Borderline wzloty i upadki

Borderline wzloty i upadki

Borderline wzloty i upadki

Dół trwał dwa dni. Minął dziś. Trudno powiedzieć kiedy się pojawi, ale był naprawdę głęboki. Byłam na samym dnie. Tam jest strasznie. Jakby ktoś zakopał mnie żywcem wiele metrów pod ziemią. Prawie, że czuć zapach mokrej ziemi. Brakuje tam też powietrza.

W piątek idę do pracy. Zdecydowałam się przyjąć posadę zastępcy kierownika sklepu. Praca to jedyna sfera życia, w której czuję się jak ryba w wodzie. Tym bardziej, że kierownik regionalny nie odpuszczał i nawet dla mnie załatwił, że nie będę musiała wyjeżdżać na szkolenie na dwa miesiące. Odbędę je na sklepie własnym. 

Zawsze bardzo motywowały mnie takie gesty przełożonych. Tak było i tym razem. Kiedy odmówiłam po tym jak pozytywnie przeszłam rekrutację (dwa etapy) ze względu na to, że nie mogę przez dwa miesiące brać udziału w szkoleniu poza miejscem zamieszkania, kierownik regionalny napisał prośbę do generalnego, abym w drodze wyjątku mogła odbywać szkolenie we własnym sklepie.

To było wyjątkowe miłe i naprawdę przyjemne. Wiem, że zależało mu na mnie jako na pracowniku i w końcu przyjęłam tę pracę. Zaczynam w piątek i jestem spokojna. Wyjątkowo spokojna. Nie wiem co to powoduje, ale w pracy zawsze jestem tak pewna siebie czego w życiu osobistym tak bardzo mi brak. 

 

 

 

Borderline – radość życia

Wstałam wściekła, bo Artur rano na mnie nakrzyczał. Już nawet nie pamiętam o co, bo na pół pogrążona byłam jeszcze we śnie. Potem cały dzień mnie nosiło. Chodziłam wściekła, krzyczałam i klęłam a wszyscy domownicy schodzili mi z drogi. Zwłaszcza Artur. 

Najmłodsza córka przyglądała mi się z zainteresowaniem. Nie cierpię płakać czy się wściekać kiedy Mała na mnie patrzy. Mam wtedy zawsze poczucie, że robię coś bardzo złego i świadomość, że niechcący krzywdzę swoje dzieci.

W tej złości udało mi się wygrać z Arturem w backgammon 🙂  Więc jednak stres zdecydowanie mi w tym pomaga.

Wieczorem wszystko się uspokoiło. Starsza córka zrobiła mi make-up i sobie. Świetnie się przy tym bawiłyśmy i śmiałyśmy.

Borderline- radość życia

Artur w tym czasie przygotował mi przepyszną kolację. Po kolacji była jak zwykle wspólna kąpiel, a później film. Takie proste rzeczy, które wydawałyby się nic nie znaczące, ale dają codzienną, prostą radość życia. I co najważniejsze są przeznaczone również dla nas – ludzi z borderline. 

Borderline - jest dobrze

Borderline – jest dobrze

Borderline – jest dobrze i spokojnie od dwóch dni. Czy to zasługa tego, że podejrzewamy ciążę, czy ciężkiej pracy a może jednego i drugiego. 

Codziennie też od dwóch dni przegrywam z Arturem w backgammon. Zastanawiam się czy to znak, że potrafię logicznie myśleć tylko w czasie wzmożonego stresu? Artur żartuje, że zaprogramował pionki w taki sposób, że mogą wygrać tylko białe, a ponieważ ja gram zawsze czarnymi dlatego przegrywam. 

Powiedziałam mu, że się nie poddam i nie zmienię koloru pionków,, mimo, że on twierdzi, że jeśli zagram białymi to natychmiast wygram. Jestem oczywiście uparta i staram się za wszelką cenę wygrać czarnymi. Na 13 rozgrywek w ciągu dwóch dni udało mi się to tylko raz.

Czasami kiedy jesteśmy na siebie za coś wściekli, Artur po prostu rozkłada planszę do gry. Siadamy wtedy tacy źli na siebie i zaczynamy grać. Wówczas najczęściej wygrywam. To bardzo zastanawiające. orderline –

dobrze

Wampiry energetyczne

A teraz coś niesamowitego, co udało mi się znaleźć o nas – osobach z borderline. Szczerze przyznam, że jestem pod wrażeniem tego jak inni potrafią postrzegać zarówno nas, jak i nasze zaburzenie. Zachęcam do zajrzenia tu, ale ostrzegam: możecie być w ciężkim szoku. 

Borderline relacja

Borderline relacja

Borderline relacja

Czy w Borderline relacja normalna jest możliwa? Nie. Ale jest możliwa relacja lepsza niż normalna. Osoba z Borderline potrafi dać w związku znacznie więcej niż osoba bez tego zaburzenia. 

Chcę tylko ją

Dwa razy w życiu zdarzyło mi się, że facet dla mnie się rozwiódł. Zostawił wszystko co miał, za pierwszym razem luksusowe mieszkanie, które kupił z własnych pieniędzy, dwoje dzieci, wygodny fotel, ciepłe kapcie i wiele lat małżeństwa. 

Za drugim razem dom z działką, syna, wiele lat małżeństwa. 

Jeden i drugi wyznał: 

-„Nie mogę żyć bez ciebie”. 

… I że cię nie opuszczę aż do śmierci

A potem oświadczyli mi się. Był to mój mąż, z którym mam dwoje dzieci i mój partner, z którym związałam się po śmierci męża. Do drugiego ślubu nie doszło, został odwołany na półtora tygodnia przed uroczystością.

Z kolei mój obecny facet mieszkał 500 km ode mnie. Miał bardzo dobrze płatną pracę, darmowe mieszkanie. Gdy mnie poznał przez internet, po trzech spotkaniach i setkach przegadanych godzin przez telefon oświadczył:

-„Nie chcę żyć bez Ciebie, jesteś miłością mojego życia”. 

Zostawił swoje życie: mieszkanie, pracę, wszystkich znajomych i rodzinę, spakował swoje rzeczy i przyjechał do mnie te 500 km a potem powiedział, że chce mieć ze mną dziecko. A gdy urodziła nam się córka poprosił mnie o rękę. 

Dlaczego Borderline jest wyjątkowe?

Jednak nie tylko ze swojego doświadczenia wiem, że w związku dajemy coś czego nikt inny nie może dać. I pomimo tych wszystkich negatywów kiedy jest dobrze jesteśmy kimś dla kogo druga połowa jest w stanie zrobić wszystko. Borderline relacja

Wiem to również od bliskich osób z borderline, które do mnie piszą, oraz z opinii, które udaje mi się znaleźć w internecie. Jeden z takich komentarzy zamieściłam w poście. Nie wszystkie opinie partnerów osób z BPD są negatywne jak mogłoby się wydawać. Są również takie, które sporo mówią o naszej wyjątkowości.  O tym, że na przykład po rozstaniu partnerzy mimo, że wiążą się z osobami bez zaburzeń, nie są w stanie się już w takich związkach odnaleźć. Ciągle brakuje im tego co przeżywali z osobą z Borderline. Borderline relacja

 

 

Borderline – trudny związek

Borderline – trudny związek

Ostatnio mieliśmy trudny czas z Arturem. Kłótnia goniła kłótnię. Na drodze do zgody stawało mnóstwo nieporozumień. Oddaliśmy się od siebie. Było naprawdę źle. Parę dni temu, nie wspominałam o tym tu na blogu, Artur postanowił się wyprowadzić.

 

Spakował swoje rzeczy i powiedział, że odchodzi. Jedna część mnie chciała, żeby odszedł i nigdy nie wrócił. Miałam dość ciągłych awantur, chociaż tylko ja je wywoływałam. Nie mniej jednak czułam się za każdym razem zraniona i skrzywdzona, jedyną obroną był więc dla mnie atak.

Druga część mnie chciała aby został, przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. I został w końcu, gdy już się uspokoił.

Dużo o tym później rozmawialiśmy. Myślę, że cała ta sytuacja bardzo nas zbliżyła. Wiele udało nam się sobie wytłumaczyć. 

Ze względu na koronawirusa firma Artura stoi od trzech miesięcy i on sam jest ze mną i z dziećmi w domu. Jesteśmy więc ze sobą 24 h na dobę. Nie rozstajemy się prawie w ogóle. Wspólna pobudka, wspólna kawa, potem wspólny spacer i wspólne zakupy. Następnie wspólnie przygotowujemy obiad. Jemy razem z dziećmi przy stole. Potem wspólne sprzątanie po obiedzie i wspólne spędzanie czasu z dziećmi. Wieczorem wspólna kąpiel, film i granie w backgammon – codzienne, to już nasza tradycja. 

Wieczorem w łóżku długie rozmowy, czasami do 2.00, 3.00 w nocy. Zasypianie na łyżeczkę. Mogłoby się wydawać, że to raj dla związku ale niestety nie. Mam wrażenie, że właśnie przez ten czas spędzany razem nie możemy już czasami siebie znieść. 

Po tej niedoszłej wyprowadzce jest już inaczej. Artur mnie za nią przeprosił. Wczoraj wieczorem rozmawiając długo w łóżku doszliśmy do wniosku, że powodem naszych wiecznych kłótni jest brak zaufania do siebie na wzajem. 

On nauczony doświadczeniem, że dwa razy go zdradziłam i odeszłam nie potrafi mi znowu zaufać. A ja nie ufam, bo kilku partnerów przed nim oszukiwało mnie, o czym dwa razy dowiedziałam się już po zakończeniu związku a raz w trakcie. 

Wiem, że Artur nigdy mnie nie oszukał i nie zawiódł, więc teoretycznie powinnam mu ufać ale uraz z przeszłości jest zbyt silny i dlatego dotąd nie potrafiłam. 

Wczoraj jednak wieczorem obiecaliśmy sobie, że zaufamy sobie mimo wszystko by uratować nasz związek, tak na pstryknięcie palcami. Następnie Artur mocno pstryknął i był to moment umowny, od którego obiecaliśmy sobie całkowite wzajemne zaufanie. Po tym mocno się przytuliliśmy i po chwili zaczęliśmy się kochać. 

Dziś był cudowny dzień. Oboje byliśmy spokojni i czuli dla siebie. Było po prostu super. Ale co będzie dalej? Bardzo się obawiam. 

 

Do przodu

Do przodu

Udało mi się dzisiaj zrobić kilka kroków do przodu. Jestem z siebie bardzo dumna. Zaplanowałam rano, że postaram się przez godzinę albo nawet półtora być kimś innym. Kimś kim bardzo chcę być. Normalną, ciepłą, serdeczną i radosną kobietą, matką i partnerką. Nie będę się kłócić, czepiać o nic, płakać. Wystartowałam o 10.20. Do przodu

Po około 2,5 godzinie poczułam, że mam kryzys. Nagle pojawiło się w mojej głowie dziesiątki niepotrzebnych myśli. Byłam napięta i zestresowana, ale każdą złą myśl odbijałam od siebie jak piłeczkę rakietą tenisową. Niestety ona zataczała kółko i wracała. Wtedy znowu się jej na chwilę pozbywałam. Do przodu

Kiedy minęły trzy godziny zapomniałam o napięciu i stresie. Odzyskałam spokój. Negatywne emocje i myśli odeszły. Gdy brakowała już tylko 10 minut do pięciu godzin Artur powiedział coś co wytrąciło mnie zupełnie z równowagi i niestety stanęło na czasie 4 godziny 50 minut. Mimo wszystko byłam z siebie bardzo dumna, gdyż tak długo od dawna już nie wytrzymałam. Do przodu

Pobiłam rekord jaki sobie ustanowiłam. Miała być tylko godzina, góra półtora a wyszło prawie pięć. Do przodu

Udało mi się zarówno odgonić negatywne myśli jak i pozbyć się negatywnych emocji. Skupiałam się cały czas na tym, że tamtej Magdy chwilowo nie ma, a ta która jest w jej zastępstwie jest idealna. Poza tym kiedy przychodziło mi do głowy, że muszę o coś zapytać Artura, wmawiałam sobie natychmiast, że nic więcej ponad to co wiem już wiedzieć nie muszę. Kiedy nachodziła mnie przykra myśl natychmiast w jej miejsce wstawiałam pozytywną. 

 

borderline kłótnie

Wczoraj był dzień kłótni, praktycznie od samego rana do wieczora. O przeszłość. O lojalność. O inne postrzeganie świata. Dużo też rozmawialiśmy.

Wieczór był pełen namiętności pomimo nieporozumień. Od kilku dni już Artur wykazuje ogromne zainteresowanie seksem, do tego stopnia, że niemal bierze mnie siłą. 

Dzisiaj jest pozornie spokojnie i bez kłótni. Wciąż dużo rozmawiamy. Nie wiem czy to wpłynie na lepsze wzajemne zrozumienie. Dostrzegam niby jakiś niewielki przełom w naszej relacji, ale jak będę widziała to jutro – nikt tego nie wie. 

Skrajności emocjonalne

Skrajności emocjonalne

Skrajności emocjonalne

Zadziwia mnie moja osobowość.  Przyglądam się jej jak niezwykłemu zjawisku. Czasem jej nienawidzę, czasem podziwiam. Zawsze jej nie rozumiem.

Mogę być albo szczęśliwa albo nieszczęśliwa. Czasami, choć rzadko bywam spokojna i wyciszona. Bardzo odpowiada mi ten stan. Inspiruje mnie. 

Kiedy jestem szczęśliwa jak dziś na przykład, nie mogę powiedzieć nic o tym drugim skrajnym stanie moich emocji – uczuciu beznadziejnego bycia nieszczęśliwą. Dzisiaj bowiem nic nie wiem o sobie w tej drugiej wersji. Tamta Magda jest mi zupełnie obca, nie znam jej i nie rozumiem. A ona nie zna i nie rozumie mnie z dzisiaj, mnie szczęśliwej. 

Praktycznie nic nas nie łączy, chociaż żyjemy w jednym ciele. Jesteśmy swoim przeciwieństwem. Nie występujemy wspólnie, wykluczamy się a mimo to zamieszkujemy umysł jednej kobiety. Skrajności emocjonalne

Szczęście

Szczęście takie jak dziś to dla mnie słońce, jasność, ciepło, spokój pomieszany z euforią. Jest mi dobrze. Śpiewam. Zawsze kiedy czuję się szczęśliwa śpiewam sobie pod nosem. Moje szczęście jest zbudowane z poczucia bezpieczeństwa. To bardzo kruchy materiał. Wystarczy słowo lub gest mojego partnera a moje szczęście ginie w gruzach. Skrajności emocjonalne

Poczucie winy

Poczucie winy

Faktem jest, że mam poczucie winy po poronieniu. Gdyby nie moje zaburzenie może moje dziecko by żyło. Może gdybym była spokojna kiedy było w moim łonie, to ono nadal byłoby ze mną. Poczucie winy

Ale nie byłam. Miotały mną silne emocje i nieraz się zdarzyło, że rzucałam się z pięściami na mojego partnera. Krzyczałam wtedy i płakałam. Moje ciało było kłębkiem nerwów. Moje borderline robiło z nim co tylko chciało. Poczucie winy

Moja starsza córka znowu się pocięła. Być może też z powodu mojego BPD. Przemyśleliśmy z Arturem problem i stwierdziliśmy, że damy jej coś co pomoże jej rozładować wewnętrzne napięcie. Kupiliśmy jej worek do boksowania i matę do tańczenia. Taką, którą podłącza się do telewizora lub laptopa. Poczucie winy

Córka jest zachwycona, ale ja wiem, że to tylko substytut normalnej matki. Tak bardzo chciałabym nią być. Pewnego dnia się nią stać. Od kiedy córka opowiedziała mi o tym, jak trudno jej się żyje i dlaczego się tnie ani razu nie pokłóciłam się z Arturem w domu. Raz tylko poza domem, więc nie była tego świadkiem. 

Straciłam jedno dziecko. Drugie nie radzi sobie z emocjami. Czuję się rozdarta. Czuję się winna. Czuję się… borderline. 

Poczucie winy

kłótnia

Kłótnia

Wczorajsza kłótnia była największą ze wszystkich, do jakich dotąd doszło w naszym związku. Emocji było tak wiele, że oboje nie byliśmy w stanie nad nimi zapanować. 

Na szczęście po wszystkim udało nam się uspokoić, choć dopiero późno w nocy. Dzieci całą tą atmosferę wczorajszą bardzo przeżywały. Dziś starsza córka poprosiła mnie o rozmowę.

Pokazała mi pociętą cyrklem rękę na długości całego przedramienia i powiedziała, że nie radzi sobie z napięciem i potajemnie się tnie. Natychmiast przed oczami stanęła mi 12 letnia dziewczyna, z wiecznie pociętymi rękami. Tak bardzo podobna do mojej córki. Ta dziewczyna to ja.

Nie wiedziałam co zrobić. Powiedziałam córce, że dobrze, że przyszła z tym do mnie, że wiem jak jest jej trudno i rozumiem jej wewnętrzne napięcie oraz, że do jutra przemyślę co mogę zrobić by było jej łatwiej. Obiecałam też, że postaram się nie kłócić się tak bardzo z Arturem.

Czuję się zupełnie rozerwana między moim borderline a szczęściem moich dzieci. Zupełnie nie idą razem w parze a wręcz się wykluczą.