tata

Tata

Tata

Niedawno wróciłam od taty. Sama nie wiem dlaczego go tak nazywam. Mniejsza o to. Kiedy zmieniałam mu pampersa kazałam mu na chwilę wstać i trzymać się mnie za ramiona. Oczywiście wpierw musiałam podnieść go z fotela, na którym siedział. Dostrzegam znaczną różnicę we wkładanym przeze mnie w tę czynność wysiłku. Jakby był coraz cięższy choć naprawdę jest tylko coraz bardziej bezwolny. Stał tak i obejmował mnie gdy wciągałam mu pieluchomajtki a potem układałam koszulkę w spodniach. Czułam jakbym trzymała w ramionach dziecko. Takie wielkie dziecko. To samo odczuwałam kiedy go dziś karmiłam. Robiłam to z pewnego rodzaju namaszczeniem, sama nie wiem dlaczego. Każdy gest mój był precyzyjny i przemyślany. Na koniec wytarłam mu usta chusteczką i podałam kubek z sokiem.

Dziecko

Czułam jakby był moim małym dzieckiem. Jakbym karmiła swoją 9 miesięczną córeczkę chociaż ona jest ostatnio niemożliwa w czasie karmienia. Wyciąga z ust wszystko co jej włożę łyżeczką a potem rozciera sobie na twarzy i we włosach. Na szczęście przy trzecim dziecku mam więcej cierpliwości niż kiedykolwiek wcześniej. Tata jednak je bardzo ładnie, otwiera szeroko usta i zachowuje się jak najbardziej poprawnie w czasie gdy go karmię a mimo wszystko jest jak malutkie dziecko.

Matka

Ona jest martwa, chociaż oddycha. Leży pijana do nieprzytomności. Dziś nawet dwa razy odezwała się do mnie, raczej wybełkotała: „córciu”. Chwilę czekałam, bo myślałam, że coś doda, ale nie była w stanie nic więcej wypowiedzieć. Nie potrafię jej pomóc. Chyba nawet już nie chcę. Może 40 lat pomagania wystarczy. Ona nie chce pomocy i od nikogo jej nie przyjmie. W przyszłym tygodniu ponownie zgłoszę ją do Komisji Alkoholowej. To wszystko co zamierzam w jej temacie zrobić. Tata też jest już martwy, jego twarz jest opuchnięta i nalana. Jego stopy również są opuchnięte i sine. Tak wyglądały stopy mojego męża tuż przed śmiercią. Jego sylwetka jest skulona i schowana w sobie. Oboje nie żyją – jedynie wegetują. Jestem więc już sierotą. Pierwszy raz w życiu jestem sierotą. Nie! Zaraz! Przecież ja całe życie byłam sierotą. Ufff, co za ulga. Nic się nie zmieni.

Bieganie

Przez ostatnie moje złe samopoczucie nie biegałam ale zamierzam wrócić do tego i mam nadzieję, że jutro uda mi się pobić mój rekord na 1,5 km. To dodałoby mi sporo wiary w siebie i z pewnością bardzo zrelaksowało. Nie mogę się już doczekać. Po ostatnich kłótniach z Arturem jestem wykończona. Po dzisiejszej jeszcze wracam do równowagi chociaż minęło już 3,5 godziny. Nie mam na razie pomysłu jak znaleźć z nim wspólny język. On też nie. Na razie zostaje mi bieganie by rozładować negatywne emocje. 

 

Visits: 35