Święta, święta …

Święta mijają w spokojnej i rodzinnej atmosferze. Objadamy się, bawimy, śmiejemy, tańczymy, gramy i śpiewamy. Układamy puzzle. Całkowity relaks. Moja starsza córka powiedziała dziś, że to najlepsze święta od wielu lat, pomimo, że przegrała z nami w Chińczyka 😉

Ja też czuję się spokojna, chwilami jest mi tak dobrze jak już dawno nie było. Podchodzę wtedy do Artura, obejmuję go za szyję i mówię: „Dobrze mi z Tobą”. A on się śmieje i droczy ze mną: „Nie wierzę Ci”. A potem razem się śmiejemy.

Czuję, że moje ciało jest osłabione. Wczoraj ponownie miałam krwotok. Po trzech dniach ronienia mój organizm domaga się już regeneracji. Dlatego dzisiejszy relaks był mi bardzo potrzebny.

Jestem już bardzo śpiąca 😴 ale Artur bardzo chce dokończyć układanie puzzli dzisiaj więc jeszcze z nim posiedzę.

 

 

Święta Wielkanocne

Święta Wielkanocne będą w tym roku inne niż wszystkie poprzednie. Będzie mi bardzo brakowało mojego aniołka, którego już nie ma przy mnie. Czuję się pusta i jałowa. 

Wczoraj wieczorem graliśmy całą rodzinką w Chińczyka i nagle siedząc przy stole poczułam dziwne ciepło. Potem odruchowo dotknęłam spodni na swoim brzuchu, które nagle zrobiły się mokre. Nie widziałam koloru tej mokrej plamy, bo spodnie były w ciemnym kolorze, ale i tak wiedziałam co się stało.

Artur złapał mnie i zaprowadził do łazienki. Wszystko miałam przemoczone krwią. Siedząc na sedesie poczułam po raz kolejny, że coś rodzę. Coś dużego. Kiedy się podniosłam w ubikacji było tyle krwi, że nie byłam w stanie dostrzec co to było. Być może łożysko albo już sama nie wiem co.

Roniłam tak dwa dni, wczoraj i przedwczoraj. Raz po raz pojawiały się kolejne obfite krwotoki. Dzisiaj wszystko wróciło do normy, choć wciąż czuję się bardzo słaba. 

Kiedy leżeliśmy wczoraj z Arturem w łóżku powiedziałam mu, że mój czas już chyba nadszedł. Najpierw ten „zawał” czy cokolwiek innego to było. Teraz to poronienie. Mam wrażenie, że idę w jednym kierunku. Artur mocno ścisnął moją rękę i już nie chciał jej wypuścić. Trochę mnie to rozśmieszyło, bo nie mogłam nawet odwrócić się na bok. Po prostu ściskał ją i nie puszczał. Jakby nie chciał, żebym odeszła…