Żegnaj Borderline - Lekcja 2

Żegnaj Borderline – Lekcja 2

Żegnaj Borderline – Lekcja 2

Trzy dni spokoju, poczucia ulgi i wolności, aż tu dziś załamanie. Mimo, że od piątku byłam bardzo pozytywnie nastawiona i nakręcona, że wszystko mi się uda. Mimo, że udało mi się uwierzyć, że mam moc decydowania o tym jak w pozytywny sposób zmieni się moje życie i przyszłość. Mimo, że utrzymywałam się w tym stanie przez trzy dni z dobrym rezultatem: nie było płaczu ani moich skrajnych emocji, to jednak dziś rano coś się zadziało.

Straciłam na chwilę chyba wiarę. To była chwila ale starczyła by wszystko się posypało. Znów kłótnia z Arturem, znowu łzy. Poczułam jak tracę grunt pod nogami. Chciałam za wszelką cenę temu zaradzić ale się nie udało. Jednak w głębi siebie się nie poddałam, nawet kiedy widziałam już, że moja nowa filozofia rozbija się o szarą codzienność, o zwykłe codzienne problemy, w środku walczyłam.

Miałam łzy w oczach, gdy kłóciłam się z Arturem ale nie pozwoliłam im swobodnie popłynąć. Spadły tylko dwie. Resztę zatrzymałam. Za wszelką cenę starałam się myśleć pozytywnie, chociaż wydawało mi się to już głupie i bezsensu. Co mi szkodzi? – myślałam. Co mi szkodzi pomimo tego, że wszystko wróciło nadal wierzyć, że będzie dobrze, nadal myśleć pozytywnie?

Im bardziej próbowałam w myślach układać sobie: on cię kocha, zrobiłby dla ciebie wszystko – tym bardziej wydawało mi się to głupie. Im bardziej przekonywałam siebie, że mimo, że on nie chce rozmawiać ze mną teraz, to porozmawia potem, jak ochłonie. Nienawidzę, gdy w czasie kłótni mówi do mnie: – „Nie chcę z tobą rozmawiać” i wychodzi. Czuję się wtedy opuszczona, porzucona. 

Siła umysłu

Dziś jednak znów to zrobił a potem powiedział, że wychodzi i poszedł sobie. Czułam jak rozpacz próbuje mnie wciągnąć ale uparłam się i mimo, że wydawało mi się to niedorzeczne i sztuczne, powtarzałam w myślach: później z tobą porozmawia, wszystko ci wytłumaczy, porozmawiacie normalnie i będzie ok. I w wyobraźni widziałam, że tak właśnie będzie. Cały czas to sobie wizualizowałam. 

I kiedy było mi już strasznie źle i myślałam, że za chwilę rzucę się w ramiona mojego borderline Artur zadzwonił do mnie. Powiedział gdzie był i gdzie teraz idzie a potem nagle dodał zupełnie innym, niższym tonem:

-„Co ja miałem jeszcze powiedzieć? Słuchaj… chcę z tobą porozmawiać. Wytłumaczę ci. Byłem wściekły na ciebie, bardzo wściekły, dlatego tak zareagowałem… – i zaczęliśmy normalnie gadać a on wytłumaczył mi wszystko co mnie bolało. Byłam naprawdę tym zadziwiona, tym, że zadziałało. 

Mogę wszystko myślałam podekscytowana. Jestem panią własnego losu. Mój umysł osiągnie wszystko w co uwierzę. To prawda, że umysł to potężna siła. Ludzie, którym przekazano wiadomość o tym, że są chorzy zaczynali umierać na tę chorobę nawet wówczas, gdy okazało się, że ktoś pomylił wyniki i podał im błędną informację a jednak medycyna zna mnóstwo takich przypadków, że osoby nie będące chore umarły na choroby, które przez pomyłkę ktoś u nich zdiagnozował. 

I odwrotnie, osoby ciężko chore, niemal umiejące, dzięki sile umysłu, wiary w to, że wyzdrowieją wychodzą z najcięższych chorób, co wciąż zdumiewa lekarzy. Wszystko jest w głowie. To prawda. Nigdzie więcej tylko w głowie. 

A potem siedząc sobie na kanapie patrzyłam jak Artur pracuje przy komputerze. Zrobił sobie chwilę przerwy, więc poprosiłam czy mógłby usiąść przy mnie na kanapie i wypić ze mną kawę. Przyszedł ale usiadł po drugiej stronie kanapy i zrobiło mi się przykro. I znowu poczułam, że to ponad moje siły ale w głowie układałam sobie, że pewnego dnia on sam zacznie przychodzić do mnie i mnie przytulać. Że nauczy się tego. Że zrozumie jak bardzo mi tego brakuje. 

Czułam się jak kompletna idiotka wyobrażając sobie, jak Artur sam z siebie będzie w przyszłości do mnie podchodził i okazywał mi czułość. Było to bardzo trudne, gdy wrócił po chwili do laptopa i znowu się w nim zatopił. Miałam wrażenie jakbym wykonywała olbrzymi wysiłek fizyczny. Jakbym przeładowywała wagon węgla łopatą ale postanowiłam, że się nie poddam.

Nie szkodzi, że mnie nie przytulił, kiedyś w końcu mnie przytuli – myślałam uporczywie. Układałam to w myślach kilka minut. I nagle stał się cud. Gdy tak wizualizowałam to sobie nagle on wstał od stołu, gdzie pracował i usiadł obok mnie obejmując mnie ramieniem. Siedziałam tyłem do niego w tym momencie, więc ze zdziwieniem się obejrzałam. On siedział i mnie obejmowałam. Nie mogłam uwierzyć. 

Nie wiem jak to się stało ale stało się. Do tej pory myślałam zawsze negatywnie i wszystkie te myśli mi się sprawdzały. Teraz kiedy uporczywie staram się myśleć pozytywnie i od razu to sobie wyobrażać te rzeczy też się sprawdzają. To jest niesamowite. Dzięki temu coraz bardziej wierzę w sukces wszystkiego co robię.