Borderline – radość życia

Wstałam wściekła, bo Artur rano na mnie nakrzyczał. Już nawet nie pamiętam o co, bo na pół pogrążona byłam jeszcze we śnie. Potem cały dzień mnie nosiło. Chodziłam wściekła, krzyczałam i klęłam a wszyscy domownicy schodzili mi z drogi. Zwłaszcza Artur. 

Najmłodsza córka przyglądała mi się z zainteresowaniem. Nie cierpię płakać czy się wściekać kiedy Mała na mnie patrzy. Mam wtedy zawsze poczucie, że robię coś bardzo złego i świadomość, że niechcący krzywdzę swoje dzieci.

W tej złości udało mi się wygrać z Arturem w backgammon 🙂  Więc jednak stres zdecydowanie mi w tym pomaga.

Wieczorem wszystko się uspokoiło. Starsza córka zrobiła mi make-up i sobie. Świetnie się przy tym bawiłyśmy i śmiałyśmy.

Borderline- radość życia

Artur w tym czasie przygotował mi przepyszną kolację. Po kolacji była jak zwykle wspólna kąpiel, a później film. Takie proste rzeczy, które wydawałyby się nic nie znaczące, ale dają codzienną, prostą radość życia. I co najważniejsze są przeznaczone również dla nas – ludzi z borderline. 

Borderline - jest dobrze

Borderline – jest dobrze

Borderline – jest dobrze i spokojnie od dwóch dni. Czy to zasługa tego, że podejrzewamy ciążę, czy ciężkiej pracy a może jednego i drugiego. 

Codziennie też od dwóch dni przegrywam z Arturem w backgammon. Zastanawiam się czy to znak, że potrafię logicznie myśleć tylko w czasie wzmożonego stresu? Artur żartuje, że zaprogramował pionki w taki sposób, że mogą wygrać tylko białe, a ponieważ ja gram zawsze czarnymi dlatego przegrywam. 

Powiedziałam mu, że się nie poddam i nie zmienię koloru pionków,, mimo, że on twierdzi, że jeśli zagram białymi to natychmiast wygram. Jestem oczywiście uparta i staram się za wszelką cenę wygrać czarnymi. Na 13 rozgrywek w ciągu dwóch dni udało mi się to tylko raz.

Czasami kiedy jesteśmy na siebie za coś wściekli, Artur po prostu rozkłada planszę do gry. Siadamy wtedy tacy źli na siebie i zaczynamy grać. Wówczas najczęściej wygrywam. To bardzo zastanawiające. orderline –

dobrze

Wampiry energetyczne

A teraz coś niesamowitego, co udało mi się znaleźć o nas – osobach z borderline. Szczerze przyznam, że jestem pod wrażeniem tego jak inni potrafią postrzegać zarówno nas, jak i nasze zaburzenie. Zachęcam do zajrzenia tu, ale ostrzegam: możecie być w ciężkim szoku. 

stres

Stres

Do lekarza nie udało mi się zarejestrować ani wczoraj ani dziś, pewnie to dlatego, że szaleje wirus i chorych jest więcej niż przewidzianych miejsc. Swoim zwyczajem próbowałam dojść przyczyny sama, wertując dziesiątki stron i schematów w necie. Wiem już jedno, nie jest to migrena z całą pewnością. Głowa boli mnie obecnie w całości za wyjątkiem twarzy. Chwilami zdarza się, że ból jest pulsujący, jednak przez większość czasu jest tępy i stały o jednakowym natężeniu. Dziś na przykład pojawia się tylko przy pochylaniu, w pozostałych pozycjach prawie nie występuje. Wszystko to ogólnie dziwnie się przedstawia, a internet jasno wskazał u mnie na nerwicę. No i jak mam się nie zgodzić? Jestem zestresowana cały czas, bez przerwy, z każdego byle powodu jak i bez powodu. Moje ciało i umysł nigdy się nie relaksują. Jedyna czynność, która mnie relaksowała – bieganie – została porzucona ze względu na ból głowy. 

Stres robi ze mną co chce. Nie potrafię się przed nim bronić. Wystarczy słowo albo gest mojego partnera a już cała kipię ze złości. Nie oskarżam go, wiem doskonale, że wina leży po mojej stronie; po stronie borderline. Trudno mi sobie nawet wyobrazić, że mogłabym zareagować inaczej. Już od tak dawna reaguję w ten właśnie sposób: widzę gest albo słyszę słowa, które wyprowadzają mnie z równowagi i rzucam mu się do gardła. I nie odpuszczę dopóki nie poczuję się bezpieczna. To straszne zarówno dla niego jak i dla mnie, jak i dla całej naszej rodziny. Tylko mój najstarszy 14 letni syn ma do tego dystans. Kiedy mam swój „atak” syn zwykle mawia: „Ocho, mama ma atak borderline” i szybko zamyka się w swoim pokoju. Mówi to z niejakim przekąsem, z uśmiechem na twarzy, co również mnie złości, ale na to potrafię nie reagować.