"Miłość w czasach zarazy".

„Miłość w czasach zarazy”.

„Miłość w czasach zarazy”.

Wczoraj wieczorem próbowałam poukładać sobie część swojej przeszłości. Dokładniej poprzedni związek, który dotąd traktowałam jako coś wyjątkowego co przytrafiło mi się w życiu, a że był to związek dwóch osób z borderline, wydawał mi się jeszcze bardziej niesamowity.

Dopiero niedawno zaczęłam postrzegać go w zupełnie inny sposób. Zrozumiałam, że nie był taki jak w moich wyobrażeniach. Ostatnio zupełne przypadkowo natrafiłam na pewne fakty dotyczące tamtej relacji i okazało się, że to w co wierzyłam było kłamstwem. A najprzedziwniejsze uczucie to to, że od samego początku czułam, że jestem oszukiwana. Tylko ten ktoś wmawiał mi, że nie.

Dopiero teraz, gdy relacja jest już zupełnie zakończona dowiedziałam się o tym i poczułam … ulgę. Już nie postrzegam tamtej osoby jako ważnej w moim życiu. Już nie czuję, że byłam kochana przez nią ponad wszystko. Teraz wiem, że byłam jedynie jej bardzo potrzebna i to wszystko.

Jakby z tego powodu przestałam tamtą relację idealizować i zaczęłam zupełnie inaczej postrzegać obecny związek. Zobaczyłam go w innych barwach, nadałam mu nową jakość.

I tak Artur musiał pojechać dziś zawodowo do Bolesławca. A wiedziałam, że stwierdzono tam dwa przypadki zachorowania na koronawirusa i bardzo się tym jego wyjazdem martwiłam. Miał jechać pks-em, ale kiedy dotarł na dworzec okazało się, że wszystkie autobusy i busy są odwołane.

Musiał jednak zdążyć na konkretną godzinę, bo był umówiony z klientami, więc wziął taksówkę i pojechał na dworzec PKP a stamtąd pociągiem do Bolesławca. Kiedy chciał jednak wrócić okazało się, że PKP odwołało większość pociągów i myśleliśmy oboje, że utknie tam.

Borderline kocha

I wtedy zdałam sobie tak naprawdę sprawę jak jest dla mnie ważny. Jak bardzo go kocham. Dopiero dziś miałam okazje to poczuć. Rozmawialiśmy przez telefon i on prosił mnie bym mu znalazła w internecie jakiekolwiek połączenie do domu a ja szukałam i ze stresu nic nie mogłam wyszukać.

Ponieważ czułam presję czasu, bo ostatni dziś pociąg w jakikolwiek kierunku odchodził do Zgorzelca Artur prosił bym sprawdziła o której ma stamtąd połączenie do domu a ja wpisywałam to drżącymi palcami na klawiaturze i ciągle otwierały się nie te strony, które chciałam.

-Nie potrafię Ci tego znaleźć. – rozpłakałam się do słuchawki. – Nie umiem tego sprawdzić. – i zaczęłam wyć z bezradności, z nerwów, ze strachu o niego.

-Wszystko jest w porządku Skarbie, uspokój się – mówił łagodnym, bardzo spokojnym tonem – Nic nie szkodzi, pojadę do Zgorzelca a potem zobaczę jakie będę miał połączenia do domu.

-Nie potrafię tego znaleźć. – wciąż szlochałam, ale on nadal mówił spokojnie:

-Nie musisz już szukać, wszystko ok, jadę do Zgorzelca, potem zobaczymy. Nie denerwuj się proszę. Wszystko jest dobrze. – Ja jednak nadal nie mogłam się uspokoić aż wreszcie powiedział:

-Skarbie, potrzebuję cię teraz spokojnej dla siebie i dla dzieci, proszę cię, dobrze? – i wtedy natychmiast się uspokoiłam by dać mu ten spokój i żeby dzieci były spokojne. Otarłam łzy i się rozłączyłam. A potem spokojnie już sprawdziłam wszystkie połączenia ze Zgorzelca do domu.

Oddzwoniłam i podałam mu najbliższy pociąg do domu. Nagle wszystko stało się takie proste. Obiecałam jemu i sobie i nawet dzieciom, że dziś nie będę się z nim kłócić o nic choćby nawet moje border mnie roznosiło. Tak bardzo cieszyłam się, że wróci cały i zdrowy do domu, do nas.

I wrócił. Byłam szczęśliwa i niczego więcej już nie potrzebowałam. Ot i tak wygląda miłość w czasie zarazy…

Visits: 25
Walentynki

Walentynki

Walentynki

Budzę się dziś rano, pomiędzy mną a Arturem dwójka dzieci – dwie córki. Potem Artur przynosi mi jak co dzień kawę do łóżka. Wręczam mu prezenty przygotowane wczoraj wieczorem z okazji dzisiejszych Walentynek: kubek, czekoladkę w kształcie serca, markową bluzkę i dwie pary spodni dresowych. Artur obejrzał wszystkie te rzeczy, przymierzył ubrania, podziękował i po chwili podszedł do mnie z czymś w dłoni. Siedziałam w pościeli jak zwykle oparta o ścianę i piłam kawę.

-„A to walentynka dla Ciebie” – powiedział dając mi czerwony woreczek z serduszkiem w środku. Serduszko okazało się pojemniczkiem a w środku znajdował się pierścionek, który wyciągnęłam drżącymi palcami. 

– „Zostaniesz moją żoną?” – zapytał.

– „Oczywiście że tak.” – odpowiedziałam i pocałowałam go. 

Moja starsza córka zaczęła wołać do syna, który jeszcze spał:

– „Szymon przegapiłeś zaręczyny mamy!” – a potem śpiewała, tańczyła i krzyczała z radości. Młodsza córka zupełnie nie wiedziała o co chodzi, ale na wszelki wypadek też się cieszyła i krzyczała i tak zaręczyny odbyły się w obecności moich dwóch córek. 

Na moim palcu widnieje śliczny pierścionek z pierwszą literką mojego imienia. Pierścionek, który wręczył mi mężczyzna, który bardzo mnie kocha i bez względu na wszystko musi też kochać moje borderline. Jak inaczej mógłby poprosić mnie o rękę, wiedząc czym jest moje zaburzenie? Wiedząc, że cała składam się z borderline.

Miłość to przedziwne uczucie. Silniejsze niż wszystko inne na świecie. Dopóki człowiek ją ma jest sens walczyć. Jest sens się starać. Jest sens pokonywać swoje słabości każdego dnia. Nie wyobrażam sobie życia bez niej.  

Visits: 52