wrócić. Właśnie „tam”, do miejsca, w którym ktoś nas porzucił. Emocjonalnie lub fizycznie, lub jedno i drugie. Trzeba tamtemu dziecku w nas udzielić wsparcia i pomocy. Inaczej borderline będzie zawsze naszym katem.  Borderline to żal

Visits: 59
Ciernie z dzieciństwa

Ciernie z dzieciństwa

Moja mama alkoholiczka

Rozmawiałam dzisiaj z moją siostrą, która wróciła od rodziców i zadzwoniła do mnie. Chciała mi opowiedzieć o tym co powiedziała jej mama, która pijana zaczęła wygarniać jej swoje żale. Zaczęło się od tego, że zaczęła opowiadać siostrze dlaczego pije. Mówiła, że to przez jej beznadziejne życie, przez to, że w dzieciństwie nie była kochana, nie była przytulana, akceptowana. Potem kiedy poznała mojego tatę miała nadzieję, że wszystko się zmieni, że znalazła kogoś z kim będzie jej dobrze. Okazało się to pomyłką, ojciec bił ją, znęcał się nad nią, nie dawał pieniędzy na życie i na dzieci. Znowu nie czułą się ani kochana ani akceptowana. Całe życie ze wszystkim zmagała się sama, również z wychowaniem nas: mnie i siostry. Trzecią ciążę mama usunęła. To wszystko podała jako powód swojego alkoholizmu. Słuchałam bardzo uważnie tego co mówiła siostra. Wiem, że ciernie z dzieciństwa wpływają na całe późniejsze dorosłe życie.

Alkoholizm kontra borderline

Z problem alkoholizmu też się zmagałam. Trudno inaczej kiedy miałam podawany alkohol jako dziecko od piątego roku życia. Moja mama nie widziała w tym nic złego a może po prostu chciała mieć we mnie towarzyszkę do picia. Dziś patrząc na moje dzieci nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji bym mogła podać im alkohol, ale co siedziało wówczas w mojej mamie wie tylko ona sama. Parę lat temu podjęłam próbę ograniczenia alkoholu. Piłam dużo, od 18 roku życia codziennie około 3 piw. Dziś dopiero kiedy patrzę na to z perspektywy czasu widzę w sobie początki alkoholizmu. Wtedy nie widziałam w tym nic złego. Zawsze tłumaczyłam się, że mam mocną głowę i nawet nie szumi mi w niej a tym bardziej nie kręci po wypiciu tej ilości. Zgadza się, mój organizm rzeczywiście nie reagował żadnymi widocznymi objawami pewnie z tego powodu, że od dziecka był przyzwyczajony do spożywania alkoholu. Nikt nie był w stanie się domyślić, że cokolwiek piłam: nie plątał mi się język, miałam pewny krok, wyraźne spojrzenie. Zresztą rzadko się upijałam, jakkolwiek to brzmi. Chodzi mi o to, że sporadycznie czułam się pijana. Pewnie dlatego, że nienawidzę tego stanu, gdy tylko poczuję w głowie lekki zawrót natychmiast przestaję pić. Nie cierpię „helikoptera”.  Kiedy zdarzyło mi się, że uderzyłam mojego partnera na oczach moich dzieci zupełnie o tym nie wiedząc, jakbym miała czarną dziurę w głowie, powiedziałam sobie DOŚĆ. Pomimo, że tego dnia nie wypiłam ani kropli. Przez 3 miesiące w ogóle nie sięgnęłam po piwo (jest to jedyny alkohol jaki spożywam), a potem zaczęłam je pić od czasu do czasu np. w weekend. Po urodzeniu ostatniego dziecka znów piję częściej niż przez ostatni okres w swoim życiu, ale nie codziennie. Staram się by nigdy nie przekraczać 3 dni w tygodniu, ale kiedy zdarza się, że piję przez 4 to mam wyrzuty sumienia i następnie próbuję zrobić dłuższą przerwę. Już sama nie wiem co jest gorsze: alkoholizm czy borderline. Jedno i drugie marnuje życie. 

Bieganie

Dziś zrobiłam sobie przerwę i nie pobiegłam. Nie tłumaczę się – po prostu nie pobiegłam. Oczywiście korci mnie by powiedzieć, że to dlatego, że Artur wrócił przeziębiony z Warszawy i dlatego, że dwójka z trójki moich dzieci jest chora itp. ale nie zrobię tego. Nie będę szukać powodu, wykrętu, usprawiedliwienia. Gdybym naprawdę chciała pobiec to bym to zrobiła, widać nie chciałam. 

Brak miłości

Podsumowując jeszcze to zjawisko cierni z dzieciństwa dochodzę do wniosku,  że każde niekochane, zaniedbywanie dziecko będzie w życiu miało trudno. Normalność to chyba klucz do szczęścia. Co zatem z tymi, którym nie udało się w dzieciństwie zaznać „normalności” i nie potrafią jej też zbudować sobie i najbliższym w życiu dorosłym? Ciśnie mi się na usta tylko jedno: mają przesrane. Ja jednak będę za wszelką cenę szukać wyjścia.  Sposobu by przeszłość przestała determinować moją teraźniejszość.

 

Visits: 41
rozstanie

Rozstanie

Rozstanie

Ech ta przeszłość. Wciąż powoduje, że „dzisiaj” jest chore i trudne. Artur wyjeżdżał dziś popołudniu do Warszawy na pogrzeb matki, która zmarła w zeszłym tygodniu. Odprowadzałam go na przystanek autobusowy. Było mi źle już od samego rana, a raczej od wczoraj. Bardzo przeżywałam jego wyjazd. Nie będzie go tylko jutro, pojutrze z samego rana wraca do domu, ale i tak jest mi bardzo trudno. Boję się, kiedy wyjeżdża nawet na krótko. Boję się, że coś złego może się stać, że go stracę, że już nie będzie mój. Jestem zazdrosna o wszystko. O to koło kogo będzie siedział w autobusie. O to kogo spotka na dworcu, w barze, w sklepie. Jakby każda inna osoba mogła mi go po prostu tak z miejsca odebrać. Jakby on chciał wszystkie te inne osoby zamiast mnie. Jakbym nie była warta jego uczucia, jego uwagi, jego zaangażowania. I boję się jeszcze czegoś, czegoś co jest dla mnie najgorsze, najstraszniejsze, najbardziej przerażające: że nie zerwie ze mną relacji, utrzyma ją wmawiając mi, że wszystko jest ok a za moimi plecami będzie mnie zdradzał, ranił, upokarzał. Wolałabym, żeby odszedł, niż gdyby miał cokolwiek złego zrobić w naszym związku.

I znowu wtedy odzywa się moja druga połowa, ta normalna, rozsądna. Ona wie, że Artur nie jest takim facetem, że mnie kocha, szanuje i nie zrobiłby mi krzywdy. Przez chwilę jej słucham. Przez chwilę jej wierzę. I nagle zaraz potem ona znika a w jej miejsce pojawia się moja chora strona, pełna urojonej zazdrości. Oczami wyobraźni widzę jak Artur patrzy na inne kobiety, podziwia je, analizuje, pragnie ich. Ta myśl bardzo mnie rani i jest nie do zniesienia. Potem na chwilę znowu uświadamiam sobie, że to tylko wytwór mojej wyobraźni. Artur tego nie robi. Nie mam nawet wątpliwości, że on tego nie robi ale chory umysł każe mi w to wierzyć. Ciągła walka między dwoma sprzecznymi osądami. Ciągłe przeciąganie liny między dwiema moimi stronami. W ciągu jednej minuty potrafię kilka razy zmienić swoje zdanie na ten temat: on jest dobry – on jest zły.

Visits: 37
zacznę biegać

Zacznę biegać

Zacznę biegać

Moje szczęście z przedwczoraj przeszło w załamanie wczoraj i stabilny stan emocjonalny dziś. Sama mam już dosyć tych chwiejnych nastrojów i ciągłego zmieniania się wszystkiego we mnie. Czy w ogóle jest we mnie coś co się nie zmienia? Nie mogę sobie teraz przypomnieć takiej rzeczy.

Dziś wreszcie z samego rana Artur porozmawiał ze mną spokojnie o sytuacji z czwartku i wyjaśnił dlaczego tak się zachował. Dzięki temu odzyskałam stabilizację, choć oczywiście tylko chwilową bo zapewne jutro rozpłynie się ona całkowicie. 

Podjęłam decyzję, że zacznę biegać. Może to po części chociaż pozwoli mi odreagować stres. Artur powiedział, że będzie mnie wspierać i będzie obok mnie. Pobiegłam dziś po raz pierwszy. Nigdy w życiu nie biegałam ani nie uprawiałam żadnej innej aktywności fizycznej, w-f był w szkole moją zmorą, bo niemal wszystkie ćwiczenia sprawiały mi bardzo dużo trudu, na metę zawsze dobiegałam ostatnia.

Całe życie miałam fatalną kondycję fizyczną, do tego ostania moja ciąża w wieku lat 40 bardzo wyeksploatowała mój organizm i była dla mnie prawdziwym ultramaratonem. Dziś pomimo idealnej sylwetki z trudem wchodzę na trzecie piętro. Zresztą zawsze byłam szczupła a mimo to ruch sprawiał mi trudność.

Dziś pokonałam dystans zaledwie 760 metrów a mimo to teraz bardzo bolą mnie mięśnie nóg, ale mam 41 lat i jeśli teraz czegoś z sobą nie zrobię to już nigdy nie zrobię. Dlatego stawiam sobie jasny cel: przebiec jednym ciągiem 60 km, bez limitu czasu bo nie o czas mi zupełnie chodzi. Chcę to zrobić dla siebie i tylko dla siebie.

Całe życie czułam się gorsza, bo nie potrafiłam biegać, skakać przez kozła, robić fikołków do tyłu czy podciągać się na rękach. Nienawidziłam zajęć z wychowania fizycznego i bardzo się wstydziłam swojej nieporadności. Teraz chcę pokazać sobie i tylko sobie, że potrafię się zmienić. Nie tylko pokonać borderline ale też inne swoje słabości.

 

 

Visits: 50
to koniec

To koniec

To koniec

W szkole bardzo podobała mi się książka „Granica” a zwłaszcza słowa jakimi się kończyła: „Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.” Zdarzało mi się w życiu przekraczać wiele granic, wszystkie one trwale coś zmieniały. Albo coś we mnie albo coś w moim otoczeniu. Dziś znów jest taki dzień, gdy coś ważnego się skończyło. I wcale nie chcę oceniać czy to dobrze czy źle, bo skoro się skończyło to znaczy, że skończyć się musiało.

Granica

Przekroczyłam dziś granicę, której nie wolno mi było nigdy przekraczać jeśli chciałam by nadal było tak jak dotychczas, ale z jakiegoś powodu przekroczyłam ją i już nie da się nic zrobić. Jakby rozpadło się wszystko w drobny pył ale tak naprawdę po prostu odeszło. Odwróciło się, spojrzało powiedziałabym, że bez żalu i po prostu odeszło w swoją stronę. Zakończył się mój związek, choć pozornie jeszcze trwa. Wiem co teraz będzie, bo wszystko to już się kiedyś wydarzyło. Błagałam dziś swojego partnera, choć nie powinnam tak jak niegdyś błagałam kogoś kto był przed nim i od tamtej pory każdego dnia przestawałam go kochać, aż przyszła chwila, gdy stał mi się zupełnie obojętny. Jakby nigdy nie istniał. A początek swój miało to w akcie błagania, choć wtedy ten ktoś pod wpływem mojego błagania zrobił to o co prosiłam, a dziś pomimo tego, że uklękłam przed obecnym partnerem i błagałam na kolanach odwrócił się i odszedł, uwalniając mnie jednocześnie od miłości, którą go darzyłam. To proste – nigdy już nie można być z kimś kogo choć raz się błagało o cokolwiek.

Niepotrzebne

Zostałam sama w swoim świecie i zrobiło się tu więcej miejsca. Jest też dużo więcej spokoju. Doszłam do wniosku, że nikogo nie potrzebuję w moim świecie i nikt nie jest tu niezbędny. Czasami jest się sierotą od urodzenia nawet jeśli rodzice żyją. Kiedy jest nam źle nie możemy do nich przyjść, nie możemy się poskarżyć ani poprosić o pomoc. Jesteśmy zdani tylko na siebie. Kiedy mamy problem oni go wyśmiewają albo lekceważą. Kiedy płaczemy krzyczą na nas, żebyśmy nie histeryzowali. Czasami jest się sierotą od urodzenia nawet jeśli rodzice ciągle żyją. Jestem sierotą. Mój partner nie może być moim rodzicem. Nie zastąpi mi ojca. Nie da mi czułości i miłości, o której całe życie marzyłam. Nie obroni mnie przed niczym. Nie przytuli kiedy na to liczę. Nie porozmawia kiedy ja tego potrzebuję. To zupełnie osobny byt, który niczego mi nie zastąpi. Właśnie to zrozumiałam. On tylko „jest” i to wszystko. Czy jest jakaś różnica kiedy go nie ma? Całe życie szukałam w partnerze nieobecnego ojca z dzieciństwa. Chciałam by załatał we mnie wszystkie dziury i powiedział, że teraz już będzie dobrze. On tego nie potrafi. A ja nie potrafię go kochać, bo związek całe życie myliłam z opieką nade mną. Wypełnianiem mnie w pustych miejscach. Zapewnianiem, że warta jestem „być”. W innym związku nie potrafię być i nie wiem czy chcę. 

Visits: 47
kłótnie

Kłótnie z borderline

Powód kłótni

Kłótnie z moim partnerem są dla mnie nie do zniesienia. Gniew i złość jakie w czasie nich odczuwam sięgają apogeum. Pewnie gdybym była mężczyzną to dopuszczałabym się przemocy fizycznej. Teraz też często mam na to ochotę, jednak tego nie robię. Wściekłość jaką mam wówczas w sobie jest tak olbrzymia, że mam ochotę unicestwić w takich chwilach wszystko wokół, bo i tak nic już się nie liczy. Od powodu kłótni zależy mój związek, mój świat i ja. Tak jakby nic nie było pewne i raz ustalone. Jakby za każdym razem trzeba było budować cały świat wokół i we mnie od nowa.

Kłócimy się o różne rzeczy ale w 90 % przypadków to ja kłócę się z nim o inne kobiety. Paradoks polega na tym, że jestem pewna, że nie ma w życiu mojego partnera innych kobiet. Mimo to ciągle mam do niego pretensje o nie. Mój mózg nie potrafi przerobić poprawnie informacji, którą w sobie noszę. Mój facet nie ogląda się za innymi kobietami, nie flirtuje z nimi, zachowuje się jak najbardziej w porządku względem mnie. To idealny partner dla kobiety z borderline, DDA i syndromem urojonej zdrady. Nie daje mi powodów do zazdrości. Co z tego, kiedy mój chory umysł ciągle wymyśla sytuacje, które mnie bolą, męczą, nie dają spokoju? Jestem już całkowicie nimi wykończona, wyczerpana.  Mój organizm się broni. Ja się bronię. Niestety nic to nie daje. Kiedy mój partner powie jedno słowo, które mój umysł przerabia na komunikat: „Zagrożenie” to już nic nie daje się zrobić. Są to głupoty, które zmieniają moje życie w koszmar.

Słowa, które bolą

Jakiś czas temu rozmawiałam z moja córką o kolczykach. Ona powiedziała, że teraz są modne takie typu „nausznica” na co mój partner przysłuchujący się naszej rozmowie, potwierdził, że rzeczywiście teraz jest na nie moda, ponieważ dużo osób je nosi. To wystarczyło, żeby wezbrała we mnie złość i gniew do tego stopnia, że nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.

– Skąd ty wiesz jakie teraz kolczyki są modne? – próbowałam się dowiedzieć od niego ledwo mogąc mówić, gdyż od tętna, które mi skoczyło, nie byłam w stanie wydobywać z siebie głosu.

– Bo dużo osób teraz takie nosi – odpowiedział spokojnie i z tego powodu miałam ochotę rzucić się na niego z wściekłością. Oczami wyobraźni widziałam jak chodząc ulicami wpatruje się w uszy innych kobiet podziwiając ich kolczyki. A jeśli już lustruje ich kolczyki to na pewno całą twarz i sylwetkę, a więc zdradza mnie wzrokiem lampiąc się na inne. I tego typu myśli sprawiły, że odechciało mi się wszystkiego a jedyny cel jaki miałam to dowiedzieć się skąd on wie co noszą inne kobiety na ulicach. I w takich chwilach nawet moja wiedza na ten temat, że ma poważne problemy ze wzrokiem i trudno byłoby mu dojrzeć kolczyki na innych osobach, przestała obowiązywać.

– Kochanie, kupowałem Ci kolczyki na Gwiazdkę, pamiętasz? – zapytał a ja cała się telepałam i sapałam nie mogąc powstrzymać gniewu i złości.

-Tak – udało mi się z siebie wydostać głos.

– Poszedłem do sklepów z biżuterią i wybierałem dla Ciebie kolczyki. Tam usłyszałem, że obecnie najmodniejsze są te nausznice i że wiele osób je teraz nosi. To wszystko. Nie chciałem ich Tobie kupować, bo mi się nie podobały, więc wybrałem te, które ode mnie dostałaś.

-Widziałeś je u kogoś na ulicy – ciągnęłam swoje przesłuchanie.

-Nie. Nie zwracam uwagi na takie rzeczy i dobrze o tym wiesz. – Odpowiedział, no i właśnie wtedy poczułam, że chce mi się wymknąć.

-A na jakie rzeczy zwracasz uwagę u kobiet na ulicy?- ciągnęłam dalej

-Na żadne, nie zwracam uwagi na kobiety na ulicy w ogóle.  – odpowiadał nadal.

-Czyli nie widziałeś tych kolczyków u nikogo – próbowałam zaspokoić tego potwora w sobie, ten lęk i ból.

-Nie kochanie, nie widziałem – odpowiedział spokojnie i mnie przytulił. Potrzebowałam jeszcze pół godziny by wyrównać oddech i się uspokoić.

Ta zła w związku

Za każdym razem jedno jego słowo czy zdanie nagle rozwala mój wewnętrzny świat. Nie potrafię się później pozbierać. Zadaję mu mnóstwo pytań. Atakuję go. Wściekam się na niego. Krzyczę. Oskarżam,  że robi mi krzywdę. On próbuje to wszystko załagadzać. I tak jakoś to idzie ale jest mi z tym bardzo źle. Jemu pewnie tak samo jak mi. Jego boli brak mojego zaufania. Mnie to, że on rani mnie słowami. Mam świadomość, że jestem tą złą w związku.

 

Visits: 14
autoterapia - jak to działa

autoterapia – jak to działa

Radykalna zmiana wspomnień jako sposób na samouzdrawianie

W internecie wiele jest informacji o tym jak metoda samouzdrawiania zmienia ludzi i ich życie. Według niej każda osoba, która doznała jakiegoś bólu, cierpienia czy została poddana sytuacji, która na trwałe ją zmieniła może to odwrócić. Otóż bardzo wiele osób w dzieciństwie doznaje przykrych zdarzeń, które na stałe wywierają na nie wpływ. Są to akty przemocy fizycznej, psychicznej lub emocjonalnej: pobicia, gwałty, molestowanie, krzyki, upokarzanie, zabieranie poczucia wiary w siebie. Z tego powodu jako osoby dorosłe ludzie ci mają szereg zaburzeń, problemów z samymi sobą, innymi ludźmi, partnerami. Doświadczając negatywnych zdarzeń i emocji z nimi związanych w ludzkim ciele powstają pewne mechanizmy. Jeśli dziecko było np. bite kablem od żelazka (sama byłam w taki sposób bita) przez całe życie w jego organizmie będą pojawiały się pewne objawy, kiedy zaobserwuje, że ktoś w jego obecności bierze do ręki kabel i zwija go w charakterystyczny sposób. Tu już nigdy nie będzie czasu na myślenie co to osoba zamierza zrobić. Serce zacznie walić jak opętane, zaczną się pocić dłonie, w ciągu trzech sekund zrobią się całkiem mokre, do tego stopnia, że są w stanie odbić na suchej powierzchni swój pełny kształt. Braknie śliny w ustach. Uszy zaczną pulsować i zrobią się bordowe. Zaczną drżeć kończyny. I zanim zdamy sobie sprawę, że sprzedawca chowa klientowi stojącemu przed nami w kolejce sklepu z AGD żelazko do kartonu, aby mu je sprzedać rozpadniemy się na milion kawałków. Przykładów można by mnożyć. Za każdym razem kiedy mój facet zagląda do swojej komórki lub laptopa czuję niepokój. Nigdy nie zrobił nic co mogłoby mnie zranić ale w dzieciństwie doznałam tylu negatywnych doświadczeń związanych z odrzuceniem, porzuceniem, oszukaniem, zniknięciem, że za każdym razem wtedy wydaje mi się, że kiedy on zniknie w tamtym świecie choć na chwilę to zniknie też dla mnie.

Jak to dokładnie działa

Czytałam w internecie o ludziach, którzy dzięki radykalnej zmianie wspomnień przestają cierpieć z powodu doznanej krzywdy. Sytuacje są różne: tak np. ludzie, którzy doznali wypadków a wskutek nich obrażeń powtarzają w głowie dziesiątki razy to samo lecz zmienione wspomnienie. Czyli, że do wypadku nigdy nie doszło. Kiedy powtórzą to odpowiednią ilość razy aż w końcu w to uwierzą ich obrażenia znikają. Nie dawniej niż wczoraj czytałam o kobiecie, która zsiadała z motoru i gołą nogą dotknęła rozgrzanej rury wydechowej. Poparzenie było silne i bardzo cierpiała przez wiele tygodni. Leki, które stosowała nie bardzo pomagały. W końcu zaczęła powtarzać w myślach te scenę z pamięci, gdy schodziła z motoru, ale tym razem nic się nie zdarzyło, bo nie dotknęła nogą rury. Powtarzała to tyle razy aż jej umysł w to uwierzył.  W ciągu trzech dni wszystkie obrażenia na nodze zeszły. Podobne sytuacje opisują strażaków, którzy na służbie doznali poparzeń. Dzięki radykalnej zmianie wspomnień udało im się wreszcie wyleczyć obrażenia. Inne sytuacje opisują rany psychiczne. Wystarczy zastąpić przykre wspomnienia zmieniając  je w dobre a ponoć wtedy zajdą w ciele zmiany biochemiczne i człowiek może w inny sposób zacząć reagować. Nie wiem czy jest to prawda czy nie ponieważ nigdy tego nie spróbowałam ale właśnie zamierzam to przetestować.

 

Visits: 39
uciekać przed własnymi lękami

Uciekać przed własnymi lękami

Tekst napisany ubiegłej jesieni, kiedy jeszcze nie byłam gotowa zostać i walczyć:

Biegnę przez bukowy las w jesiennym deszczu. Krople wody są przejmująco zimne. Obkleiły moje okulary, rzęsy, oczy. Słyszę szelest mokrych liści pod stopami oraz bicie swojego serca. Pomimo chłodu w powietrzu i padającego deszczu nie czuję zimna. Nie czuję niczego z wyjątkiem strachu. To on powoduje, że cała drżę.
Biegnę tak szybko jak potrafię w tych warunkach. Podłoże jest śliskie i pełne wystających korzeni. Z powodu kropel deszczu wdzierającego mi się pod okulary mam ograniczoną widzialność. Moje stary adidasy już dawno przemokły, dżinsy i sportowa kurtka także. Wszystko stało się ciężkie i przywiera niczym skorupa do mojego ciała. Jestem zmęczona i chciałabym odpocząć ale nie mogę, wiem, że muszę uciekać. Tu nie jestem bezpieczna.
Mam tę świadomość, która goni mnie coraz dalej, że dopadną mnie kiedy tylko się zatrzymam. Dopadną i rozszarpią a potem będą żywic się moim bólem i krwią. Wiem co ze mną robią, gdy uda im się mnie schwytać. Wiem ile cierpienia muszę wówczas znieść dlatego wybrałam ucieczkę.
Ktoś kiedyś powiedział, że nie można całe życie uciekać. Chciałabym spotkać się z tym kimś i każdym kto twierdzi tak samo, spojrzeć mu w oczy i zapytać, na jakiej do licha podstawie tak twierdzi. Ja nie uciekałam przez całe swoje dotychczasowe życie. Teraz zaczęłam. Dlaczego? Bo dość mam stawiania się, tłumaczenia, bronienia, wyjaśniania. Dość mam cierpienia i bólu. Przyjmowania ciosów. Boję się i jest to jedyne dojmujące, zniewalające i determinujące mnie teraz uczucie.
Powoli zmierzcha. Delikatna mgła zaczęła wyglądać zza drzew. W powietrzu czuć zgniliznę. Jesień w pełni. Złoto pod nogami. Ciemne niebo nade mną. W sercu strach. W nogach zmęczenie. Muszę odpocząć, biegnę od dawna, nie umiem powiedzieć od jak dawna. Widzę w zasięgu wzroku zwalony pień drzewa. Podbiegam. Nachylam się i delikatnie przesuwam dłonią po mokrej, szorstkiej korze. Wzdycham. To jakbym znalazła chwilowe wytchnienie. Siadam. Moje nogi dziękują mi za to każdym mięśniem, każdym ścięgnem. Stopy mrowią. Mokra skóra pod spodniami swędzi. Rozglądam się wkoło. Bukowe drzewa wyglądają ponuro. Zazwyczaj jasna, srebrna niczym kora teraz pociemniała od wilgoci jest w kolorze stalowym.
Wciąż drżę. Nie ma dla mnie ratunku – myślę. Może tak miało być. Może to wszystko nie mogło się udać. Od początku egzystencja skazana na niepowodzenie? „Możesz być kim zechcesz” – stary, dobry slogan.Czy świniopas jeszcze kilka set lat temu mógł zostać kim chciał. Czy pokojówka, córka i siostra pokojówki a w efekcie i matka pokojówki, mogła być kim chciała? Czy żebrak mógł być kim zechciał? A może chłop pańszczyźniany? O co chodzi? O to, że czasy się zmieniły? Że dziś edukacja jest dla wszystkich? Że nie ma podziału na klasy społeczne. Owszem. Trudno się z tym nie zgodzić. Tylko, że sprawa nadal nie wygląda tak prosto. Na kogo wyrastają dzieci alkoholików? Narkomanów? I marginesu społecznego? Mogą dziś zostać kim chcą, ale kim zostają. Kim zostają ludzie z poporodowym uszkodzeniem mózgu, z „trudnym” wychowaniem, bez poczucia miłości i bezpieczeństwa? Bez poczucia akceptacji, często nawet tolerancji? KIM? Jakaś cześć z nich zostaje rzeczywiście kim chce. A co z resztą? Co z większością?
Dzisiejszy wieczór tak jak i cały dzień jest bezwietrzny. To rzadkość w tym górskim klimacie. Powietrze jednak z każda chwilą staje się ostrzejsze, bardziej przejmujące chłodem. Deszcz przeszedł w niewielka mżawkę. Podnoszę się i nasłuchuję. Słychać tylko szelest liści pod moimi zmęczonymi stopami oraz mój własny oddech. Rozglądam się wokoło. Co jakiś czas widnieją między drzewami skały porośnięte mchem. Znam taką jedną skałę. Jest wielka i posiada gęsty dywan z zielonego mchu. Ma też swoją nazwę: „dlaczego jestem”? i leży w moim sercu. Jest od niego większa ale nie będę teraz tłumaczyć jak to możliwe. O co chodzi? Nic wielkiego jak sądzę. Proste jedno zdanie: nie chcieliśmy cię, po prostu wpadliśmy. Oczywiście nie podaje się tego tak bez opakowania, bez czerwonej wstążeczki i kolorowego papieru. Więc brzmiało to ciut inaczej: „Nie planowaliśmy cię z ojcem. Po prostu się pojawiłaś, ale nie byliśmy na to przygotowani”. O i mamy już dobry początek historii. Ale teraz muszę biec. Muszę uciekać jak najdalej stąd. Muszę się ratować choćby ucieczką. To wcale nie jest najgorsze co można usłyszeć w życiu, w pewnym sensie to nawet można brać za dobra monetę. Zrobić coś sensownego ze swojego życia i udowodnić wszystkim wkoło a w pierwszeństwie im – rodzicom – że nasza egzystencja znalazła jednak swój sens i cel.

Dziś

Dziś już nie zamierzam i nie chcę uciekać. Zostaję i zrobię wszystko by pokonać swoje lęki. Nie jestem już bezbronnym dzieckiem. Potrafię się obronić. Przed sobą samą również. 

Visits: 27
obojętność matki

Obojętność matki

Obojętność matki

Była nieprzewidywalna. Czasami kochana, czuła i nad wyraz opiekuńcza. Czułam się wtedy bardzo kochana. Poświęcała mi sporo uwagi. Słuchała i rozmawiała ze mną. Do życia nie potrzebowałam praktycznie nic więcej. I nagle coś się zmieniało. Nigdy nie wiedziałam o co chodzi i co powoduje tę zmianę. Matka po prostu zmieniała się w kogoś innego. Traciłam z nią kontakt. Była albo agresywna i bardzo zezłoszczona albo zupełnie obojętna. Nie wiedziałam wtedy jako dziecko, że zależy to od jej stopnia upojenia alkoholowego. Czasami przesypiała cały dzień albo kilka dni pod rząd. Widziałam ją nieraz leżącą w łazience na podłodze. Zamykała wtedy drzwi od wewnątrz w taki sposób, że nie mogliśmy dostać się do łazienki ale ja wtedy kładłam się pod drzwiami i przez kratki wentylacyjne widziałam ją leżącą na boku, zwiniętą w kłębek. Nie wiedziałam co się dzieje. Bardzo się o nią martwiłam. 

Alkoholizm matki

Swój alkoholizm matka ukrywała przed wszystkimi i ani ja ani moja siostra, ani nikt inny z rodziny czy znajomych nie wiedział o jej chorobie. Jej odmienny stan interpretowałam jako reakcję na mnie, na moje złe zachowanie. Obawiałam się, że zawiniłam. Próbowałam przypomnieć sobie co tym razem nabroiłam, co mogło wprawić ją w tak zły nastrój. Jej obojętność mnie zabijała. Czułam się przez nią opuszczona, porzucona emocjonalnie, niekochana w takich chwilach. Szukałam w sobie winy. Miłość mojej matki do mnie odbierałam jako uczucie uzależnione od mojego zachowania, warunkowe. To spowodowało, że w dorosłym życiu każdą przyjaźń czy miłość traktowałam w ten sam sposób. Jeśli ktoś mnie lubi to znaczy, że w każdym momencie może przestać. Obawiając się tego jednocześnie dążę do tego, aby się o tym przekonać. Jakbym za każdym razem sprawdzała, czy aby na pewno zasługuję na to, aby mnie lubić tak po prostu, bez stawiania warunków. Jeszcze bardziej skomplikowanie jest w związkach. Tak bardzo obawiam się, że ten ukochany nagle zniknie, odejdzie, porzuci, że na wszelki wypadek robię mu piekło, aby sprawdzić czy mimo wszystko zostanie.

Zabójstwo

Przez rodzaj relacji z moją matką tzw. miłość warunkową, dziś mam nieprawidłowe relacje z innymi ludźmi. Każdego dnia jestem zabijana. Wydaje mi się, że to mój partner wyciąga pistolet i bez mrugnięcia okiem celuje we mnie i oddaje strzał. Osuwam się wtedy tracąc grunt pod nogami i nie mam już siły samej się podnieść. Nie jest to jednak prawda. Broń sama znalazłam i to ja sama nią w siebie wycelowałam. Prawdą jest również to, że to ja sama oddaję najczęściej strzał. Mój partner mawia wtedy:

– Po co ci to jest? Po co to robisz?

A ja wciąż nie potrafię mu wytłumaczyć jak to jest mieć borderline. Staram się wtedy szukać przykładów, wizualizować mu to. Często odwołuję się do jego oczu, ponieważ ma poważne problemy ze wzrokiem. Pytam wtedy: – co widzisz z odległości 3 metrów? A on odpowiada, że tylko niewyraźne plamy. Drożę więc temat i pytam: – A możesz zobaczyć coś bardzo wyraźnie? I on wtedy odpowiada, że musiałby bardzo mocno skupić i wytężyć wzrok, ze wszystkich niemal sił i wtedy jest szansa, że zobaczy wyraźnie. Ja więc nie odpuszczam i pytam dalej czy kiedy patrzy normalnie, bez wysiłku to czy może z tej odległości zobaczyć coś wyraźnie i jego odpowiedź brzmi:- NIE. 

Ze mną jest tak samo. Kiedy na co dzień w naszej relacji on wyrazi swoje zdanie na jakiś temat, albo powie coś w żartach, albo coś skomentuje w nieodpowiedni dla mnie sposób to jest tak jakby wyciągnął broń i strzelił mi prosto w serce. Zabija mnie tym.  Na pytanie czy mogę w takim momencie zachować się inaczej odpowiedź jest prosta: NIE. Pierwsze moje odczucie to ból i żal, gniew i złość, to emocje automatyczne na które nie mam wpływu. Tak jak on nie ma wpływu by na odległość nie rozlewał mu się obraz. On ma tak zbudowane oczy – z wadą. Ja mam tak zbudowany mózg – również z wadą. A teraz idąc dalej czy mogę jednak nie odczuwać mimo wszystko tych emocji, kiedy moje uszy usłyszą słowa, które mój mózg przetworzy na „zagrożenie”. I tu znowu jest tak samo jak z jego oczami. Jeśli się bardzo mocno postaram, ze wszystkich swoich sił to jest szansa, że te emocje mnie nie opanują. Pewności jednak nie ma. Podobnie zresztą jak w jego przypadku. Muszę włożyć ogromny wysiłek by sobie wytłumaczyć w danej chwili, że mój partner mnie kocha, chce ze mną być, jestem z nim bezpieczna, nic mi nie grozi, on nie miał nic złego na myśli, nie chciał mnie zranić a ja po prostu jestem przeczulona i przewrażliwiona. 

 

Visits: 18