Borderline relacja

Borderline relacja

Borderline relacja

Czy w Borderline relacja normalna jest możliwa? Nie. Ale jest możliwa relacja lepsza niż normalna. Osoba z Borderline potrafi dać w związku znacznie więcej niż osoba bez tego zaburzenia. 

Chcę tylko ją

Dwa razy w życiu zdarzyło mi się, że facet dla mnie się rozwiódł. Zostawił wszystko co miał, za pierwszym razem luksusowe mieszkanie, które kupił z własnych pieniędzy, dwoje dzieci, wygodny fotel, ciepłe kapcie i wiele lat małżeństwa. 

Za drugim razem dom z działką, syna, wiele lat małżeństwa. 

Jeden i drugi wyznał: 

-„Nie mogę żyć bez ciebie”. 

… I że cię nie opuszczę aż do śmierci

A potem oświadczyli mi się. Był to mój mąż, z którym mam dwoje dzieci i mój partner, z którym związałam się po śmierci męża. Do drugiego ślubu nie doszło, został odwołany na półtora tygodnia przed uroczystością.

Z kolei mój obecny facet mieszkał 500 km ode mnie. Miał bardzo dobrze płatną pracę, darmowe mieszkanie. Gdy mnie poznał przez internet, po trzech spotkaniach i setkach przegadanych godzin przez telefon oświadczył:

-„Nie chcę żyć bez Ciebie, jesteś miłością mojego życia”. 

Zostawił swoje życie: mieszkanie, pracę, wszystkich znajomych i rodzinę, spakował swoje rzeczy i przyjechał do mnie te 500 km a potem powiedział, że chce mieć ze mną dziecko. A gdy urodziła nam się córka poprosił mnie o rękę. 

Dlaczego Borderline jest wyjątkowe?

Jednak nie tylko ze swojego doświadczenia wiem, że w związku dajemy coś czego nikt inny nie może dać. I pomimo tych wszystkich negatywów kiedy jest dobrze jesteśmy kimś dla kogo druga połowa jest w stanie zrobić wszystko. Borderline relacja

Wiem to również od bliskich osób z borderline, które do mnie piszą, oraz z opinii, które udaje mi się znaleźć w internecie. Jeden z takich komentarzy zamieściłam w poście. Nie wszystkie opinie partnerów osób z BPD są negatywne jak mogłoby się wydawać. Są również takie, które sporo mówią o naszej wyjątkowości.  O tym, że na przykład po rozstaniu partnerzy mimo, że wiążą się z osobami bez zaburzeń, nie są w stanie się już w takich związkach odnaleźć. Ciągle brakuje im tego co przeżywali z osobą z Borderline. Borderline relacja

 

 

Do przodu

Do przodu

Udało mi się dzisiaj zrobić kilka kroków do przodu. Jestem z siebie bardzo dumna. Zaplanowałam rano, że postaram się przez godzinę albo nawet półtora być kimś innym. Kimś kim bardzo chcę być. Normalną, ciepłą, serdeczną i radosną kobietą, matką i partnerką. Nie będę się kłócić, czepiać o nic, płakać. Wystartowałam o 10.20. Do przodu

Po około 2,5 godzinie poczułam, że mam kryzys. Nagle pojawiło się w mojej głowie dziesiątki niepotrzebnych myśli. Byłam napięta i zestresowana, ale każdą złą myśl odbijałam od siebie jak piłeczkę rakietą tenisową. Niestety ona zataczała kółko i wracała. Wtedy znowu się jej na chwilę pozbywałam. Do przodu

Kiedy minęły trzy godziny zapomniałam o napięciu i stresie. Odzyskałam spokój. Negatywne emocje i myśli odeszły. Gdy brakowała już tylko 10 minut do pięciu godzin Artur powiedział coś co wytrąciło mnie zupełnie z równowagi i niestety stanęło na czasie 4 godziny 50 minut. Mimo wszystko byłam z siebie bardzo dumna, gdyż tak długo od dawna już nie wytrzymałam. Do przodu

Pobiłam rekord jaki sobie ustanowiłam. Miała być tylko godzina, góra półtora a wyszło prawie pięć. Do przodu

Udało mi się zarówno odgonić negatywne myśli jak i pozbyć się negatywnych emocji. Skupiałam się cały czas na tym, że tamtej Magdy chwilowo nie ma, a ta która jest w jej zastępstwie jest idealna. Poza tym kiedy przychodziło mi do głowy, że muszę o coś zapytać Artura, wmawiałam sobie natychmiast, że nic więcej ponad to co wiem już wiedzieć nie muszę. Kiedy nachodziła mnie przykra myśl natychmiast w jej miejsce wstawiałam pozytywną. 

 

borderline kłótnie

Wczoraj był dzień kłótni, praktycznie od samego rana do wieczora. O przeszłość. O lojalność. O inne postrzeganie świata. Dużo też rozmawialiśmy.

Wieczór był pełen namiętności pomimo nieporozumień. Od kilku dni już Artur wykazuje ogromne zainteresowanie seksem, do tego stopnia, że niemal bierze mnie siłą. 

Dzisiaj jest pozornie spokojnie i bez kłótni. Wciąż dużo rozmawiamy. Nie wiem czy to wpłynie na lepsze wzajemne zrozumienie. Dostrzegam niby jakiś niewielki przełom w naszej relacji, ale jak będę widziała to jutro – nikt tego nie wie. 

Skrajności emocjonalne

Skrajności emocjonalne

Skrajności emocjonalne

Zadziwia mnie moja osobowość.  Przyglądam się jej jak niezwykłemu zjawisku. Czasem jej nienawidzę, czasem podziwiam. Zawsze jej nie rozumiem.

Mogę być albo szczęśliwa albo nieszczęśliwa. Czasami, choć rzadko bywam spokojna i wyciszona. Bardzo odpowiada mi ten stan. Inspiruje mnie. 

Kiedy jestem szczęśliwa jak dziś na przykład, nie mogę powiedzieć nic o tym drugim skrajnym stanie moich emocji – uczuciu beznadziejnego bycia nieszczęśliwą. Dzisiaj bowiem nic nie wiem o sobie w tej drugiej wersji. Tamta Magda jest mi zupełnie obca, nie znam jej i nie rozumiem. A ona nie zna i nie rozumie mnie z dzisiaj, mnie szczęśliwej. 

Praktycznie nic nas nie łączy, chociaż żyjemy w jednym ciele. Jesteśmy swoim przeciwieństwem. Nie występujemy wspólnie, wykluczamy się a mimo to zamieszkujemy umysł jednej kobiety. Skrajności emocjonalne

Szczęście

Szczęście takie jak dziś to dla mnie słońce, jasność, ciepło, spokój pomieszany z euforią. Jest mi dobrze. Śpiewam. Zawsze kiedy czuję się szczęśliwa śpiewam sobie pod nosem. Moje szczęście jest zbudowane z poczucia bezpieczeństwa. To bardzo kruchy materiał. Wystarczy słowo lub gest mojego partnera a moje szczęście ginie w gruzach. Skrajności emocjonalne

Poczucie winy

Poczucie winy

Faktem jest, że mam poczucie winy po poronieniu. Gdyby nie moje zaburzenie może moje dziecko by żyło. Może gdybym była spokojna kiedy było w moim łonie, to ono nadal byłoby ze mną. Poczucie winy

Ale nie byłam. Miotały mną silne emocje i nieraz się zdarzyło, że rzucałam się z pięściami na mojego partnera. Krzyczałam wtedy i płakałam. Moje ciało było kłębkiem nerwów. Moje borderline robiło z nim co tylko chciało. Poczucie winy

Moja starsza córka znowu się pocięła. Być może też z powodu mojego BPD. Przemyśleliśmy z Arturem problem i stwierdziliśmy, że damy jej coś co pomoże jej rozładować wewnętrzne napięcie. Kupiliśmy jej worek do boksowania i matę do tańczenia. Taką, którą podłącza się do telewizora lub laptopa. Poczucie winy

Córka jest zachwycona, ale ja wiem, że to tylko substytut normalnej matki. Tak bardzo chciałabym nią być. Pewnego dnia się nią stać. Od kiedy córka opowiedziała mi o tym, jak trudno jej się żyje i dlaczego się tnie ani razu nie pokłóciłam się z Arturem w domu. Raz tylko poza domem, więc nie była tego świadkiem. 

Straciłam jedno dziecko. Drugie nie radzi sobie z emocjami. Czuję się rozdarta. Czuję się winna. Czuję się… borderline. 

Poczucie winy

kłótnia

Kłótnia

Wczorajsza kłótnia była największą ze wszystkich, do jakich dotąd doszło w naszym związku. Emocji było tak wiele, że oboje nie byliśmy w stanie nad nimi zapanować. 

Na szczęście po wszystkim udało nam się uspokoić, choć dopiero późno w nocy. Dzieci całą tą atmosferę wczorajszą bardzo przeżywały. Dziś starsza córka poprosiła mnie o rozmowę.

Pokazała mi pociętą cyrklem rękę na długości całego przedramienia i powiedziała, że nie radzi sobie z napięciem i potajemnie się tnie. Natychmiast przed oczami stanęła mi 12 letnia dziewczyna, z wiecznie pociętymi rękami. Tak bardzo podobna do mojej córki. Ta dziewczyna to ja.

Nie wiedziałam co zrobić. Powiedziałam córce, że dobrze, że przyszła z tym do mnie, że wiem jak jest jej trudno i rozumiem jej wewnętrzne napięcie oraz, że do jutra przemyślę co mogę zrobić by było jej łatwiej. Obiecałam też, że postaram się nie kłócić się tak bardzo z Arturem.

Czuję się zupełnie rozerwana między moim borderline a szczęściem moich dzieci. Zupełnie nie idą razem w parze a wręcz się wykluczą.

Borderka pisze....

Borderka pisze…

Borderka pisze…

Z cyklu moich opowiadań pt: „Zapisane i puszczone wolno…”

MORDERCZYNI

Patrzyłam jak lekko osuwa się z jej dłoni, którymi tuż przed chwilą odebrała jej życie. Spojrzała z półuśmiechem na swoją ofiarę, która teraz leżała tuż obok jej stóp.

– Zabiłaś ją, zabiłaś ją własnymi rękami – powiedziałam cedząc powoli każdą głoskę. – Odebrałaś jej życie – skończyłam a mój głos przeszedł w szept.
Zaśmiała się drwiąco.

– Ależ skąd? – powiedziała zdziwiona – Nie odebrałam jej życia. Darowałam jej śmierć. Obdarzyłam ją nią. Ofiarowałam jej ją. To prezent – powiedziała wesoło. Patrząc jednak na wyraz mojej twarzy zesmutniała i lekko dotknęła mojej dłoni. Cofnęłam odruchowo swoją. Chwilę temu z tej jej dłoni zginęła żywa istota. Czułam obrzydzenie.

A nie dalej jak wczoraj siedziałyśmy w kawiarni, jej dłonie trzymały białą, porcelanową filiżankę z kawą. Ujrzałam teraz ten obraz przed
oczami. Drobne palce z pomalowanymi bezbarwnym lakierem paznokciami, jeden skromny, złoty pierścionek na serdecznym palcu w kształcie oka, z rubinem osadzonym głęboko.

Co chwilę podnosiła filiżankę do ust a potem śmiejąc się opuszczała ją na stolik, opowiadała zabawne historie ze swojego dzieciństwa. Przechylała głowę na jedną stronę i pukle jasnych, kręconych włosów spadały jej miękko na policzek. Śmiałam się razem z nią, choć w niektórych historiach wyczuwałam fałsz. Jakby rodziły się one na poczekaniu w jej głowie i nigdy nie miały miejsca w rzeczywistości.

Jej dzieciństwo było tak idealne i szczęśliwe w jej opowiadaniach, tak pełne
zabawnych zdarzeń. Teraz patrzyłam na morderczynię i obraz z wczoraj nie zgadzał się z tym co widziałam teraz. Mój gest ją zdenerwował.

– O co ci chodzi? – krzyknęła mi w twarz. – Jesteś taka sama jak ci
wszyscy głupi ludzie, którzy niczego nie rozumieją.

Byłam na nią wściekła i rozżalona. Podniosłam z podłogi leżący maszynopis jej powieści. To miał być trzeci tom. Dwa pierwsze okazały się sukcesem. – Dlaczego tak często kończy się na trzeciej części. – myślałam załamana.

Jej bohaterka miała olbrzymi potencjał, mogła przeżyć jeszcze tysiące wspaniałych przygód, wielkich uniesień i upadków. Wszystko to zapewniłoby mojej przyjaciółce sukces komercyjny i nie tylko dzięki dwóm poprzednim częściom.

Teraz mogłam patrzeć tylko na jej śmierć w ostatnim wersie, ostatniej strony, wielkiej powieści mojej najlepszej przyjaciółki. I musiałam się z nią pogodzić. W końcu to była jej historia, nie moja, miała prawo ja zakończyć wedle własnego pomysłu.

upadek

Upadek

Upadek

Wczoraj mnie tu nie było, bo w ogóle mnie nie było. Gdzieś się zagubiłam. Miałam upadek, załamanie. Po kilku cudownych dniach spokoju i relaksu nadszedł gorszy dzień. Jednak tak jak pisałam w poprzednich postach upadek nie jest powodem, by nadal nie iść przed siebie. Więc wczoraj wieczorem pozbierałam się do kupy, złożyłam w całość swoje kawałeczki. Znów się pojawiłam. Znowu jestem. Ja, Magdalena, borderka podniosłam się i idę przed siebie.

Przedwczoraj wieczorem już była pierwsza awantura z Arturem, która wpłynęła na moje postrzeganie rzeczywistości. Chyba mocno we mnie uderzyła, bo miałam wiele problemu z tym, by myśleć nadal pozytywnie. Resztkami sił przywoływałam dobre, pozytywne myśli, ale zachowywały się jak dzikie koty. Próbujesz do nich podejść, pogłaskać je a one z daleka się obwąchują i po chwili widzisz jak znikają gdzieś w zaroślach.

CDN.

 

Diagnoza Borderline

Diagnoza Borderline

Diagnoza Borderline

Zawsze uważałam, że jestem „jakaś dziwna”. Znacie to uczucie? Myślałam, że coś jest ze mną nie w porządku. Dla mnie diagnoza, że mam borderline była wybawieniem i błogosławieństwem. Oczywiście z jednej strony potwierdzało się, że jest ze mną coś nie do końca halo, ale z drugiej strony uświadamiało, że takich ludzi jak ja na świecie jest mnóstwo. Sama świadomość, że nie jestem sama okazała się dla mnie bardzo pomocna. 

Myślałam, że samotnie zmagam się z BPD

Moje życie było zawsze samotnym podążaniem przez pustynię ludzkiego zrozumienia i zainteresowania dlaczego reaguję tak jak reaguję. Pustynia ta była bezkresna i jałowa w całej swej rozciągłości i nie było żywego ducha, który by cokolwiek z mojego zaburzenia chciał przyjąć, zaakceptować, zrozumieć, nauczyć się. Ten blog pokazał mi jak wiele osób podąża przez taką swoją pustynię, gdzie próżno szukać oazy ludzkiej empatii.

Blog o borderline

Kiedy zaczynałam prowadzić ten blog byłam co prawda przekonana, że robię dobrze podejmując się takiego zadania, z drugiej jednak strony miałam wiele obaw. Mimo tego, że nie zamierzałam skupiać się tylko na cyferkach i fakcie czy ktoś go czyta, czy też nie, bo blog miał pomagać przede wszystkim mnie, to jednak z uwagą śledziłam Google Analytics (rozbudowane informacje o ilości wejść na stronę).

Dziś chciałabym Wam Kochani Czytelnicy bardzo podziękować. Po pierwsze za to, że wchodzicie tu do mnie i mojego świata i to w ilościach, o których nawet mi się nie marzyło – około 60 nowych czytelników dziennie i o wiele więcej sesji, a więc nie poprzestajecie na pojedynczym wejściu danego dnia na moją stronę 🙂 

Po drugie za to, że ciągle piszecie same pozytywne wiadomości do mnie. Jest to bardzo miłe i budujące. Cieszę się, że uważacie mój blog za pomocny i przydatny. Dziękuję Wam za wszystkie prośby o radę, bo to znaczy, że macie do mnie zaufanie. Bardzo chciałabym Wam wszystkim pomóc, ale czasami nie wiem jak. Sama zmagam się od dawna z BPD i nie wiem wielokrotnie co zrobić, jaką decyzję podjąć w swoim życiu. 

Po trzecie dziękuję Wam za to, że gdzieś tam jesteście… Wiedząc, że świat pełen jest ludzi zagubionych w zaburzeniu pt. Borderline, nareszcie nie czuję się samotna. Oczywiście najbardziej chciałabym aby nikt z nas nie miał tego zaburzenia, żebyśmy MY wszyscy byli szczęśliwi i wolni. Wolni od siebie samych zniewolonych „chorobą”.  

efekt uboczny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Sama zwróciłam na to uwagę już wcześniej. Od paru dni zaczęło to do mnie dochodzić. Otóż bardzo zależało mi dotąd na poczuciu bezpieczeństwa co w moim słowniku oznaczało, że mój partner ma być cały mój i tylko mój.

Bez prawa do prywatności, bez możliwości odwrócenia gdziekolwiek wzroku w moim towarzystwie, bez możliwości swobodnego poruszania się zarówno w codziennym życiu (musiałam znać każdy jego krok, gdzie idzie, co robi, z kim się spotyka, z kim rozmawia) jak i internecie (musiałam wiedzieć na jakie strony wchodzi, jakie zdjęcia przegląda, jakiej słucha muzyki).

Jeśli cokolwiek w moim mniemaniu mnie dotykało, obrażało, bolało, krzywdziło najpierw była awantura i to na cztery fajerki a następnie szantaż. Mojemu partnerowi bardzo na mnie zależało, więc starał się do wszystkich tych moich wymagań  się dostosować i je spełniać.

I tak mijał czas. Mnie przeszkadzało coraz więcej a on coraz więcej starał się zmieniać w swoim zachowaniu. I tak próbując nadążyć za moimi nowymi wymaganiami, coraz to nowymi wymysłami, coraz to nowymi sytuacjami, które uznawałam jako „nie do zaakceptowania” coraz bardziej się ode mnie oddalał. Znikał gdzieś we mgle.

Wczoraj byliśmy z dziećmi na imprezie u mojego szwagra, który obchodził hucznie swoją pięćdziesiątkę. Lokal był spory, z salą do tańczenia, gdy włączyli muzykę część gości poszła w pląsy na parkiecie. Akurat wtedy nasza najmłodsza córeczka zasnęła Arturowi na rękach więc delikatnie kołysał się z nią w rytm muzyki. Ja siedziałam przy stole ale kiedy to zobaczyłam wydało mi się to słodkie i takie rozczulające, więc podeszłam do nich, objęłam ich oboje i zaczęłam kołysać się z nimi w takt muzyki. Patrzyłam na Artura ale on patrzył tylko w podłogę albo w córeczkę. Nie wiedziałam o co chodzi. Mówiłam do niego:

– „Ej, popatrz na mnie.” – ale on patrzył przez moment i znów spuszczał wzrok. Zupełnie nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Po przyjściu do domu oczywiście zrobiłam mu awanturę o to, że już mnie nie kocha, bo nawet na mnie nie patrzy. Poszłam spać przekonana, że to koniec naszego związku.

Dzisiaj jednak udało nam się spokojnie porozmawiać, bo też cały dzień był jakiś spokojny. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że zacięłam się wczoraj i stwierdziłam, że skoro on mnie już nie kocha to ja też nie mam już po co się jego o cokolwiek czepiać i zostawiłam go dzisiaj w spokoju. Pozwoliłam spokojnie pracować na komputerze, nie sprawdzałam jego komórki ani nie zaglądałam co chwila przez ramie co też tam aktualnie robi. Zajęłam się po prostu sobą i dzieckiem.

Wieczorem zaczęłam rozmowę i dużo się wyjaśniło. Między innymi to dlaczego wczoraj na mnie nie patrzył. Otóż powiedział mi, że sala była wypełniona ludźmi. Patrzył więc tylko w podłogę w jeden punkt albo w córkę ponieważ nie chciał bym pomyślała, że patrzy się na jakąkolwiek inną kobietę.

– „Gdybym tylko na moment uniósł wzrok, natychmiast stwierdziłabyś, że na kogoś patrzyłem. Nie chciałem byś miała jakiekolwiek wątpliwości. Ja na nikogo nie patrzę. Nikt mnie więcej poza Tobą i córką nie interesuje. Nie chcę byś sądziła, że kiedy tylko ruszę głową albo podniosę wzrok to się na kogoś gapię. Mam już dosyć tych pretensji do mnie o rzeczy, których nie robię. Nigdy ich nie robiłem. Nawet kiedy nie byłem z tobą. Ja po prostu nie mam takiej natury, by się gapić, lampić, lustrować kobiety. I nie ma to nic wspólnego z tobą. Takie mam zasady. Taki zawsze byłem. I teraz nagle ty po 50 latach mojego życia wciskasz mi, że ja to robię.”

Był trochę zły kiedy to mówił, ale też było mu przykro, bo broda mu latała i wiem już kiedy mu tak lata.

– „Patrzyłem wczoraj tylko pod nogi i na małą, żebyś znowu czegoś nie wymyśliła. Żebyś mnie znowu nie oskarżyła. Ale pamiętaj jedno. Ja zrobię wszystko co chcesz, bo mi na tobie zależy, ale to, że nie patrzę już na ciebie w miejscach publicznych to twoja zasługa. Ja się boję podnieść na ciebie wzrok, bo za każdym razem gdy na ciebie spoglądałem albo patrzyłem to mi mówiłaś, że patrzę na kobietę co przechodzi obok, albo na tą co stoi za tobą. I zaraz się odwracałaś sprawdzić kto tam za tobą stoi. A teraz stwierdziłem, że już zawsze będę miał wzrok wbity pod nogi i na ciebie też nie będę patrzył.”

I tym sposobem osiągnęłam tylko to, że mój partner po pierwsze odsuwa się ode mnie coraz bardziej. A po drugie to, że zaczął się zachowywać sztucznie, zupełnie nienaturalnie. I jestem pewna, że nie o to mi chodziło, gdy ciągle robiłam mu wymówki.