efekt uboczny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Sama zwróciłam na to uwagę już wcześniej. Od paru dni zaczęło to do mnie dochodzić. Otóż bardzo zależało mi dotąd na poczuciu bezpieczeństwa co w moim słowniku oznaczało, że mój partner ma być cały mój i tylko mój.

Bez prawa do prywatności, bez możliwości odwrócenia gdziekolwiek wzroku w moim towarzystwie, bez możliwości swobodnego poruszania się zarówno w codziennym życiu (musiałam znać każdy jego krok, gdzie idzie, co robi, z kim się spotyka, z kim rozmawia) jak i internecie (musiałam wiedzieć na jakie strony wchodzi, jakie zdjęcia przegląda, jakiej słucha muzyki).

Jeśli cokolwiek w moim mniemaniu mnie dotykało, obrażało, bolało, krzywdziło najpierw była awantura i to na cztery fajerki a następnie szantaż. Mojemu partnerowi bardzo na mnie zależało, więc starał się do wszystkich tych moich wymagań  się dostosować i je spełniać.

I tak mijał czas. Mnie przeszkadzało coraz więcej a on coraz więcej starał się zmieniać w swoim zachowaniu. I tak próbując nadążyć za moimi nowymi wymaganiami, coraz to nowymi wymysłami, coraz to nowymi sytuacjami, które uznawałam jako „nie do zaakceptowania” coraz bardziej się ode mnie oddalał. Znikał gdzieś we mgle.

Wczoraj byliśmy z dziećmi na imprezie u mojego szwagra, który obchodził hucznie swoją pięćdziesiątkę. Lokal był spory, z salą do tańczenia, gdy włączyli muzykę część gości poszła w pląsy na parkiecie. Akurat wtedy nasza najmłodsza córeczka zasnęła Arturowi na rękach więc delikatnie kołysał się z nią w rytm muzyki. Ja siedziałam przy stole ale kiedy to zobaczyłam wydało mi się to słodkie i takie rozczulające, więc podeszłam do nich, objęłam ich oboje i zaczęłam kołysać się z nimi w takt muzyki. Patrzyłam na Artura ale on patrzył tylko w podłogę albo w córeczkę. Nie wiedziałam o co chodzi. Mówiłam do niego:

– „Ej, popatrz na mnie.” – ale on patrzył przez moment i znów spuszczał wzrok. Zupełnie nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Po przyjściu do domu oczywiście zrobiłam mu awanturę o to, że już mnie nie kocha, bo nawet na mnie nie patrzy. Poszłam spać przekonana, że to koniec naszego związku.

Dzisiaj jednak udało nam się spokojnie porozmawiać, bo też cały dzień był jakiś spokojny. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że zacięłam się wczoraj i stwierdziłam, że skoro on mnie już nie kocha to ja też nie mam już po co się jego o cokolwiek czepiać i zostawiłam go dzisiaj w spokoju. Pozwoliłam spokojnie pracować na komputerze, nie sprawdzałam jego komórki ani nie zaglądałam co chwila przez ramie co też tam aktualnie robi. Zajęłam się po prostu sobą i dzieckiem.

Wieczorem zaczęłam rozmowę i dużo się wyjaśniło. Między innymi to dlaczego wczoraj na mnie nie patrzył. Otóż powiedział mi, że sala była wypełniona ludźmi. Patrzył więc tylko w podłogę w jeden punkt albo w córkę ponieważ nie chciał bym pomyślała, że patrzy się na jakąkolwiek inną kobietę.

– „Gdybym tylko na moment uniósł wzrok, natychmiast stwierdziłabyś, że na kogoś patrzyłem. Nie chciałem byś miała jakiekolwiek wątpliwości. Ja na nikogo nie patrzę. Nikt mnie więcej poza Tobą i córką nie interesuje. Nie chcę byś sądziła, że kiedy tylko ruszę głową albo podniosę wzrok to się na kogoś gapię. Mam już dosyć tych pretensji do mnie o rzeczy, których nie robię. Nigdy ich nie robiłem. Nawet kiedy nie byłem z tobą. Ja po prostu nie mam takiej natury, by się gapić, lampić, lustrować kobiety. I nie ma to nic wspólnego z tobą. Takie mam zasady. Taki zawsze byłem. I teraz nagle ty po 50 latach mojego życia wciskasz mi, że ja to robię.”

Był trochę zły kiedy to mówił, ale też było mu przykro, bo broda mu latała i wiem już kiedy mu tak lata.

– „Patrzyłem wczoraj tylko pod nogi i na małą, żebyś znowu czegoś nie wymyśliła. Żebyś mnie znowu nie oskarżyła. Ale pamiętaj jedno. Ja zrobię wszystko co chcesz, bo mi na tobie zależy, ale to, że nie patrzę już na ciebie w miejscach publicznych to twoja zasługa. Ja się boję podnieść na ciebie wzrok, bo za każdym razem gdy na ciebie spoglądałem albo patrzyłem to mi mówiłaś, że patrzę na kobietę co przechodzi obok, albo na tą co stoi za tobą. I zaraz się odwracałaś sprawdzić kto tam za tobą stoi. A teraz stwierdziłem, że już zawsze będę miał wzrok wbity pod nogi i na ciebie też nie będę patrzył.”

I tym sposobem osiągnęłam tylko to, że mój partner po pierwsze odsuwa się ode mnie coraz bardziej. A po drugie to, że zaczął się zachowywać sztucznie, zupełnie nienaturalnie. I jestem pewna, że nie o to mi chodziło, gdy ciągle robiłam mu wymówki.

Visits: 22
oddać tatę

Oddać tatę

Oddać tatę

Oddać można zwierzę do schroniska, albo brudne ubrania do pralni. Oddać można książkę do biblioteki, albo pożyczone pieniądze. A co jeśli trzeba oddać rodzica starego i schorowanego do hospicjum? Podjęłyśmy z siostrą decyzję, że oddamy tatę, ponieważ nie jesteśmy w stanie zapewnić mu 24godzinnej opieki jakiej on potrzebuje. Sam tlen powinien być mu podawany przez 12 godzin na dobę. Pomimo tego, że każdego dnia chodzimy do niego przynajmniej 3 razy dziennie to zdecydowanie za mało, w porównaniu do opieki jakiej on potrzebuje. Więcej o chorobie taty pisałam w tym poście. oddać tatę

Jeśli się uda to w środę transport medyczny powinien zawieźć go do ośrodka, w którym będzie mógł spokojnie spędzić ostatnie miesiące swojego życia. Zanim to jednak nastąpi będziemy musiały stoczyć z naszą mamą bój o tatę, ponieważ ona zdecydowanie się temu sprzeciwia. Oddanie taty do ośrodka pozbawi ją pieniędzy, które potrzebuje na picie. Jego pieniędzy, które powinny iść tylko i wyłącznie na jego potrzeby. Tymczasem są dysponowane przez mamę według jej uznania. oddać tatę

Przypuszczamy, że mama będzie stawiać czynny opór, czyli poza płaczem i histerią będzie również używała siły. Kiedy jest pod wpływem alkoholu, czyli niemal cały czas przejawia zachowania agresywne. Szarpie i bije osoby postronne. Czeka nas więc jutro trudny dzień, gdyż musimy jej oznajmić naszą decyzję, że pojutrze tata jednak trafi do ośrodka. Mimo, że odczuwam duży stres z tym związany nie boję się. Odczuwam nawet po części satysfakcję, że wreszcie tata będzie bezpieczny wbrew woli mamy, a także dlatego, że postawimy z siostrą wreszcie na swoim o co walczyłyśmy od roku. oddać tatę

Ostatnie dni taty w domu

Dziś rano byłam u taty dać mu śniadanie. Po nocy siedział w ogromnej kałuży moczu, tylko w rozpiętym swetrze i mokrych skarpetach. Trząsł się z zimna. Obok jego fotela, na którym teraz funkcjonuje czyli śpi, oraz spędza cały czas, leżał przemoczony pampers i mokre spodnie. Na szczęście potrafił sobie te mokre rzeczy z siebie ściągnąć, co mnie ucieszyło, gdyż od kilku dni niestety po nocy siedział w pampersie tak zasikanym, że przemokniętym na wylot z ranami na pośladkach od odparzeń. Ubrałam go więc dziś w suche, czyste rzeczy, założyłam nowego pampersa, nakarmiłam i zostawiłam. Moja pijana matka kręciła się po domu. Kiedy na nią patrzę czuję złość i obrzydzenie.oddać tatę

Wczoraj wieczorem po raz kolejny siostra próbowała położyć tatę do łóżka ale znów krzyczał, że nie chce i żeby tego nie robić. W pozycji leżącej natychmiast zaczyna się dusić i nie może złapać oddechu. Jest to duży problem ponieważ jego stopy są już tak sine i opuchnięte przez nieustanne trzymanie ich w dół a wszystko co położy mu się pod nie, by trzymał je wyżej tata skopuje albo odsuwa.

oddać tatę

Wątpliwości

Mam w sobie dużo sprzecznych odczuć związanych z oddaniem taty do specjalistycznego ośrodka. Bardzo nie pasuje mi to słowo „oddać” ale przecież tak jest, że się go oddaje, więc po co to usprawiedliwiać czy zastępować to innym słowem? Sytuacja taty się nie zmieni, jeśli to na gorsze, więc będzie potrzebował coraz więcej opieki. Sytuacja mamy też się nie zmieni. Będzie piła dotąd aż się zapije, ale nie chcę by przepijała pieniądze taty, kiedy się nim w ogóle nie zajmuje. Moja sytuacja mieszkaniowa również na razie się nie zmieni, choć od roku walczę o możliwość sprzedania mieszkania, w celu kupna większego. Na razie musimy w pięć osób pomieścić się w trzech pokojach na 56 m2.

Cały czas wierzyłam, że uda mi się na czas kupić nowe mieszkanie i zabrać tatę na te jego ostatnie miesiące życia do siebie. Niestety sprawa sądowa ciągnie się już rok i na razie nic nie zapowiada by miała się zakończyć. Co do mojej siostry to również nie jestem w stanie jej przekonać by wzięła tatę do siebie a zresztą wiem, że nie mam prawa jej do tego zmuszać. Poza tym tata naprawdę potrzebuje całodobowej opieki.

Więcej o tym.

Visits: 80
tata

Tata

Tata

Niedawno wróciłam od taty. Sama nie wiem dlaczego go tak nazywam. Mniejsza o to. Kiedy zmieniałam mu pampersa kazałam mu na chwilę wstać i trzymać się mnie za ramiona. Oczywiście wpierw musiałam podnieść go z fotela, na którym siedział. Dostrzegam znaczną różnicę we wkładanym przeze mnie w tę czynność wysiłku. Jakby był coraz cięższy choć naprawdę jest tylko coraz bardziej bezwolny. Stał tak i obejmował mnie gdy wciągałam mu pieluchomajtki a potem układałam koszulkę w spodniach. Czułam jakbym trzymała w ramionach dziecko. Takie wielkie dziecko. To samo odczuwałam kiedy go dziś karmiłam. Robiłam to z pewnego rodzaju namaszczeniem, sama nie wiem dlaczego. Każdy gest mój był precyzyjny i przemyślany. Na koniec wytarłam mu usta chusteczką i podałam kubek z sokiem.

Dziecko

Czułam jakby był moim małym dzieckiem. Jakbym karmiła swoją 9 miesięczną córeczkę chociaż ona jest ostatnio niemożliwa w czasie karmienia. Wyciąga z ust wszystko co jej włożę łyżeczką a potem rozciera sobie na twarzy i we włosach. Na szczęście przy trzecim dziecku mam więcej cierpliwości niż kiedykolwiek wcześniej. Tata jednak je bardzo ładnie, otwiera szeroko usta i zachowuje się jak najbardziej poprawnie w czasie gdy go karmię a mimo wszystko jest jak malutkie dziecko.

Matka

Ona jest martwa, chociaż oddycha. Leży pijana do nieprzytomności. Dziś nawet dwa razy odezwała się do mnie, raczej wybełkotała: „córciu”. Chwilę czekałam, bo myślałam, że coś doda, ale nie była w stanie nic więcej wypowiedzieć. Nie potrafię jej pomóc. Chyba nawet już nie chcę. Może 40 lat pomagania wystarczy. Ona nie chce pomocy i od nikogo jej nie przyjmie. W przyszłym tygodniu ponownie zgłoszę ją do Komisji Alkoholowej. To wszystko co zamierzam w jej temacie zrobić. Tata też jest już martwy, jego twarz jest opuchnięta i nalana. Jego stopy również są opuchnięte i sine. Tak wyglądały stopy mojego męża tuż przed śmiercią. Jego sylwetka jest skulona i schowana w sobie. Oboje nie żyją – jedynie wegetują. Jestem więc już sierotą. Pierwszy raz w życiu jestem sierotą. Nie! Zaraz! Przecież ja całe życie byłam sierotą. Ufff, co za ulga. Nic się nie zmieni.

Bieganie

Przez ostatnie moje złe samopoczucie nie biegałam ale zamierzam wrócić do tego i mam nadzieję, że jutro uda mi się pobić mój rekord na 1,5 km. To dodałoby mi sporo wiary w siebie i z pewnością bardzo zrelaksowało. Nie mogę się już doczekać. Po ostatnich kłótniach z Arturem jestem wykończona. Po dzisiejszej jeszcze wracam do równowagi chociaż minęło już 3,5 godziny. Nie mam na razie pomysłu jak znaleźć z nim wspólny język. On też nie. Na razie zostaje mi bieganie by rozładować negatywne emocje. 

 

Visits: 35
Borderline to żal

Borderline to żal

Borderline to żal

No a żal chodzi. O nic innego. Wszystkie inne emocje biorą się z żalu. Tak, to prawda, że lęk jest przeogromny i najsilniejszy u mnie. On determinuje wszystko. Mimo wszystko to od żalu wszystko się zaczęło. Borderline to żal

Matka kochała mnie bardzo, tak bardzo, że się dusiłam, nie mogłam oddychać, nie mogłam być sobą, nie mogłam dorosnąć. Wyręczała mnie we wszystkim, o wszystkim decydowała, kierowała mną, nie dając możliwości podejmowania decyzji. Wmawiała, że nic nie znaczę, że jestem nieporadna, słaba i żebym nawet nie myślała o tym, że mogłoby być inaczej. Twierdziła, że chce mnie ochronić przed rozczarowaniem. Że tak oczywiste jest to, że się nie nadaję, że nawet nie powinnam próbować. Borderline to żal

Kiedy była pijana nagle przestawała „mnie kochać”. Nie widziała mnie, nie odzywała się do mnie. Nie mówiła co mam robić. Nie kierowała mną. Wtedy nagle zostawałam sama, zdana tylko na siebie. Nie byłam do tego przystosowana, ponieważ w pozostałym czasie była przy mnie non-stop. Nie spuszczała mnie z oka. Miała wpływ na każdy mój krok. Takie chwile, gdy piła były dla mnie bardzo trudne. Borderline to żal
Borderline to żal

Czułam się porzucona

Czułam się  porzucona. Czułam się nikim. Nie rozumiałam co się dzieje. Z jakiego powodu pozbawia mnie swojej uwagi. Przejście z jednego stanu w drugi było płynne, choć poprzedzone jej nerwowością, po której następował okres „niedostępności”. Borderline to żal

Ojciec nic o mnie nie wiedział. Nie znał mnie. Byliśmy sobie zupełnie obcy. Nie mogłam na niego liczyć. Nie mogłam do niego przyjść gdy było mi źle. Słyszałam tylko jego ciągłe narzekanie do matki na mnie. Miał do niej pretensje, że źle mnie wychowuje, ale sam nigdy się tym nie zajął. Dla niego byłam „złym dzieckiem”. Do dziś nie wiem co to znaczyło.

Tak bardzo chciałabym żyć normalnie

Tak, mam żal. Taki olbrzymi, że mogłabym w nim utopić cały świat. Żal o to, że wydając mnie na świat oboje mnie skrzywdzili. Że z ich powodu cierpię już 41 rok życia i do dziś nie mogę się otrząsnąć. Od kiedy ojciec umiera na raka mój żal do niego topnieje, zmienia się w ogólny żal do życia. Tak bardzo chciałabym zacząć normalnie funkcjonować. Wiedzieć co to szczęście. Co to rodzina. Co to miłość. Co to spokój. Tak bardzo chciałabym normalnie żyć. 

Borderline – brak możliwości zmiany

Borderline to przedziwny stan. Jestem świadoma tego, że moja głowa mnie oszukuje. Oszukują mnie moje oczy, moje uszy. Oszukuje mnie mój umysł. Jestem tego świadoma. To tak jakbym ocknęła się nagle w czasie operacji na stole operacyjnym. Podana narkoza nie pozwoli mi się poruszyć ani dać znaku, że się wybudziłam i jestem świadoma, a mimo wszystko czuję wszystko.

Tak samo widzę swoje borderline. Co z tego, że jestem świadoma tego co się dzieje, skoro nie mogę zareagować? Nie mogę nic zmienić? Mechanizmy reakcji powstają w moim ciele zanim zdążę pomyśleć. Nie ma czasu na rozsądek. Nie ma czasu na przemyślenie. Nie ma czasu na przekonywanie samej siebie, że nic mi nie grozi. 

Ratunku! Atak paniki!

Co robić? Szukałam pomocy w internecie. Nie znalazłam jej. Co robić, gdy mam atak złości, lęku, paniki na raz? Jak się wyciszyć? Nie ma o tym ani słowa, bo czym są rady mówiące: „Postaraj się nie doprowadzać do sytuacji stresujących”? „Zapobiegaj przyszłemu stresowi„?
Borderline to żal

Żart? Nie wiem co mnie za chwile wyprowadzi z równowagi. Nie wiem, które słowo sprawi, że rzucę się na mojego partnera i będę chciała go bić. Kto pisze takie rady? Psychologowie? Uważam, że problem można usunąć tylko i wyłącznie u jego źródła, czyli w dzieciństwie. Nie ma możliwości aby usunąć skutek, nie usuwając przyczyny. Trzeba tam wrócić. Właśnie „tam”, do miejsca, w którym ktoś nas porzucił. Emocjonalnie lub fizycznie, lub jedno i drugie. Trzeba tamtemu dziecku w nas udzielić wsparcia i pomocy. Inaczej borderline będzie zawsze naszym katem.  Borderline to żal

Visits: 59
Borderline to przyzwyczajenie

Borderline to przyzwyczajenie

Nowa patelnia

Kupiłam dziś nową patelnię. Planowałam to od kilku lat. W końcu dziś podjęłam tę trudną dla mnie decyzję i ją kupiłam 😉 Brzmi komicznie? Otóż jest to w równym stopniu komiczne co tragiczne. A oto historia moich patelni. Wszystkie patelnie jakie mam kupiłam z moim świętej pamięci mężem, który od pięciu lat nie żyje. Kupowaliśmy je na początku naszej wspólnej wędrówki przez życie, która trwała nie mniej nie więcej tylko 18 lat. Nie trudno policzyć, że termin ważności tychże patelni minął dawno temu. Nie pozbyłam się ich jednak. Wszystkie je zostawiłam tak jak i bardzo wiele innych rzeczy wspólnie kupowanych i używanych przez mnóstwo lat. Wczoraj na przykład kupiłam nową deskę do krojenia. Moje dzieci bardzo oponowały przez pozbyciem się kilku starych drewnianych desek, twierdząc, że wszystkie one są lepsze od tej nowej i one nie chcą bym tamte wyrzucała. Zaczęłam im tłumaczyć, że tamte deski kupowałam wiele lat temu z ich tatem a ze względu na to, że są drewniane dawno już powinny zostać wymienione na nowe ze względów chociażby higienicznych. Kiedy je wczoraj wyrzucałam do śmietnika czułam dziwny żal. Trudno było mi się z nimi rozstać. Wszystkie takie rzeczy nasiąknięte są wspomnieniami i emocjami z nimi związanymi. Ponieważ to mój mąż gotował i rządził w kuchni w naszym domu, w każdej takiej rzeczy odnajduję jego. Myślę, że już czas pożegnać się z tymi starymi przedmiotami i pozwolić mojemu zmarłemu mężowi odejść z naszego życia. To już najwyższy czas, tym bardziej, że nowym panem domu jest teraz Artur, ojciec najmłodszej mojej córki. Gdy dzisiaj po raz pierwszy przygotowywałam posiłki na nowej patelni byłam zszokowana jak łatwo i szybko można to zrobić. Technika wykonania patelni poszła do przodu przez te kilkanaście lat, zmienił się też rodzaj powłoki i co najważniejsze na nowej patelni zupełnie inaczej to wszystko przebiega niż na starej i wysłużonej. I wtedy przyszło mi do głowy, że z powodu tych swoich przyzwyczajeń utrudniam sobie życie. Patelnie należało wymienić dawno temu. Przygotowanie potraw na nich od dawna byłoby już przyjemnością a nie trudnością. Pomimo tego trwałam w swoich przyzwyczajeniach i nie potrafiłam podjąć żadnej decyzji o zmianie. Tak sobie myślę, że borderline to też takie przyzwyczajenie. Przyzwyczajenie negatywnego myślenia, ustalonych wzorców zachowań, rutyny postępowania. Wystarczyłoby wymienić „coś” na nowe a wszystko inne również poukładałoby się lepiej, wygodniej i łatwiej.

Biegania ciąg dalszy

Zarówno wczoraj jak i dzisiaj biegałam. Znowu wpadłam w pułapkę zastawioną przez siebie. Zaczęłam porównywać swoje czasy i dystanse. Nie o to miało chodzić. Miałam skończyć z porównywaniem siebie, to tylko wpędza mnie w kompleksy. Od dziś koniec z tym. Biegam dla biegania, nie dla bicia rekordów. To odbiera mi całą radość z tego co robię. 

 

Visits: 38
Ciernie z dzieciństwa

Ciernie z dzieciństwa

Moja mama alkoholiczka

Rozmawiałam dzisiaj z moją siostrą, która wróciła od rodziców i zadzwoniła do mnie. Chciała mi opowiedzieć o tym co powiedziała jej mama, która pijana zaczęła wygarniać jej swoje żale. Zaczęło się od tego, że zaczęła opowiadać siostrze dlaczego pije. Mówiła, że to przez jej beznadziejne życie, przez to, że w dzieciństwie nie była kochana, nie była przytulana, akceptowana. Potem kiedy poznała mojego tatę miała nadzieję, że wszystko się zmieni, że znalazła kogoś z kim będzie jej dobrze. Okazało się to pomyłką, ojciec bił ją, znęcał się nad nią, nie dawał pieniędzy na życie i na dzieci. Znowu nie czułą się ani kochana ani akceptowana. Całe życie ze wszystkim zmagała się sama, również z wychowaniem nas: mnie i siostry. Trzecią ciążę mama usunęła. To wszystko podała jako powód swojego alkoholizmu. Słuchałam bardzo uważnie tego co mówiła siostra. Wiem, że ciernie z dzieciństwa wpływają na całe późniejsze dorosłe życie.

Alkoholizm kontra borderline

Z problem alkoholizmu też się zmagałam. Trudno inaczej kiedy miałam podawany alkohol jako dziecko od piątego roku życia. Moja mama nie widziała w tym nic złego a może po prostu chciała mieć we mnie towarzyszkę do picia. Dziś patrząc na moje dzieci nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji bym mogła podać im alkohol, ale co siedziało wówczas w mojej mamie wie tylko ona sama. Parę lat temu podjęłam próbę ograniczenia alkoholu. Piłam dużo, od 18 roku życia codziennie około 3 piw. Dziś dopiero kiedy patrzę na to z perspektywy czasu widzę w sobie początki alkoholizmu. Wtedy nie widziałam w tym nic złego. Zawsze tłumaczyłam się, że mam mocną głowę i nawet nie szumi mi w niej a tym bardziej nie kręci po wypiciu tej ilości. Zgadza się, mój organizm rzeczywiście nie reagował żadnymi widocznymi objawami pewnie z tego powodu, że od dziecka był przyzwyczajony do spożywania alkoholu. Nikt nie był w stanie się domyślić, że cokolwiek piłam: nie plątał mi się język, miałam pewny krok, wyraźne spojrzenie. Zresztą rzadko się upijałam, jakkolwiek to brzmi. Chodzi mi o to, że sporadycznie czułam się pijana. Pewnie dlatego, że nienawidzę tego stanu, gdy tylko poczuję w głowie lekki zawrót natychmiast przestaję pić. Nie cierpię „helikoptera”.  Kiedy zdarzyło mi się, że uderzyłam mojego partnera na oczach moich dzieci zupełnie o tym nie wiedząc, jakbym miała czarną dziurę w głowie, powiedziałam sobie DOŚĆ. Pomimo, że tego dnia nie wypiłam ani kropli. Przez 3 miesiące w ogóle nie sięgnęłam po piwo (jest to jedyny alkohol jaki spożywam), a potem zaczęłam je pić od czasu do czasu np. w weekend. Po urodzeniu ostatniego dziecka znów piję częściej niż przez ostatni okres w swoim życiu, ale nie codziennie. Staram się by nigdy nie przekraczać 3 dni w tygodniu, ale kiedy zdarza się, że piję przez 4 to mam wyrzuty sumienia i następnie próbuję zrobić dłuższą przerwę. Już sama nie wiem co jest gorsze: alkoholizm czy borderline. Jedno i drugie marnuje życie. 

Bieganie

Dziś zrobiłam sobie przerwę i nie pobiegłam. Nie tłumaczę się – po prostu nie pobiegłam. Oczywiście korci mnie by powiedzieć, że to dlatego, że Artur wrócił przeziębiony z Warszawy i dlatego, że dwójka z trójki moich dzieci jest chora itp. ale nie zrobię tego. Nie będę szukać powodu, wykrętu, usprawiedliwienia. Gdybym naprawdę chciała pobiec to bym to zrobiła, widać nie chciałam. 

Brak miłości

Podsumowując jeszcze to zjawisko cierni z dzieciństwa dochodzę do wniosku,  że każde niekochane, zaniedbywanie dziecko będzie w życiu miało trudno. Normalność to chyba klucz do szczęścia. Co zatem z tymi, którym nie udało się w dzieciństwie zaznać „normalności” i nie potrafią jej też zbudować sobie i najbliższym w życiu dorosłym? Ciśnie mi się na usta tylko jedno: mają przesrane. Ja jednak będę za wszelką cenę szukać wyjścia.  Sposobu by przeszłość przestała determinować moją teraźniejszość.

 

Visits: 41
rozstanie

Rozstanie

Rozstanie

Ech ta przeszłość. Wciąż powoduje, że „dzisiaj” jest chore i trudne. Artur wyjeżdżał dziś popołudniu do Warszawy na pogrzeb matki, która zmarła w zeszłym tygodniu. Odprowadzałam go na przystanek autobusowy. Było mi źle już od samego rana, a raczej od wczoraj. Bardzo przeżywałam jego wyjazd. Nie będzie go tylko jutro, pojutrze z samego rana wraca do domu, ale i tak jest mi bardzo trudno. Boję się, kiedy wyjeżdża nawet na krótko. Boję się, że coś złego może się stać, że go stracę, że już nie będzie mój. Jestem zazdrosna o wszystko. O to koło kogo będzie siedział w autobusie. O to kogo spotka na dworcu, w barze, w sklepie. Jakby każda inna osoba mogła mi go po prostu tak z miejsca odebrać. Jakby on chciał wszystkie te inne osoby zamiast mnie. Jakbym nie była warta jego uczucia, jego uwagi, jego zaangażowania. I boję się jeszcze czegoś, czegoś co jest dla mnie najgorsze, najstraszniejsze, najbardziej przerażające: że nie zerwie ze mną relacji, utrzyma ją wmawiając mi, że wszystko jest ok a za moimi plecami będzie mnie zdradzał, ranił, upokarzał. Wolałabym, żeby odszedł, niż gdyby miał cokolwiek złego zrobić w naszym związku.

I znowu wtedy odzywa się moja druga połowa, ta normalna, rozsądna. Ona wie, że Artur nie jest takim facetem, że mnie kocha, szanuje i nie zrobiłby mi krzywdy. Przez chwilę jej słucham. Przez chwilę jej wierzę. I nagle zaraz potem ona znika a w jej miejsce pojawia się moja chora strona, pełna urojonej zazdrości. Oczami wyobraźni widzę jak Artur patrzy na inne kobiety, podziwia je, analizuje, pragnie ich. Ta myśl bardzo mnie rani i jest nie do zniesienia. Potem na chwilę znowu uświadamiam sobie, że to tylko wytwór mojej wyobraźni. Artur tego nie robi. Nie mam nawet wątpliwości, że on tego nie robi ale chory umysł każe mi w to wierzyć. Ciągła walka między dwoma sprzecznymi osądami. Ciągłe przeciąganie liny między dwiema moimi stronami. W ciągu jednej minuty potrafię kilka razy zmienić swoje zdanie na ten temat: on jest dobry – on jest zły.

Visits: 37
zacznę biegać

Zacznę biegać

Zacznę biegać

Moje szczęście z przedwczoraj przeszło w załamanie wczoraj i stabilny stan emocjonalny dziś. Sama mam już dosyć tych chwiejnych nastrojów i ciągłego zmieniania się wszystkiego we mnie. Czy w ogóle jest we mnie coś co się nie zmienia? Nie mogę sobie teraz przypomnieć takiej rzeczy.

Dziś wreszcie z samego rana Artur porozmawiał ze mną spokojnie o sytuacji z czwartku i wyjaśnił dlaczego tak się zachował. Dzięki temu odzyskałam stabilizację, choć oczywiście tylko chwilową bo zapewne jutro rozpłynie się ona całkowicie. 

Podjęłam decyzję, że zacznę biegać. Może to po części chociaż pozwoli mi odreagować stres. Artur powiedział, że będzie mnie wspierać i będzie obok mnie. Pobiegłam dziś po raz pierwszy. Nigdy w życiu nie biegałam ani nie uprawiałam żadnej innej aktywności fizycznej, w-f był w szkole moją zmorą, bo niemal wszystkie ćwiczenia sprawiały mi bardzo dużo trudu, na metę zawsze dobiegałam ostatnia.

Całe życie miałam fatalną kondycję fizyczną, do tego ostania moja ciąża w wieku lat 40 bardzo wyeksploatowała mój organizm i była dla mnie prawdziwym ultramaratonem. Dziś pomimo idealnej sylwetki z trudem wchodzę na trzecie piętro. Zresztą zawsze byłam szczupła a mimo to ruch sprawiał mi trudność.

Dziś pokonałam dystans zaledwie 760 metrów a mimo to teraz bardzo bolą mnie mięśnie nóg, ale mam 41 lat i jeśli teraz czegoś z sobą nie zrobię to już nigdy nie zrobię. Dlatego stawiam sobie jasny cel: przebiec jednym ciągiem 60 km, bez limitu czasu bo nie o czas mi zupełnie chodzi. Chcę to zrobić dla siebie i tylko dla siebie.

Całe życie czułam się gorsza, bo nie potrafiłam biegać, skakać przez kozła, robić fikołków do tyłu czy podciągać się na rękach. Nienawidziłam zajęć z wychowania fizycznego i bardzo się wstydziłam swojej nieporadności. Teraz chcę pokazać sobie i tylko sobie, że potrafię się zmienić. Nie tylko pokonać borderline ale też inne swoje słabości.

 

 

Visits: 50
Nagle coś pęka

Nagle coś pęka

Nagle coś pęka

Jeśli doszłaś/doszedłeś już do momentu, w którym na nic nie czekasz, nie masz marzeń ani oczekiwań, to godzisz się z życiem, z tym jakie ono jest. Masz wrażenie, że tak miało być i nawet nie zgłaszasz roszczeń ani reklamacji. Przyjmujesz wszystko. Twoje włosy siwieją, oczy tracą blask. Sylwetka lekko pochyla się do przodu. Ręce zwisają spokojnie wzdłuż ciała.

Wieczorami długo patrzysz w ciemność ale nie starasz się w niej niczego dojrzeć. To stan wegetacji, na który sobie pozwalasz. Jeśli po tym stanie jednak twój los się odmienia i nagle pojawia się światełko w tunelu boisz się. Jesteś tak przerażona, że nie wiesz jak się zachować. Nie snujesz głośno planów, nie potrafisz już głośno cieszyć się swoim szczęściem i nie umiesz radzić sobie z radością.

Strach cię paraliżuje. Ale gdzieś głęboko w sobie kawałeczek po kawałeczku zbierasz cały świat od nowa do kupy. Gdzieś w zakamarkach podświadomości budujesz swoją przyszłość, choć pełna lęku. Następuje moment, w którym znowu jesteś szczęśliwa i wiesz, że to szczęście boli i cieszy w jednym stopniu. A potem nagle coś pęka.

Twoja Miłość, ten ktoś – magiczny, wyjątkowy, jedyny, ten, który zjawił się w tym najważniejszym momencie mówi słowa, które wszystko przekreślają i wiesz już, że wszytko stracone. Wiesz, że nigdy już nie wróci to co było przedtem. Na powrót zaczynasz umierać. Masz w tym wprawę. Bo czasem kilka słów lub jeden gest uświadamia ci, że to „coś” to nie jest to „coś” – jakbyś odwijała prezent zapakowany w gruby, kolorowy, błyszczący papier. Prawie czujesz jego zawartość, wiesz, że to ten oczekiwany i upragniony, ale po otwarciu okazuje się, że to coś zupełnie innego.

Nie potrafisz ukryć rozczarowania i nie wiesz co zrobić z zawartością pudła. Kiedy to przytrafia się po raz drugi jest łatwiej zwinąć wszystko razem i włożyć do szafy. Szybko połykasz łzy i one nawet nie przedostają się na zewnątrz. Jesteś pełna goryczy i żalu, ale ponieważ dzieje się to po raz drugi w twoim życiu całkiem dobrze jesteś sobie w stanie tym poradzić. A szczęście? Zniknęło i nie wiadomo czy jeszcze kiedyś powróci.

A miłość? Cóż można tu powiedzieć? Miłość zaskakująco łatwo zniszczyć. Wykończyć. Co boli najbardziej? Chyba pomyłka. Poczucie, że znowu dałaś się nabrać na słowa: „Będzie jak w bajce”. Boli to, że niechętnie, ze strachem i z oporem ale gdzieś cząstka ciebie uwierzyła. Tak, to ta wiara boli najbardziej. bo przecież raz komuś zaufać i zostać oszukanym to normalne, ale przy drugim razie boli cię twoja głupota i naiwność.

To ten moment kiedy uświadomiła sobie, że nie tylko śmierć może jej odebrać ukochaną osobę. Nagle okazało się, że może ją odebrać również życie. Zwykłe, codzienne życie.
Co się dzieje potem? Kiedy już milion razy nie wyszło. Kiedy już w nic nie wierzy i kiedy już wie, że nigdy nie uwierzy? Życie bez sensu. Ranne wstawanie tylko potem by wieczorem iść spać… 

Visits: 25
to koniec

To koniec

To koniec

W szkole bardzo podobała mi się książka „Granica” a zwłaszcza słowa jakimi się kończyła: „Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.” Zdarzało mi się w życiu przekraczać wiele granic, wszystkie one trwale coś zmieniały. Albo coś we mnie albo coś w moim otoczeniu. Dziś znów jest taki dzień, gdy coś ważnego się skończyło. I wcale nie chcę oceniać czy to dobrze czy źle, bo skoro się skończyło to znaczy, że skończyć się musiało.

Granica

Przekroczyłam dziś granicę, której nie wolno mi było nigdy przekraczać jeśli chciałam by nadal było tak jak dotychczas, ale z jakiegoś powodu przekroczyłam ją i już nie da się nic zrobić. Jakby rozpadło się wszystko w drobny pył ale tak naprawdę po prostu odeszło. Odwróciło się, spojrzało powiedziałabym, że bez żalu i po prostu odeszło w swoją stronę. Zakończył się mój związek, choć pozornie jeszcze trwa. Wiem co teraz będzie, bo wszystko to już się kiedyś wydarzyło. Błagałam dziś swojego partnera, choć nie powinnam tak jak niegdyś błagałam kogoś kto był przed nim i od tamtej pory każdego dnia przestawałam go kochać, aż przyszła chwila, gdy stał mi się zupełnie obojętny. Jakby nigdy nie istniał. A początek swój miało to w akcie błagania, choć wtedy ten ktoś pod wpływem mojego błagania zrobił to o co prosiłam, a dziś pomimo tego, że uklękłam przed obecnym partnerem i błagałam na kolanach odwrócił się i odszedł, uwalniając mnie jednocześnie od miłości, którą go darzyłam. To proste – nigdy już nie można być z kimś kogo choć raz się błagało o cokolwiek.

Niepotrzebne

Zostałam sama w swoim świecie i zrobiło się tu więcej miejsca. Jest też dużo więcej spokoju. Doszłam do wniosku, że nikogo nie potrzebuję w moim świecie i nikt nie jest tu niezbędny. Czasami jest się sierotą od urodzenia nawet jeśli rodzice żyją. Kiedy jest nam źle nie możemy do nich przyjść, nie możemy się poskarżyć ani poprosić o pomoc. Jesteśmy zdani tylko na siebie. Kiedy mamy problem oni go wyśmiewają albo lekceważą. Kiedy płaczemy krzyczą na nas, żebyśmy nie histeryzowali. Czasami jest się sierotą od urodzenia nawet jeśli rodzice ciągle żyją. Jestem sierotą. Mój partner nie może być moim rodzicem. Nie zastąpi mi ojca. Nie da mi czułości i miłości, o której całe życie marzyłam. Nie obroni mnie przed niczym. Nie przytuli kiedy na to liczę. Nie porozmawia kiedy ja tego potrzebuję. To zupełnie osobny byt, który niczego mi nie zastąpi. Właśnie to zrozumiałam. On tylko „jest” i to wszystko. Czy jest jakaś różnica kiedy go nie ma? Całe życie szukałam w partnerze nieobecnego ojca z dzieciństwa. Chciałam by załatał we mnie wszystkie dziury i powiedział, że teraz już będzie dobrze. On tego nie potrafi. A ja nie potrafię go kochać, bo związek całe życie myliłam z opieką nade mną. Wypełnianiem mnie w pustych miejscach. Zapewnianiem, że warta jestem „być”. W innym związku nie potrafię być i nie wiem czy chcę. 

Visits: 47