oddać tatę

Oddać tatę

Oddać tatę

Oddać można zwierzę do schroniska, albo brudne ubrania do pralni. Oddać można książkę do biblioteki, albo pożyczone pieniądze. A co jeśli trzeba oddać rodzica starego i schorowanego do hospicjum? Podjęłyśmy z siostrą decyzję, że oddamy tatę, ponieważ nie jesteśmy w stanie zapewnić mu 24godzinnej opieki jakiej on potrzebuje. Sam tlen powinien być mu podawany przez 12 godzin na dobę. Pomimo tego, że każdego dnia chodzimy do niego przynajmniej 3 razy dziennie to zdecydowanie za mało, w porównaniu do opieki jakiej on potrzebuje. Więcej o chorobie taty pisałam w tym poście. oddać tatę

Jeśli się uda to w środę transport medyczny powinien zawieźć go do ośrodka, w którym będzie mógł spokojnie spędzić ostatnie miesiące swojego życia. Zanim to jednak nastąpi będziemy musiały stoczyć z naszą mamą bój o tatę, ponieważ ona zdecydowanie się temu sprzeciwia. Oddanie taty do ośrodka pozbawi ją pieniędzy, które potrzebuje na picie. Jego pieniędzy, które powinny iść tylko i wyłącznie na jego potrzeby. Tymczasem są dysponowane przez mamę według jej uznania. oddać tatę

Przypuszczamy, że mama będzie stawiać czynny opór, czyli poza płaczem i histerią będzie również używała siły. Kiedy jest pod wpływem alkoholu, czyli niemal cały czas przejawia zachowania agresywne. Szarpie i bije osoby postronne. Czeka nas więc jutro trudny dzień, gdyż musimy jej oznajmić naszą decyzję, że pojutrze tata jednak trafi do ośrodka. Mimo, że odczuwam duży stres z tym związany nie boję się. Odczuwam nawet po części satysfakcję, że wreszcie tata będzie bezpieczny wbrew woli mamy, a także dlatego, że postawimy z siostrą wreszcie na swoim o co walczyłyśmy od roku. oddać tatę

Ostatnie dni taty w domu

Dziś rano byłam u taty dać mu śniadanie. Po nocy siedział w ogromnej kałuży moczu, tylko w rozpiętym swetrze i mokrych skarpetach. Trząsł się z zimna. Obok jego fotela, na którym teraz funkcjonuje czyli śpi, oraz spędza cały czas, leżał przemoczony pampers i mokre spodnie. Na szczęście potrafił sobie te mokre rzeczy z siebie ściągnąć, co mnie ucieszyło, gdyż od kilku dni niestety po nocy siedział w pampersie tak zasikanym, że przemokniętym na wylot z ranami na pośladkach od odparzeń. Ubrałam go więc dziś w suche, czyste rzeczy, założyłam nowego pampersa, nakarmiłam i zostawiłam. Moja pijana matka kręciła się po domu. Kiedy na nią patrzę czuję złość i obrzydzenie.oddać tatę

Wczoraj wieczorem po raz kolejny siostra próbowała położyć tatę do łóżka ale znów krzyczał, że nie chce i żeby tego nie robić. W pozycji leżącej natychmiast zaczyna się dusić i nie może złapać oddechu. Jest to duży problem ponieważ jego stopy są już tak sine i opuchnięte przez nieustanne trzymanie ich w dół a wszystko co położy mu się pod nie, by trzymał je wyżej tata skopuje albo odsuwa.

oddać tatę

Wątpliwości

Mam w sobie dużo sprzecznych odczuć związanych z oddaniem taty do specjalistycznego ośrodka. Bardzo nie pasuje mi to słowo „oddać” ale przecież tak jest, że się go oddaje, więc po co to usprawiedliwiać czy zastępować to innym słowem? Sytuacja taty się nie zmieni, jeśli to na gorsze, więc będzie potrzebował coraz więcej opieki. Sytuacja mamy też się nie zmieni. Będzie piła dotąd aż się zapije, ale nie chcę by przepijała pieniądze taty, kiedy się nim w ogóle nie zajmuje. Moja sytuacja mieszkaniowa również na razie się nie zmieni, choć od roku walczę o możliwość sprzedania mieszkania, w celu kupna większego. Na razie musimy w pięć osób pomieścić się w trzech pokojach na 56 m2.

Cały czas wierzyłam, że uda mi się na czas kupić nowe mieszkanie i zabrać tatę na te jego ostatnie miesiące życia do siebie. Niestety sprawa sądowa ciągnie się już rok i na razie nic nie zapowiada by miała się zakończyć. Co do mojej siostry to również nie jestem w stanie jej przekonać by wzięła tatę do siebie a zresztą wiem, że nie mam prawa jej do tego zmuszać. Poza tym tata naprawdę potrzebuje całodobowej opieki.

Więcej o tym.

tata

Tata

Tata

Niedawno wróciłam od taty. Sama nie wiem dlaczego go tak nazywam. Mniejsza o to. Kiedy zmieniałam mu pampersa kazałam mu na chwilę wstać i trzymać się mnie za ramiona. Oczywiście wpierw musiałam podnieść go z fotela, na którym siedział. Dostrzegam znaczną różnicę we wkładanym przeze mnie w tę czynność wysiłku. Jakby był coraz cięższy choć naprawdę jest tylko coraz bardziej bezwolny. Stał tak i obejmował mnie gdy wciągałam mu pieluchomajtki a potem układałam koszulkę w spodniach. Czułam jakbym trzymała w ramionach dziecko. Takie wielkie dziecko. To samo odczuwałam kiedy go dziś karmiłam. Robiłam to z pewnego rodzaju namaszczeniem, sama nie wiem dlaczego. Każdy gest mój był precyzyjny i przemyślany. Na koniec wytarłam mu usta chusteczką i podałam kubek z sokiem.

Dziecko

Czułam jakby był moim małym dzieckiem. Jakbym karmiła swoją 9 miesięczną córeczkę chociaż ona jest ostatnio niemożliwa w czasie karmienia. Wyciąga z ust wszystko co jej włożę łyżeczką a potem rozciera sobie na twarzy i we włosach. Na szczęście przy trzecim dziecku mam więcej cierpliwości niż kiedykolwiek wcześniej. Tata jednak je bardzo ładnie, otwiera szeroko usta i zachowuje się jak najbardziej poprawnie w czasie gdy go karmię a mimo wszystko jest jak malutkie dziecko.

Matka

Ona jest martwa, chociaż oddycha. Leży pijana do nieprzytomności. Dziś nawet dwa razy odezwała się do mnie, raczej wybełkotała: „córciu”. Chwilę czekałam, bo myślałam, że coś doda, ale nie była w stanie nic więcej wypowiedzieć. Nie potrafię jej pomóc. Chyba nawet już nie chcę. Może 40 lat pomagania wystarczy. Ona nie chce pomocy i od nikogo jej nie przyjmie. W przyszłym tygodniu ponownie zgłoszę ją do Komisji Alkoholowej. To wszystko co zamierzam w jej temacie zrobić. Tata też jest już martwy, jego twarz jest opuchnięta i nalana. Jego stopy również są opuchnięte i sine. Tak wyglądały stopy mojego męża tuż przed śmiercią. Jego sylwetka jest skulona i schowana w sobie. Oboje nie żyją – jedynie wegetują. Jestem więc już sierotą. Pierwszy raz w życiu jestem sierotą. Nie! Zaraz! Przecież ja całe życie byłam sierotą. Ufff, co za ulga. Nic się nie zmieni.

Bieganie

Przez ostatnie moje złe samopoczucie nie biegałam ale zamierzam wrócić do tego i mam nadzieję, że jutro uda mi się pobić mój rekord na 1,5 km. To dodałoby mi sporo wiary w siebie i z pewnością bardzo zrelaksowało. Nie mogę się już doczekać. Po ostatnich kłótniach z Arturem jestem wykończona. Po dzisiejszej jeszcze wracam do równowagi chociaż minęło już 3,5 godziny. Nie mam na razie pomysłu jak znaleźć z nim wspólny język. On też nie. Na razie zostaje mi bieganie by rozładować negatywne emocje. 

 

urojona zazdość, mój ojciec umiera

Mój ojciec umiera

Mój ojciec umiera …

Mój ojciec umiera każdego dnia na moich oczach. Rak zjada go kawałek po kawałku. Kiedy do niego przychodzę woła do mnie:

-Kasia, Kasia.

A ja głaszczę go po włosach. Ma demencję starczą. Nie porozumiewa się już z otoczeniem. Od czasu do czasu wypowiada albo wykrzykuje tylko pojedyncze słowa. Najczęściej jednak milczy. Rozgląda się wokół i bada uważnie wzrokiem otoczenie. Nikt z nas, jego najbliższych nie wie na ile jest świadomy tego co się dzieje. Zdarza się, że chce coś powiedzieć, szuka słów, ale zdaje się jakby nie potrafił ich sobie przypomnieć. Wtedy się bardzo denerwuje. Zastanawiam się co by mi jeszcze chciał powiedzieć gdyby znów potrafił normalnie się komunikować.  I czy miałby mi jeszcze coś do powiedzenia.

Autor moich zaburzeń

Patrzę na ojca bez współczucia, ale z żalem. Bez litości ale z chęcią pomocy mu. Jest autorem moich zaburzeń. Pozbawił mnie miłości ojcowskiej, która uważam, należała mi się. Nie otrzymałam od niego również nigdy czułości ani akceptacji. Brak tego drugiego pokutuje do dziś w moich relacjach z innymi ludźmi, zwłaszcza z partnerami. Wpływa również na moją niską samoocenę.  Nigdy nie czułam się przez niego kochana co odbierałam w taki sposób, że nie zasługuję na jego miłość. Może nie zasługuję też w ogóle na miłość. To stworzyło we mnie przekonanie, że skoro nie jestem warta miłości, to każdy mój partner z jakim się związałam w życiu szukał tylko okazji by nie dotrzymać mi wierności.

Urojona zazdrość

Na urojoną zdradę cierpię od zawsze, a pierwsze syndromy tego zaburzenia zauważyłam u siebie w czasie relacji z moim pierwszym chłopakiem. Miałam wtedy 16 lat i zazdrość o niego powodowała dziwne i niepokojące sygnały ze strony mojego organizmu. Każdy kolejny związek potwierdzał tylko, że z moją zazdrością o partnera jest coś nie w porządku. Nie jest ona normalna. Powoduje bardzo toksyczne relacje. Kiedy pojawia się u mnie zazdrość zmieniam się w inną osobę. Staję się agresywna. Nie jestem wtedy w stanie zapanować nad moimi emocjami. Mam wrażenie, że mój partner robi mi krzywdę i śmieje mi się z tego w nos. Kiedy atak zazdrości mija a ja odzyskuję równowagę zaczynam dostrzegać, że nic takiego nie miało miejsca. Pomagają mi w tym bardzo szczere rozmowy z partnerem. Życie z takim zaburzeniem nie jest życiem. To marnowanie czasu zarówno sobie jak i mężczyźnie, który jest ze mną związany. Każdego dnia cierpię z powodu urojonej zdrady, chociaż tylko w przypadku jednego partnera zdrada się potwierdziła. To jakby tylko wzmocniło wówczas moje zaburzenie. Mimo, że związek ten zakończył się wiele lat temu, wciąż odczuwam konsekwencje tego co się wtedy wydarzyło. Podejrzewam mojego obecnego partnera o to, że zachowuje się dokładnie tak samo jak tamten facet. Pomimo, że od pierwszej chwili widzę i czuję, że to zupełnie inny typ człowieka. Mojemu umysłowi i tak trudno to przyswoić.

Czy gdybym miała ojca …

Czy gdybym miała ojca kochającego mnie i w pełni akceptującego nie byłabym dziś zazdrosna o partnera? Jestem o tym przekonana i jestem w stanie to sprawdzić. Wystarczy, że zmienię wspomnienia. Oszukam sama siebie, że moje dzieciństwo wyglądało zupełnie inaczej. Wystarczy, że zarówno moje ciało jak i mój umysł w to uwierzą. Wtedy moje życie powinno się radykalnie zmienić. Czy tak się stanie? Przetestuję to, ale najpierw muszę do końca wysłuchać dziecko w sobie. To małe zranione dziecko, które pragnie tylko jednego: żeby bardzo uważnie posłuchać tego co ma do powiedzenia. Kiedy to już zrobię zmienię swoją przeszłość i swoje życie.

Podobnie gdyby moi rodzice nie byli alkoholikami nie miałabym dziś DDA. Z drugiej strony gdyby moi rodzice byli inni nie byłoby też dzisiaj mnie. Gdyby mnie kochali, akceptowali, rozumieli to dziś na moim miejscu byłaby pewna siebie i przekonana o swojej wartości kobieta, prawdopodobnie bez zaburzeń. Szczęśliwa i czerpiąca radość z każdego dnia. A „mnie” by nie było…