zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Jak się czuję z pierścionkiem zaręczynowym na palcu? Czuję się spokojniejsza, bardziej bezpieczna. Czuję się kochana. Wiem, że związek ze mną jest bardzo trudny. Tym bardziej po ostatnich przejawach agresji z mojej strony w stosunku do Artura jest mi głupio i bardzo źle się z tym czuję. Ja go biję a on prosi mnie o rękę. Mam wrażenie, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, ale w takich chwilach, gdy jestem obłędnie zazdrosna, nawet o głupotę mam ochotę go zabić. I wówczas zupełnie nie kontroluję swoich emocji.

Oczywiście, że najbardziej na świecie chciałabym umieć reagować inaczej. Móc reagować inaczej. Zachować w każdej sytuacji spokój i opanowanie. Niestety w moim przypadku nie jest to możliwe. Już tyle razy próbowałam. Tyle razy obiecywałam sobie, że kiedy się wkurzę to zachowam spokój mimo wszystko. Guzik. I to z pętelką 😉 Nie udało się.

Agresja w borderline

Moja agresja bierze się z dwóch dominujących emocji: złości i gniewu. Do tego wszystkiego dochodzi najbardziej znienawidzone przeze mnie uczucie czyli bezsilność. Wiem wtedy, że nic nie mogę zrobić, że jestem zupełnie bezradna a to zawsze przeradza się we mnie w agresję. Przynajmniej to mogę zrobić: bić, kopać, szarpać mojego partnera.

Są takie słowa, które on wypowiada, a które działają na mnie jak płachta na byka. Nie oskarżam go w tym momencie, bo jestem świadoma tego, że problem tylko i wyłącznie leży po mojej stronie i że mojej agresji nie można w żaden sposób usprawiedliwiać. Mimo wszystko, gdy mówiąc mu, że mnie rani, słyszę od niego, że on znowu nie wie o co chodzi, to same pięści zaciskają mi się do bicia. 

Lęk w borderline

Jestem świadoma tego, że wszystkie negatywne emocje i odczucia we mnie biorą się z lęku. To on tworzy we mnie zazdrość, gniew, złość, agresję, bezradność i bezsilność. Ja po prostu panicznie się boję. Gdybym pokonała ten lęk zyskałabym życie, bo koszmar jaki teraz przeżywam życiem nie jest i nigdy się nim nie stanie. To tylko walka o przetrwanie kolejnego dnia.

Koszmar, w którym wspólnie ze mną uczestniczy mój partner, bo ostrze, którym ja ranię, zawsze jest obustronne i równie mocno uderza we mnie, jak i w osobę mi bliską. On też już się nauczył, że jeśli mnie czymś zrani, spowoduje, nawet niechcący, że zrobi mi się przykro to ja „pójdę na dno” ale pociągnę go ze sobą. Nie może być inaczej. Zawsze w takich chwilach oboje się pogrążamy.

Wspólne życie przypomina więc trochę wspólny spacer po polu minowym. Ręka w rękę krocząc obok siebie. Kiedy ja wybuchnę on wybuchnie razem ze mną. Ostrożność i przezorność więc jest tu bardzo wymagana i potrzebna. Ale czy to jeszcze jest związek? Czy to jest wspólne życie?