Ratunku, mam atak!

Ratunku, mam atak!

Ratunku, mam atak!

Wpisywałam to zdanie dziś rano w internet szukając pomocy. Niestety znajdowało tylko artykuły o tym, że w borderline ludzie miewają ataki gniewu i złości. Dobrze, że raczyli mnie poinformować bo pewnie bym się nie domyśliła 😉

Przez dwie godziny rzucałam się po mieszkaniu jak ryba na patelni i nie wiedziałam co mam ze sobą począć. Byłam wściekła na mojego partnera, bo jak tylko wyszedł z domu sprawdziłam historię w jego laptopie i to co tam znalazłam bardzo mi się nie spodobało. Nie, nie było tam żadnych podejrzanych treści typu portale randkowe czy nagie fotki. Nic z tych rzeczy.

Po prostu mój sposób postrzegania świata i spraw różni się bardzo od normalnego. I tak coś co dla reszty ludzi byłoby zupełnie normalne i neutralne we mnie wywołało atak. To ten moment, kiedy mojemu partnerowi udaje się odbezpieczyć we mnie granat i następnie musi dojść do wybuchu. No i tak się stało, gdy zobaczyłam czego szukał wczoraj w internecie.

Treści jak już wspomniałam były naprawdę zupełnie zwyczajne, ale nie dla mojego chorego umysłu. On potraktował je jako zagrożenie nr 1 i przystąpił do detonacji ładunku. Problem polegał na tym, że mojego partnera nie było przy mnie, gdy to znalazłam i przez dwie godziny musiałam radzić sobie sama z tym atakiem. Nawet nie wiem czego to atak. Coś jakby gniew połączony ze złością i zazdrością. Może strach i panika. Trudno powiedzieć.

Chciałam, żeby ktoś mi pomógł ale jednocześnie zdawałam sobie sprawę, że już nic mi nie pomoże. I dzisiaj to sprawdziłam. W takich momentach nie ma możliwości powstrzymania ataku. Próbowałam sobie najlepiej jak potrafiłam wytłumaczyć, ale na marne. Próbowałam się czymś zająć. Też nic. Próbowałam myśleć o zupełnie innych sprawach. Nie udało się. 

Kiedy wrócił mój partner niestety agresja we mnie wzrosła na tyle, że dałam jej upust. Znowu mu się dostało. Biłam na oślep. Wyszedł z domu. Kiedy ponownie wrócił powiedziałam, że ja muszę wyjść i poszłam sobie. 

Wiem co nie działa

Słuchałam relacji ludzi z syndromem urojonej zdrady, którzy twierdzili, że pomagała im zmiana otoczenia. Na przykład wychodzili na chwilę, albo odchodzili gdzieś na bok a potem wracali do swojego partnera i rzeczywistość już wyglądała inaczej. Udało im się przez ten czas uspokoić.

Przetestowałam to ostatnio, gdy wyszłam z domu na 40 minut i dziś, gdy zniknęłam na godzinę zajmując się innymi sprawami. Na mnie nie tylko to nie działa ale wręcz jest gorzej. Przez ten czas, gdy mnie nie ma przy partnerze nakręcam się myślami do tego stopnia, że gdy wracam mam ochotę rozbić mu wazon na głowie 😉 

Widać muszę od razu, z miejsca i na pniu wyjaśnić całe zajście. Inaczej negatywne uczucia się we mnie mnożą. Muszę też sprawdzić inną wersję. Jeśli nie da się powstrzymać odbezpieczonego granatu to co zrobić, by nie został odbezpieczony.

Wiem co działa

Sprawdziłam też dzisiaj co na mnie działa pozytywnie ale to już nie w momencie ataku tylko wtedy, gdy jestem już spokojna. Wtedy potrafię sobie bardzo dużo rzeczy wytłumaczyć i zamienić gniew czy złość w pozytywne emocje.

I tak na przykład już drugi dzień z rzędu pomimo awantury przygotowywałam wspólną kąpiel. Zaprosiłam do niej Artura, a on powiedział, że zaraz przyjdzie. Czekałam jakiś czas ale nie przychodził. Oczywiście wściekłam się już w środku i zaczęłam mu w myślach wymyślać co miałam zamiar zamienić na wymyślanie w słowach, gdy tylko wreszcie przyjdzie.

Zajrzał w końcu do łazienki i mówi, że usypia córkę, bo się zbudziła, więc nie przyjdzie. W pierwszej kolejności zadziałał automat i już w myślach układałam sobie jak mu powiem:

-Ach tak! Ja już drugi dzień próbuję się z tobą wspólnie wykąpać i znowu nie wychodzi, bo coś!

Ale tak sobie siedzę w tej wannie dłużej i myślę:

-Magda, weź się ogarnij.!Spróbuj pomyśleć pozytywnie!

I już po chwili myślę sobie tak:

– Boże, jaki cudowny facet. Poszedł i zajął się usypianiem naszego dziecka, które płakało, żebym ja mogła się tu spokojnie wykąpać i zrelaksować w wannie. Powinnam być mu wdzięczna. Nie każdy facet postąpiłby tak samo. Pewnie nie jeden powiedziałby: – „Dziecko płacze, wyjdź z łazienki.”

Visits: 23
efekt uboczny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Sama zwróciłam na to uwagę już wcześniej. Od paru dni zaczęło to do mnie dochodzić. Otóż bardzo zależało mi dotąd na poczuciu bezpieczeństwa co w moim słowniku oznaczało, że mój partner ma być cały mój i tylko mój.

Bez prawa do prywatności, bez możliwości odwrócenia gdziekolwiek wzroku w moim towarzystwie, bez możliwości swobodnego poruszania się zarówno w codziennym życiu (musiałam znać każdy jego krok, gdzie idzie, co robi, z kim się spotyka, z kim rozmawia) jak i internecie (musiałam wiedzieć na jakie strony wchodzi, jakie zdjęcia przegląda, jakiej słucha muzyki).

Jeśli cokolwiek w moim mniemaniu mnie dotykało, obrażało, bolało, krzywdziło najpierw była awantura i to na cztery fajerki a następnie szantaż. Mojemu partnerowi bardzo na mnie zależało, więc starał się do wszystkich tych moich wymagań  się dostosować i je spełniać.

I tak mijał czas. Mnie przeszkadzało coraz więcej a on coraz więcej starał się zmieniać w swoim zachowaniu. I tak próbując nadążyć za moimi nowymi wymaganiami, coraz to nowymi wymysłami, coraz to nowymi sytuacjami, które uznawałam jako „nie do zaakceptowania” coraz bardziej się ode mnie oddalał. Znikał gdzieś we mgle.

Wczoraj byliśmy z dziećmi na imprezie u mojego szwagra, który obchodził hucznie swoją pięćdziesiątkę. Lokal był spory, z salą do tańczenia, gdy włączyli muzykę część gości poszła w pląsy na parkiecie. Akurat wtedy nasza najmłodsza córeczka zasnęła Arturowi na rękach więc delikatnie kołysał się z nią w rytm muzyki. Ja siedziałam przy stole ale kiedy to zobaczyłam wydało mi się to słodkie i takie rozczulające, więc podeszłam do nich, objęłam ich oboje i zaczęłam kołysać się z nimi w takt muzyki. Patrzyłam na Artura ale on patrzył tylko w podłogę albo w córeczkę. Nie wiedziałam o co chodzi. Mówiłam do niego:

– „Ej, popatrz na mnie.” – ale on patrzył przez moment i znów spuszczał wzrok. Zupełnie nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Po przyjściu do domu oczywiście zrobiłam mu awanturę o to, że już mnie nie kocha, bo nawet na mnie nie patrzy. Poszłam spać przekonana, że to koniec naszego związku.

Dzisiaj jednak udało nam się spokojnie porozmawiać, bo też cały dzień był jakiś spokojny. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że zacięłam się wczoraj i stwierdziłam, że skoro on mnie już nie kocha to ja też nie mam już po co się jego o cokolwiek czepiać i zostawiłam go dzisiaj w spokoju. Pozwoliłam spokojnie pracować na komputerze, nie sprawdzałam jego komórki ani nie zaglądałam co chwila przez ramie co też tam aktualnie robi. Zajęłam się po prostu sobą i dzieckiem.

Wieczorem zaczęłam rozmowę i dużo się wyjaśniło. Między innymi to dlaczego wczoraj na mnie nie patrzył. Otóż powiedział mi, że sala była wypełniona ludźmi. Patrzył więc tylko w podłogę w jeden punkt albo w córkę ponieważ nie chciał bym pomyślała, że patrzy się na jakąkolwiek inną kobietę.

– „Gdybym tylko na moment uniósł wzrok, natychmiast stwierdziłabyś, że na kogoś patrzyłem. Nie chciałem byś miała jakiekolwiek wątpliwości. Ja na nikogo nie patrzę. Nikt mnie więcej poza Tobą i córką nie interesuje. Nie chcę byś sądziła, że kiedy tylko ruszę głową albo podniosę wzrok to się na kogoś gapię. Mam już dosyć tych pretensji do mnie o rzeczy, których nie robię. Nigdy ich nie robiłem. Nawet kiedy nie byłem z tobą. Ja po prostu nie mam takiej natury, by się gapić, lampić, lustrować kobiety. I nie ma to nic wspólnego z tobą. Takie mam zasady. Taki zawsze byłem. I teraz nagle ty po 50 latach mojego życia wciskasz mi, że ja to robię.”

Był trochę zły kiedy to mówił, ale też było mu przykro, bo broda mu latała i wiem już kiedy mu tak lata.

– „Patrzyłem wczoraj tylko pod nogi i na małą, żebyś znowu czegoś nie wymyśliła. Żebyś mnie znowu nie oskarżyła. Ale pamiętaj jedno. Ja zrobię wszystko co chcesz, bo mi na tobie zależy, ale to, że nie patrzę już na ciebie w miejscach publicznych to twoja zasługa. Ja się boję podnieść na ciebie wzrok, bo za każdym razem gdy na ciebie spoglądałem albo patrzyłem to mi mówiłaś, że patrzę na kobietę co przechodzi obok, albo na tą co stoi za tobą. I zaraz się odwracałaś sprawdzić kto tam za tobą stoi. A teraz stwierdziłem, że już zawsze będę miał wzrok wbity pod nogi i na ciebie też nie będę patrzył.”

I tym sposobem osiągnęłam tylko to, że mój partner po pierwsze odsuwa się ode mnie coraz bardziej. A po drugie to, że zaczął się zachowywać sztucznie, zupełnie nienaturalnie. I jestem pewna, że nie o to mi chodziło, gdy ciągle robiłam mu wymówki.

Visits: 22
Rozmowa z moim umysłem cz.1

Rozmowa z moim umysłem cz.1

Rozmowa z moim umysłem cz.1

Leżę sobie dzisiaj w wannie w gorącej wodzie i się relaksuję. Zanurzam się w niej cała i nagle nie wiadomo skąd i dlaczego przed oczami staje mi e-mail wysłany do mojego Artura, który kilka godzin wcześniej dostrzegłam na jego poczcie e-mailowej. Akurat rozmawialiśmy o czymś związanym z czymś co przyszło na jego e-maila, więc tak stałam przy nim, gdy siedział przy komputerze i patrzyłam raz na niego raz na te jego e-maile, gdy nagle dostrzegłam e-mail od jakiejś Małgorzaty.

Nigdy nie wiem dlaczego nagle mnie to dopada. To jest chwila. Jakaś scena staje mi przed oczami albo przypominają mi się jakieś słowa i już mam atak. Nie wiem czy to atak paniki czy strachu po prostu, a może niepohamowany atak zazdrości ale w każdym razie jest to atak. I tak było dzisiaj, gdy w relaksującej kąpieli nagle dopadł mnie obraz tego emaila. 

Nie zapytałam od razu Artura o tę Małgorzatę, więc ni stąd ni zowąd przyszło mi to na myśl a mój umysł już się postarał, by przyjemną kąpiel zamienić mi w koszmar. 

„Małgorzata, Małgorzata.” – powtarzałam w myślach, ale nie mogłam sobie przypomnieć nikogo o tym imieniu, kto mógł do niego napisać.

– To na pewno ktoś związany z jego sprawami zawodowymi napisał. – pocieszałam się.

-Hmm, może i tak ale zawsze lepiej sprawdzić. – radził mój umysł

-Przecież to na pewno coś nieważnego,  w przeciwnym wypadku by mi powiedział. – upierałam się.

-Mógł zapomnieć ci wspomnieć. – twierdził mój umysł

– Nie znam żadnej Małgorzaty.

– Ty nie ale on pewnie tak.

-Zapytam go później.

-Zapytaj go teraz.

-Przecież się kąpię, nie będę specjalnie teraz wychodzić z wanny by go to pytać.

-Wyjdź natychmiast z wanny i się dowiedz co to za Małgorzata do niego napisała i z jakiego powodu.

Tu skapitulowałam, wyszłam z wanny i poszłam zapytać Artura o tę Małgorzatę. Nie pamiętał żadnego e-maila od Małgorzaty i nie kojarzył nikogo o tym imieniu, ale otworzył emaila i powiedział:

-„Proszę, sprawdź sobie co tam potrzebujesz.”

Zazdrość

Sprawdziłam, znalazłam e-maila od Małgorzaty i okazało się, że to pani z biura księgowego Artura oczywiście w sprawie księgowej jego firmy. Czułam się już jak idiotka kiedy pędziłam z tej łazienki do niego pytać o tego emaila, ale potem to się dopiero czułam jak skończona idiotka. Oczywiście jak za każdym razem w takiej sytuacji obiecałam sobie, że to był ostatni raz i więcej tego nie zrobię. 

Nie wiem jak on ze mną wytrzymuje. Gdyby on sprawdzał każdego mojego emaila i smsa chyba bym zwariowała. Tym czasem on w ogóle mnie nie kontroluje, za to ja każdy jego krok. 

Visits: 36
zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Jak się czuję z pierścionkiem zaręczynowym na palcu? Czuję się spokojniejsza, bardziej bezpieczna. Czuję się kochana. Wiem, że związek ze mną jest bardzo trudny. Tym bardziej po ostatnich przejawach agresji z mojej strony w stosunku do Artura jest mi głupio i bardzo źle się z tym czuję. Ja go biję a on prosi mnie o rękę. Mam wrażenie, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, ale w takich chwilach, gdy jestem obłędnie zazdrosna, nawet o głupotę mam ochotę go zabić. I wówczas zupełnie nie kontroluję swoich emocji.

Oczywiście, że najbardziej na świecie chciałabym umieć reagować inaczej. Móc reagować inaczej. Zachować w każdej sytuacji spokój i opanowanie. Niestety w moim przypadku nie jest to możliwe. Już tyle razy próbowałam. Tyle razy obiecywałam sobie, że kiedy się wkurzę to zachowam spokój mimo wszystko. Guzik. I to z pętelką 😉 Nie udało się.

Agresja w borderline

Moja agresja bierze się z dwóch dominujących emocji: złości i gniewu. Do tego wszystkiego dochodzi najbardziej znienawidzone przeze mnie uczucie czyli bezsilność. Wiem wtedy, że nic nie mogę zrobić, że jestem zupełnie bezradna a to zawsze przeradza się we mnie w agresję. Przynajmniej to mogę zrobić: bić, kopać, szarpać mojego partnera.

Są takie słowa, które on wypowiada, a które działają na mnie jak płachta na byka. Nie oskarżam go w tym momencie, bo jestem świadoma tego, że problem tylko i wyłącznie leży po mojej stronie i że mojej agresji nie można w żaden sposób usprawiedliwiać. Mimo wszystko, gdy mówiąc mu, że mnie rani, słyszę od niego, że on znowu nie wie o co chodzi, to same pięści zaciskają mi się do bicia. 

Lęk w borderline

Jestem świadoma tego, że wszystkie negatywne emocje i odczucia we mnie biorą się z lęku. To on tworzy we mnie zazdrość, gniew, złość, agresję, bezradność i bezsilność. Ja po prostu panicznie się boję. Gdybym pokonała ten lęk zyskałabym życie, bo koszmar jaki teraz przeżywam życiem nie jest i nigdy się nim nie stanie. To tylko walka o przetrwanie kolejnego dnia.

Koszmar, w którym wspólnie ze mną uczestniczy mój partner, bo ostrze, którym ja ranię, zawsze jest obustronne i równie mocno uderza we mnie, jak i w osobę mi bliską. On też już się nauczył, że jeśli mnie czymś zrani, spowoduje, nawet niechcący, że zrobi mi się przykro to ja „pójdę na dno” ale pociągnę go ze sobą. Nie może być inaczej. Zawsze w takich chwilach oboje się pogrążamy.

Wspólne życie przypomina więc trochę wspólny spacer po polu minowym. Ręka w rękę krocząc obok siebie. Kiedy ja wybuchnę on wybuchnie razem ze mną. Ostrożność i przezorność więc jest tu bardzo wymagana i potrzebna. Ale czy to jeszcze jest związek? Czy to jest wspólne życie?  

Visits: 48
zrozumieć siebie

Zrozumieć siebie

Zrozumieć siebie

Cisza… 

Syn gra na komputerze, starsza córka jest poza domem z przyjaciółką i wróci dopiero wieczorem, młodsza zasnęła w swoim łóżeczku. Artur jest w pracy. Ja leżę na kanapie owinięta kocem i próbuję się zrozumieć. Nigdy mi się to jeszcze nie udało. Czuję się jak bohater bajek, który musiał wykonać zadanie niewykonalne, bo jeśli tego nie zrobił to ginął. Był pożerany przez smoki albo zrzucany w czeluść piekielną.

Najczęściej na turniejach rycerskich bywało tak, że rycerz musiał wykonać zadanie albo trzy zadania, które decydowały o jego życiu i ręce księżniczki. Większość śmiałków jednak ginęła. I ja mam wrażenie, że zginę jeśli nie podołam temu zadaniu. Nie zrozumiem o co mi chodzi. Wiem tylko, że się boję i że sprzeciwiam się robieniu mi krzywdy. Z tego powodu robię te ciągłe awantury. Artur twierdzi, że to ja sama siebie krzywdzę a nie on.

Fałszywy obraz

Nie chcę krzywdzić nikogo, ani siebie ani mojej rodziny. Nie chcę krzywdzić Artura. Coś mi się w tym całym świecie nie zgadza. Wczoraj kiedy pytałam raz po raz Artura dlaczego patrzył na tamte kobiety w restauracji, w którymś momencie odpowiadając mi po raz kolejny, że na nikogo nie patrzył, że nikogo nie widział, prawie się rozpłakał. Do oczu napłynęły mu łzy, głos mu się załamał. A ja stałam i nie wiedziałam już komu mam wierzyć. Sobie czy jemu.

Czy mój umysł naprawdę mnie oszukuje? Czy wszystko co widzę jest zwykłą nieprawdą? To niemożliwe. Przecież widzę bardzo dobrze, słyszę bardzo dobrze. Artura zachowanie i słowa mnie bolą. Nie mogą mnie boleć bez przyczyny. Czy naprawdę jedyną przyczyną jest borderline? Nie wierzę w to. To nie mogą być tylko złudzenia, przewidzenia, omamy.

Dziś już było spokojnie, nie pokłóciliśmy się ani razu, ale lepiej tego nie wypowiadać przed 24.00. Oboje potrzebowaliśmy znowu oddechu, przerwy w tych nieustannych awanturach. Jutro 14 luty. Może ten dzień tez przyniesie coś dobrego, pozytywnego, coś co nas podbuduje. Choć trudno o tym w ogóle marzyć, gdy każdy dzień niemal teraz to klęska. 

Zazdrość o spojrzenia

Dzisiaj już zupełnie inaczej widzę wczorajszą sytuację czy ciąg sytuacji z restauracji. Inaczej też o nich myślę. Choć nadal nie wiem dlaczego wpadam w taką furię, gdy mój partner nawet przelotnie spojrzy na kogoś płci przeciwnej. Ja w zakresie własnej cielesności zawsze miałam wysokie mniemanie o sobie co rzadko zdarza się w BPD. Wciąż je mam mimo 41 lat. Uważam się za atrakcyjną kobietę, tak też się noszę (ubieram, maluję, czeszę) aby wciąż wyglądać bardzo atrakcyjnie. Tym bardziej nie wiem o co mi chodzi i dlaczego w takich chwilach tracę pewność siebie.

Visits: 48
zazdrość

Zazdrość

Zazdrość

Dzisiejszy dzień był dla mnie bardzo trudny. Ostatnio tych trudnych dni jest coraz więcej i zdarzają się coraz częściej. Próbuję powiązać to w jakąś logiczną całość, bo moje Borderline też przybiera na sile. Dzisiaj znów uderzyłam Artura, chciałam w twarz, ale się zasłonił więc w efekcie uderzyłam go trzy razy w rękę. Awantury są codziennie a nawet kilka razy dziennie. Przypuszczam więc, że ze mną dzieje się coraz gorzej. zazdrość

Wszystko w pierwszej kolejności przez moją zazdrość. Pisałam o tym w innych postach, m.in. tu. To problem zarówno mój, jak i mojego partnera, no i moich dzieci również. Kiedy czuję się zazdrosna to jest jak atak spazmu. Mam ochotę wtedy rzucić się z wściekłością na Artura. Nie mogę tego kontrolować. Nawet z pozoru niewinne sytuacje wprowadzają mnie w furię. Jestem zazdrosna o każde spojrzenie na inną kobietę, o większość rozmów czy wymiany zdań. Staram się kontrolować każdy jego ruch. zazdrość

To potwornie męczy nas oboje i mam już tego serdecznie dosyć. Moja zazdrość jest jak trucizna, która nas zabija każdego dnia. Jeśli w jego słowach doszukam się czegoś co mi zagraża mój świat się sypie jak domek z kart. Spadam w czarną otchłań i nie ma już dla mnie ratunku. Wtedy nie liczy się już nic. zazdrość

Zmęczenie

Moje zmęczenie Borderline jest ogromne. Mój organizm ledwo funkcjonuje. Chwil normalności jest coraz mniej. To jest jak pętla, która zaciska się na mojej szyi. Nadzieja na to by było normalnie  w moim życiu maleje z każdą chwilą. Coraz więcej we mnie poczucia, że nie chcę już niczego. I wiem, bo czuję to całą sobą, że to droga w jednym kierunku. Nie mogę nawet się zatrzymać a co dopiero zawrócić z niej. zazdrość

Nie wiem co mam robić. Staram się ze wszystkich sił tłumaczyć sobie rozsądnie każdą sytuację ale to nic nie daje. Dziś poszliśmy z Arturem do restauracji na wcześniejsze trochę Walentynki. Udało nam się to tylko dzięki mojej siostrze, która została z naszą najmłodszą córką. To było dopiero drugie nasze wyjście od kiedy Mała się urodziła, czyli od 9 miesięcy. Jak tylko weszliśmy do restauracji Artur powiedział „dzień dobry” tonem, który od razu wyprowadził mnie z równowagi.

Przeciągnął te słowa jakoś tak dziwnie i bardzo zniżył ton. Zabrzmiało moim zdaniem tak jak nie powinno. Nie skomentowałam jednak tego i poszliśmy do stolika. Specjalnie posadziłam go tak by siedział przodem do drzwi. Dwa razy zdarzyło mu się spojrzeć na drzwi, gdy ktoś wchodził i dwa razy była to para. A więc i kobieta. Powiedziałam mu po tym, że chcę już wyjść i wracać. Oczywiście usłyszałam, że nie wie o co chodzi, więc mu wyjaśniłam, że o ton głosu jakim się przywitał z kelnerką i o te spojrzenia na osoby wchodzące. 

Znów usłyszałam, że nie wie o co mi chodzi, co mnie już wściekło do granic wytrzymałości. Potem przy stoliku obok usiadły dwie kobiety w dwoma psami. Artur ciągle gapił się na te psy i pytał, czy tu można wchodzić ze zwierzętami. Wyjaśniłam mu, że tak. On jednak ciągle patrzył na dwa bawiące się psy i komentował ich zabawy. Powiedziałam, że jeśli woli obdarzać uwagą psy to czuję się tu zbędna i może już wyjdę. Skwitował, że przecież wiem, że on bardzo lubi psy. Ja z kolei ich nie cierpię. 

Na koniec podchodząc do baru by zapłacić rachunek mijał się z kobietą, na którą spojrzał no i tu już miarka się przebrała. Miałam dość. Całą drogę awanturowałam się z nim o te spojrzenia na inne kobiety, zainteresowanie psami i „dzień dobry”, które nie powinno paść takim tonem. Po przyjściu do domu było już tylko gorzej. W końcu nie wytrzymałam, ubrałam się i wyszłam na spacer. Chodziłam ulicami nie wiedząc co ze sobą zrobić. Koszmar. 

Visits: 22
Borderline to żal

Borderline to żal

Borderline to żal

No a żal chodzi. O nic innego. Wszystkie inne emocje biorą się z żalu. Tak, to prawda, że lęk jest przeogromny i najsilniejszy u mnie. On determinuje wszystko. Mimo wszystko to od żalu wszystko się zaczęło. Borderline to żal

Matka kochała mnie bardzo, tak bardzo, że się dusiłam, nie mogłam oddychać, nie mogłam być sobą, nie mogłam dorosnąć. Wyręczała mnie we wszystkim, o wszystkim decydowała, kierowała mną, nie dając możliwości podejmowania decyzji. Wmawiała, że nic nie znaczę, że jestem nieporadna, słaba i żebym nawet nie myślała o tym, że mogłoby być inaczej. Twierdziła, że chce mnie ochronić przed rozczarowaniem. Że tak oczywiste jest to, że się nie nadaję, że nawet nie powinnam próbować. Borderline to żal

Kiedy była pijana nagle przestawała „mnie kochać”. Nie widziała mnie, nie odzywała się do mnie. Nie mówiła co mam robić. Nie kierowała mną. Wtedy nagle zostawałam sama, zdana tylko na siebie. Nie byłam do tego przystosowana, ponieważ w pozostałym czasie była przy mnie non-stop. Nie spuszczała mnie z oka. Miała wpływ na każdy mój krok. Takie chwile, gdy piła były dla mnie bardzo trudne. Borderline to żal
Borderline to żal

Czułam się porzucona

Czułam się  porzucona. Czułam się nikim. Nie rozumiałam co się dzieje. Z jakiego powodu pozbawia mnie swojej uwagi. Przejście z jednego stanu w drugi było płynne, choć poprzedzone jej nerwowością, po której następował okres „niedostępności”. Borderline to żal

Ojciec nic o mnie nie wiedział. Nie znał mnie. Byliśmy sobie zupełnie obcy. Nie mogłam na niego liczyć. Nie mogłam do niego przyjść gdy było mi źle. Słyszałam tylko jego ciągłe narzekanie do matki na mnie. Miał do niej pretensje, że źle mnie wychowuje, ale sam nigdy się tym nie zajął. Dla niego byłam „złym dzieckiem”. Do dziś nie wiem co to znaczyło.

Tak bardzo chciałabym żyć normalnie

Tak, mam żal. Taki olbrzymi, że mogłabym w nim utopić cały świat. Żal o to, że wydając mnie na świat oboje mnie skrzywdzili. Że z ich powodu cierpię już 41 rok życia i do dziś nie mogę się otrząsnąć. Od kiedy ojciec umiera na raka mój żal do niego topnieje, zmienia się w ogólny żal do życia. Tak bardzo chciałabym zacząć normalnie funkcjonować. Wiedzieć co to szczęście. Co to rodzina. Co to miłość. Co to spokój. Tak bardzo chciałabym normalnie żyć. 

Borderline – brak możliwości zmiany

Borderline to przedziwny stan. Jestem świadoma tego, że moja głowa mnie oszukuje. Oszukują mnie moje oczy, moje uszy. Oszukuje mnie mój umysł. Jestem tego świadoma. To tak jakbym ocknęła się nagle w czasie operacji na stole operacyjnym. Podana narkoza nie pozwoli mi się poruszyć ani dać znaku, że się wybudziłam i jestem świadoma, a mimo wszystko czuję wszystko.

Tak samo widzę swoje borderline. Co z tego, że jestem świadoma tego co się dzieje, skoro nie mogę zareagować? Nie mogę nic zmienić? Mechanizmy reakcji powstają w moim ciele zanim zdążę pomyśleć. Nie ma czasu na rozsądek. Nie ma czasu na przemyślenie. Nie ma czasu na przekonywanie samej siebie, że nic mi nie grozi. 

Ratunku! Atak paniki!

Co robić? Szukałam pomocy w internecie. Nie znalazłam jej. Co robić, gdy mam atak złości, lęku, paniki na raz? Jak się wyciszyć? Nie ma o tym ani słowa, bo czym są rady mówiące: „Postaraj się nie doprowadzać do sytuacji stresujących”? „Zapobiegaj przyszłemu stresowi„?
Borderline to żal

Żart? Nie wiem co mnie za chwile wyprowadzi z równowagi. Nie wiem, które słowo sprawi, że rzucę się na mojego partnera i będę chciała go bić. Kto pisze takie rady? Psychologowie? Uważam, że problem można usunąć tylko i wyłącznie u jego źródła, czyli w dzieciństwie. Nie ma możliwości aby usunąć skutek, nie usuwając przyczyny. Trzeba tam wrócić. Właśnie „tam”, do miejsca, w którym ktoś nas porzucił. Emocjonalnie lub fizycznie, lub jedno i drugie. Trzeba tamtemu dziecku w nas udzielić wsparcia i pomocy. Inaczej borderline będzie zawsze naszym katem.  Borderline to żal

Visits: 59
rozstanie

Rozstanie

Rozstanie

Ech ta przeszłość. Wciąż powoduje, że „dzisiaj” jest chore i trudne. Artur wyjeżdżał dziś popołudniu do Warszawy na pogrzeb matki, która zmarła w zeszłym tygodniu. Odprowadzałam go na przystanek autobusowy. Było mi źle już od samego rana, a raczej od wczoraj. Bardzo przeżywałam jego wyjazd. Nie będzie go tylko jutro, pojutrze z samego rana wraca do domu, ale i tak jest mi bardzo trudno. Boję się, kiedy wyjeżdża nawet na krótko. Boję się, że coś złego może się stać, że go stracę, że już nie będzie mój. Jestem zazdrosna o wszystko. O to koło kogo będzie siedział w autobusie. O to kogo spotka na dworcu, w barze, w sklepie. Jakby każda inna osoba mogła mi go po prostu tak z miejsca odebrać. Jakby on chciał wszystkie te inne osoby zamiast mnie. Jakbym nie była warta jego uczucia, jego uwagi, jego zaangażowania. I boję się jeszcze czegoś, czegoś co jest dla mnie najgorsze, najstraszniejsze, najbardziej przerażające: że nie zerwie ze mną relacji, utrzyma ją wmawiając mi, że wszystko jest ok a za moimi plecami będzie mnie zdradzał, ranił, upokarzał. Wolałabym, żeby odszedł, niż gdyby miał cokolwiek złego zrobić w naszym związku.

I znowu wtedy odzywa się moja druga połowa, ta normalna, rozsądna. Ona wie, że Artur nie jest takim facetem, że mnie kocha, szanuje i nie zrobiłby mi krzywdy. Przez chwilę jej słucham. Przez chwilę jej wierzę. I nagle zaraz potem ona znika a w jej miejsce pojawia się moja chora strona, pełna urojonej zazdrości. Oczami wyobraźni widzę jak Artur patrzy na inne kobiety, podziwia je, analizuje, pragnie ich. Ta myśl bardzo mnie rani i jest nie do zniesienia. Potem na chwilę znowu uświadamiam sobie, że to tylko wytwór mojej wyobraźni. Artur tego nie robi. Nie mam nawet wątpliwości, że on tego nie robi ale chory umysł każe mi w to wierzyć. Ciągła walka między dwoma sprzecznymi osądami. Ciągłe przeciąganie liny między dwiema moimi stronami. W ciągu jednej minuty potrafię kilka razy zmienić swoje zdanie na ten temat: on jest dobry – on jest zły.

Visits: 37
to koniec

To koniec

To koniec

W szkole bardzo podobała mi się książka „Granica” a zwłaszcza słowa jakimi się kończyła: „Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.” Zdarzało mi się w życiu przekraczać wiele granic, wszystkie one trwale coś zmieniały. Albo coś we mnie albo coś w moim otoczeniu. Dziś znów jest taki dzień, gdy coś ważnego się skończyło. I wcale nie chcę oceniać czy to dobrze czy źle, bo skoro się skończyło to znaczy, że skończyć się musiało.

Granica

Przekroczyłam dziś granicę, której nie wolno mi było nigdy przekraczać jeśli chciałam by nadal było tak jak dotychczas, ale z jakiegoś powodu przekroczyłam ją i już nie da się nic zrobić. Jakby rozpadło się wszystko w drobny pył ale tak naprawdę po prostu odeszło. Odwróciło się, spojrzało powiedziałabym, że bez żalu i po prostu odeszło w swoją stronę. Zakończył się mój związek, choć pozornie jeszcze trwa. Wiem co teraz będzie, bo wszystko to już się kiedyś wydarzyło. Błagałam dziś swojego partnera, choć nie powinnam tak jak niegdyś błagałam kogoś kto był przed nim i od tamtej pory każdego dnia przestawałam go kochać, aż przyszła chwila, gdy stał mi się zupełnie obojętny. Jakby nigdy nie istniał. A początek swój miało to w akcie błagania, choć wtedy ten ktoś pod wpływem mojego błagania zrobił to o co prosiłam, a dziś pomimo tego, że uklękłam przed obecnym partnerem i błagałam na kolanach odwrócił się i odszedł, uwalniając mnie jednocześnie od miłości, którą go darzyłam. To proste – nigdy już nie można być z kimś kogo choć raz się błagało o cokolwiek.

Niepotrzebne

Zostałam sama w swoim świecie i zrobiło się tu więcej miejsca. Jest też dużo więcej spokoju. Doszłam do wniosku, że nikogo nie potrzebuję w moim świecie i nikt nie jest tu niezbędny. Czasami jest się sierotą od urodzenia nawet jeśli rodzice żyją. Kiedy jest nam źle nie możemy do nich przyjść, nie możemy się poskarżyć ani poprosić o pomoc. Jesteśmy zdani tylko na siebie. Kiedy mamy problem oni go wyśmiewają albo lekceważą. Kiedy płaczemy krzyczą na nas, żebyśmy nie histeryzowali. Czasami jest się sierotą od urodzenia nawet jeśli rodzice ciągle żyją. Jestem sierotą. Mój partner nie może być moim rodzicem. Nie zastąpi mi ojca. Nie da mi czułości i miłości, o której całe życie marzyłam. Nie obroni mnie przed niczym. Nie przytuli kiedy na to liczę. Nie porozmawia kiedy ja tego potrzebuję. To zupełnie osobny byt, który niczego mi nie zastąpi. Właśnie to zrozumiałam. On tylko „jest” i to wszystko. Czy jest jakaś różnica kiedy go nie ma? Całe życie szukałam w partnerze nieobecnego ojca z dzieciństwa. Chciałam by załatał we mnie wszystkie dziury i powiedział, że teraz już będzie dobrze. On tego nie potrafi. A ja nie potrafię go kochać, bo związek całe życie myliłam z opieką nade mną. Wypełnianiem mnie w pustych miejscach. Zapewnianiem, że warta jestem „być”. W innym związku nie potrafię być i nie wiem czy chcę. 

Visits: 47
kłótnie

Kłótnie z borderline

Powód kłótni

Kłótnie z moim partnerem są dla mnie nie do zniesienia. Gniew i złość jakie w czasie nich odczuwam sięgają apogeum. Pewnie gdybym była mężczyzną to dopuszczałabym się przemocy fizycznej. Teraz też często mam na to ochotę, jednak tego nie robię. Wściekłość jaką mam wówczas w sobie jest tak olbrzymia, że mam ochotę unicestwić w takich chwilach wszystko wokół, bo i tak nic już się nie liczy. Od powodu kłótni zależy mój związek, mój świat i ja. Tak jakby nic nie było pewne i raz ustalone. Jakby za każdym razem trzeba było budować cały świat wokół i we mnie od nowa.

Kłócimy się o różne rzeczy ale w 90 % przypadków to ja kłócę się z nim o inne kobiety. Paradoks polega na tym, że jestem pewna, że nie ma w życiu mojego partnera innych kobiet. Mimo to ciągle mam do niego pretensje o nie. Mój mózg nie potrafi przerobić poprawnie informacji, którą w sobie noszę. Mój facet nie ogląda się za innymi kobietami, nie flirtuje z nimi, zachowuje się jak najbardziej w porządku względem mnie. To idealny partner dla kobiety z borderline, DDA i syndromem urojonej zdrady. Nie daje mi powodów do zazdrości. Co z tego, kiedy mój chory umysł ciągle wymyśla sytuacje, które mnie bolą, męczą, nie dają spokoju? Jestem już całkowicie nimi wykończona, wyczerpana.  Mój organizm się broni. Ja się bronię. Niestety nic to nie daje. Kiedy mój partner powie jedno słowo, które mój umysł przerabia na komunikat: „Zagrożenie” to już nic nie daje się zrobić. Są to głupoty, które zmieniają moje życie w koszmar.

Słowa, które bolą

Jakiś czas temu rozmawiałam z moja córką o kolczykach. Ona powiedziała, że teraz są modne takie typu „nausznica” na co mój partner przysłuchujący się naszej rozmowie, potwierdził, że rzeczywiście teraz jest na nie moda, ponieważ dużo osób je nosi. To wystarczyło, żeby wezbrała we mnie złość i gniew do tego stopnia, że nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.

– Skąd ty wiesz jakie teraz kolczyki są modne? – próbowałam się dowiedzieć od niego ledwo mogąc mówić, gdyż od tętna, które mi skoczyło, nie byłam w stanie wydobywać z siebie głosu.

– Bo dużo osób teraz takie nosi – odpowiedział spokojnie i z tego powodu miałam ochotę rzucić się na niego z wściekłością. Oczami wyobraźni widziałam jak chodząc ulicami wpatruje się w uszy innych kobiet podziwiając ich kolczyki. A jeśli już lustruje ich kolczyki to na pewno całą twarz i sylwetkę, a więc zdradza mnie wzrokiem lampiąc się na inne. I tego typu myśli sprawiły, że odechciało mi się wszystkiego a jedyny cel jaki miałam to dowiedzieć się skąd on wie co noszą inne kobiety na ulicach. I w takich chwilach nawet moja wiedza na ten temat, że ma poważne problemy ze wzrokiem i trudno byłoby mu dojrzeć kolczyki na innych osobach, przestała obowiązywać.

– Kochanie, kupowałem Ci kolczyki na Gwiazdkę, pamiętasz? – zapytał a ja cała się telepałam i sapałam nie mogąc powstrzymać gniewu i złości.

-Tak – udało mi się z siebie wydostać głos.

– Poszedłem do sklepów z biżuterią i wybierałem dla Ciebie kolczyki. Tam usłyszałem, że obecnie najmodniejsze są te nausznice i że wiele osób je teraz nosi. To wszystko. Nie chciałem ich Tobie kupować, bo mi się nie podobały, więc wybrałem te, które ode mnie dostałaś.

-Widziałeś je u kogoś na ulicy – ciągnęłam swoje przesłuchanie.

-Nie. Nie zwracam uwagi na takie rzeczy i dobrze o tym wiesz. – Odpowiedział, no i właśnie wtedy poczułam, że chce mi się wymknąć.

-A na jakie rzeczy zwracasz uwagę u kobiet na ulicy?- ciągnęłam dalej

-Na żadne, nie zwracam uwagi na kobiety na ulicy w ogóle.  – odpowiadał nadal.

-Czyli nie widziałeś tych kolczyków u nikogo – próbowałam zaspokoić tego potwora w sobie, ten lęk i ból.

-Nie kochanie, nie widziałem – odpowiedział spokojnie i mnie przytulił. Potrzebowałam jeszcze pół godziny by wyrównać oddech i się uspokoić.

Ta zła w związku

Za każdym razem jedno jego słowo czy zdanie nagle rozwala mój wewnętrzny świat. Nie potrafię się później pozbierać. Zadaję mu mnóstwo pytań. Atakuję go. Wściekam się na niego. Krzyczę. Oskarżam,  że robi mi krzywdę. On próbuje to wszystko załagadzać. I tak jakoś to idzie ale jest mi z tym bardzo źle. Jemu pewnie tak samo jak mi. Jego boli brak mojego zaufania. Mnie to, że on rani mnie słowami. Mam świadomość, że jestem tą złą w związku.

 

Visits: 14