Diagnoza Borderline

Diagnoza Borderline

Diagnoza Borderline

Zawsze uważałam, że jestem „jakaś dziwna”. Znacie to uczucie? Myślałam, że coś jest ze mną nie w porządku. Dla mnie diagnoza, że mam borderline była wybawieniem i błogosławieństwem. Oczywiście z jednej strony potwierdzało się, że jest ze mną coś nie do końca halo, ale z drugiej strony uświadamiało, że takich ludzi jak ja na świecie jest mnóstwo. Sama świadomość, że nie jestem sama okazała się dla mnie bardzo pomocna. 

Myślałam, że samotnie zmagam się z BPD

Moje życie było zawsze samotnym podążaniem przez pustynię ludzkiego zrozumienia i zainteresowania dlaczego reaguję tak jak reaguję. Pustynia ta była bezkresna i jałowa w całej swej rozciągłości i nie było żywego ducha, który by cokolwiek z mojego zaburzenia chciał przyjąć, zaakceptować, zrozumieć, nauczyć się. Ten blog pokazał mi jak wiele osób podąża przez taką swoją pustynię, gdzie próżno szukać oazy ludzkiej empatii.

Blog o borderline

Kiedy zaczynałam prowadzić ten blog byłam co prawda przekonana, że robię dobrze podejmując się takiego zadania, z drugiej jednak strony miałam wiele obaw. Mimo tego, że nie zamierzałam skupiać się tylko na cyferkach i fakcie czy ktoś go czyta, czy też nie, bo blog miał pomagać przede wszystkim mnie, to jednak z uwagą śledziłam Google Analytics (rozbudowane informacje o ilości wejść na stronę).

Dziś chciałabym Wam Kochani Czytelnicy bardzo podziękować. Po pierwsze za to, że wchodzicie tu do mnie i mojego świata i to w ilościach, o których nawet mi się nie marzyło – około 60 nowych czytelników dziennie i o wiele więcej sesji, a więc nie poprzestajecie na pojedynczym wejściu danego dnia na moją stronę 🙂 

Po drugie za to, że ciągle piszecie same pozytywne wiadomości do mnie. Jest to bardzo miłe i budujące. Cieszę się, że uważacie mój blog za pomocny i przydatny. Dziękuję Wam za wszystkie prośby o radę, bo to znaczy, że macie do mnie zaufanie. Bardzo chciałabym Wam wszystkim pomóc, ale czasami nie wiem jak. Sama zmagam się od dawna z BPD i nie wiem wielokrotnie co zrobić, jaką decyzję podjąć w swoim życiu. 

Po trzecie dziękuję Wam za to, że gdzieś tam jesteście… Wiedząc, że świat pełen jest ludzi zagubionych w zaburzeniu pt. Borderline, nareszcie nie czuję się samotna. Oczywiście najbardziej chciałabym aby nikt z nas nie miał tego zaburzenia, żebyśmy MY wszyscy byli szczęśliwi i wolni. Wolni od siebie samych zniewolonych „chorobą”.  

Visits: 37
efekt uboczny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Efekt odwrotny zazdrości

Sama zwróciłam na to uwagę już wcześniej. Od paru dni zaczęło to do mnie dochodzić. Otóż bardzo zależało mi dotąd na poczuciu bezpieczeństwa co w moim słowniku oznaczało, że mój partner ma być cały mój i tylko mój.

Bez prawa do prywatności, bez możliwości odwrócenia gdziekolwiek wzroku w moim towarzystwie, bez możliwości swobodnego poruszania się zarówno w codziennym życiu (musiałam znać każdy jego krok, gdzie idzie, co robi, z kim się spotyka, z kim rozmawia) jak i internecie (musiałam wiedzieć na jakie strony wchodzi, jakie zdjęcia przegląda, jakiej słucha muzyki).

Jeśli cokolwiek w moim mniemaniu mnie dotykało, obrażało, bolało, krzywdziło najpierw była awantura i to na cztery fajerki a następnie szantaż. Mojemu partnerowi bardzo na mnie zależało, więc starał się do wszystkich tych moich wymagań  się dostosować i je spełniać.

I tak mijał czas. Mnie przeszkadzało coraz więcej a on coraz więcej starał się zmieniać w swoim zachowaniu. I tak próbując nadążyć za moimi nowymi wymaganiami, coraz to nowymi wymysłami, coraz to nowymi sytuacjami, które uznawałam jako „nie do zaakceptowania” coraz bardziej się ode mnie oddalał. Znikał gdzieś we mgle.

Wczoraj byliśmy z dziećmi na imprezie u mojego szwagra, który obchodził hucznie swoją pięćdziesiątkę. Lokal był spory, z salą do tańczenia, gdy włączyli muzykę część gości poszła w pląsy na parkiecie. Akurat wtedy nasza najmłodsza córeczka zasnęła Arturowi na rękach więc delikatnie kołysał się z nią w rytm muzyki. Ja siedziałam przy stole ale kiedy to zobaczyłam wydało mi się to słodkie i takie rozczulające, więc podeszłam do nich, objęłam ich oboje i zaczęłam kołysać się z nimi w takt muzyki. Patrzyłam na Artura ale on patrzył tylko w podłogę albo w córeczkę. Nie wiedziałam o co chodzi. Mówiłam do niego:

– „Ej, popatrz na mnie.” – ale on patrzył przez moment i znów spuszczał wzrok. Zupełnie nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Po przyjściu do domu oczywiście zrobiłam mu awanturę o to, że już mnie nie kocha, bo nawet na mnie nie patrzy. Poszłam spać przekonana, że to koniec naszego związku.

Dzisiaj jednak udało nam się spokojnie porozmawiać, bo też cały dzień był jakiś spokojny. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że zacięłam się wczoraj i stwierdziłam, że skoro on mnie już nie kocha to ja też nie mam już po co się jego o cokolwiek czepiać i zostawiłam go dzisiaj w spokoju. Pozwoliłam spokojnie pracować na komputerze, nie sprawdzałam jego komórki ani nie zaglądałam co chwila przez ramie co też tam aktualnie robi. Zajęłam się po prostu sobą i dzieckiem.

Wieczorem zaczęłam rozmowę i dużo się wyjaśniło. Między innymi to dlaczego wczoraj na mnie nie patrzył. Otóż powiedział mi, że sala była wypełniona ludźmi. Patrzył więc tylko w podłogę w jeden punkt albo w córkę ponieważ nie chciał bym pomyślała, że patrzy się na jakąkolwiek inną kobietę.

– „Gdybym tylko na moment uniósł wzrok, natychmiast stwierdziłabyś, że na kogoś patrzyłem. Nie chciałem byś miała jakiekolwiek wątpliwości. Ja na nikogo nie patrzę. Nikt mnie więcej poza Tobą i córką nie interesuje. Nie chcę byś sądziła, że kiedy tylko ruszę głową albo podniosę wzrok to się na kogoś gapię. Mam już dosyć tych pretensji do mnie o rzeczy, których nie robię. Nigdy ich nie robiłem. Nawet kiedy nie byłem z tobą. Ja po prostu nie mam takiej natury, by się gapić, lampić, lustrować kobiety. I nie ma to nic wspólnego z tobą. Takie mam zasady. Taki zawsze byłem. I teraz nagle ty po 50 latach mojego życia wciskasz mi, że ja to robię.”

Był trochę zły kiedy to mówił, ale też było mu przykro, bo broda mu latała i wiem już kiedy mu tak lata.

– „Patrzyłem wczoraj tylko pod nogi i na małą, żebyś znowu czegoś nie wymyśliła. Żebyś mnie znowu nie oskarżyła. Ale pamiętaj jedno. Ja zrobię wszystko co chcesz, bo mi na tobie zależy, ale to, że nie patrzę już na ciebie w miejscach publicznych to twoja zasługa. Ja się boję podnieść na ciebie wzrok, bo za każdym razem gdy na ciebie spoglądałem albo patrzyłem to mi mówiłaś, że patrzę na kobietę co przechodzi obok, albo na tą co stoi za tobą. I zaraz się odwracałaś sprawdzić kto tam za tobą stoi. A teraz stwierdziłem, że już zawsze będę miał wzrok wbity pod nogi i na ciebie też nie będę patrzył.”

I tym sposobem osiągnęłam tylko to, że mój partner po pierwsze odsuwa się ode mnie coraz bardziej. A po drugie to, że zaczął się zachowywać sztucznie, zupełnie nienaturalnie. I jestem pewna, że nie o to mi chodziło, gdy ciągle robiłam mu wymówki.

Visits: 22
Rozmowa z moim umysłem cz.1

Rozmowa z moim umysłem cz.1

Rozmowa z moim umysłem cz.1

Leżę sobie dzisiaj w wannie w gorącej wodzie i się relaksuję. Zanurzam się w niej cała i nagle nie wiadomo skąd i dlaczego przed oczami staje mi e-mail wysłany do mojego Artura, który kilka godzin wcześniej dostrzegłam na jego poczcie e-mailowej. Akurat rozmawialiśmy o czymś związanym z czymś co przyszło na jego e-maila, więc tak stałam przy nim, gdy siedział przy komputerze i patrzyłam raz na niego raz na te jego e-maile, gdy nagle dostrzegłam e-mail od jakiejś Małgorzaty.

Nigdy nie wiem dlaczego nagle mnie to dopada. To jest chwila. Jakaś scena staje mi przed oczami albo przypominają mi się jakieś słowa i już mam atak. Nie wiem czy to atak paniki czy strachu po prostu, a może niepohamowany atak zazdrości ale w każdym razie jest to atak. I tak było dzisiaj, gdy w relaksującej kąpieli nagle dopadł mnie obraz tego emaila. 

Nie zapytałam od razu Artura o tę Małgorzatę, więc ni stąd ni zowąd przyszło mi to na myśl a mój umysł już się postarał, by przyjemną kąpiel zamienić mi w koszmar. 

„Małgorzata, Małgorzata.” – powtarzałam w myślach, ale nie mogłam sobie przypomnieć nikogo o tym imieniu, kto mógł do niego napisać.

– To na pewno ktoś związany z jego sprawami zawodowymi napisał. – pocieszałam się.

-Hmm, może i tak ale zawsze lepiej sprawdzić. – radził mój umysł

-Przecież to na pewno coś nieważnego,  w przeciwnym wypadku by mi powiedział. – upierałam się.

-Mógł zapomnieć ci wspomnieć. – twierdził mój umysł

– Nie znam żadnej Małgorzaty.

– Ty nie ale on pewnie tak.

-Zapytam go później.

-Zapytaj go teraz.

-Przecież się kąpię, nie będę specjalnie teraz wychodzić z wanny by go to pytać.

-Wyjdź natychmiast z wanny i się dowiedz co to za Małgorzata do niego napisała i z jakiego powodu.

Tu skapitulowałam, wyszłam z wanny i poszłam zapytać Artura o tę Małgorzatę. Nie pamiętał żadnego e-maila od Małgorzaty i nie kojarzył nikogo o tym imieniu, ale otworzył emaila i powiedział:

-„Proszę, sprawdź sobie co tam potrzebujesz.”

Zazdrość

Sprawdziłam, znalazłam e-maila od Małgorzaty i okazało się, że to pani z biura księgowego Artura oczywiście w sprawie księgowej jego firmy. Czułam się już jak idiotka kiedy pędziłam z tej łazienki do niego pytać o tego emaila, ale potem to się dopiero czułam jak skończona idiotka. Oczywiście jak za każdym razem w takiej sytuacji obiecałam sobie, że to był ostatni raz i więcej tego nie zrobię. 

Nie wiem jak on ze mną wytrzymuje. Gdyby on sprawdzał każdego mojego emaila i smsa chyba bym zwariowała. Tym czasem on w ogóle mnie nie kontroluje, za to ja każdy jego krok. 

Visits: 36
Nie dajmy się zwariować

Nie dajmy się zwariować

Nie dajmy się zwariować

Co borderline to borderline, co DDA to DDA, a co odmienne spojrzenie na wiele spraw to odmienne spojrzenie. Nie można tak wszystkiego tłumaczyć tylko moim zaburzeniem. Bo czy gdybym nie miała zaburzenia to zgadzałabym się na wszystko co robi mój partner? Ze wszystkim co mówi? Z każdym jego zdaniem na jakikolwiek temat? No nie. Miałabym swoje i tylko swoje poglądy, które często stałyby w opozycji do jego. Broniłabym swojego zdania za wszelką cenę. Nie dajmy się zwariować 

W czym więc tkwi różnica? W sposobie w jaki bym to robiła? Nie krzyczałabym wtedy? Nie podnosiła głosu? Ach tak. Więc wszyscy ludzie bez borderline w czasie, gdy wymieniają swoje zdanie na jakiś temat z partnerem i nie mogą dojść do porozumienia to nie krzyczą? Nie podnoszą głosu? Są łagodni jak baranki? Hmmm… A może nie podnosiłabym na niego ręki? Nie policzkowała gdy jestem wściekła? Czyli każda kobieta, której nie uda się zapanować nad emocjami i wymierza facetowi policzek to borderka? Lub DDA? Nie dajmy się zwariować 

Ja tam miła dziewczyna jestem 😉

Poza swoimi zaburzeniami, które otrzymałam, a nie które wybrałam mam także mnóstwo normalności. Jestem wrażliwą kobietą, delikatną (poza momentami, kiedy nie jestem ;-)), szczerą i emocjonalną. Kiedyś, zanim borderline na dobre mnie dopadło, uwielbiałam deszcz, kwiaty, płomień ogniska, chodzenie po lesie i nasłuchiwanie szumu fal morza. Miałam swoje ukochane książki, filmy i muzykę. Nagle wszystko zniknęło i poza border nie mam już nic. Nie dajmy się zwariować 

Miałam marzenia, dużo pisałam, głównie do szuflady, uwielbiałam wpatrywać się w obrazy i przenosić w ich świat. Malarstwo mnie inspirowało. Kochałam też „starocie” – przedmioty, w których czas zaklął energię ludzi, zdarzeń i emocji. Ekscytowały mnie rzeczy znalezione w antykwariatach i na giełdach staroci. Miałam pasję życia, lubiłam je smakować. Nie dajmy się zwariować 

Ja dzisiaj

Wciąż kocham życie, tylko teraz jest ono chwilami nie do zniesienia. Zwłaszcza gdy brakuje mi zrozumienia ze strony moich bliskich. Niczego przed nimi nie ukrywam. Mówię szczerze co czuję, co myślę, jak mi jest. Mam jednak wrażenie, że nie ma to żadnego absolutnie sensu, ponieważ oni nie są w stanie w żaden sposób tego zrozumieć.

Powiedziałam dziś do Artura, że źle się czuję i ogólnie jest mi bardzo źle a on mi na to:

-„No i po co Ci to jest? Niech Ci nie będzie źle.”

Ot i tak to mniej więcej wygląda. Z drugiej strony rozumiem, że każdy już w domu ma dość mnie i moich humorów, nastrojów, zmiennych emocji. I co moi bliscy mają z tym zrobić? A ja? Co ja mam z tym zrobić? Chyba jest to typowy pat. 

Visits: 50
zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Zazdrość w borderline

Jak się czuję z pierścionkiem zaręczynowym na palcu? Czuję się spokojniejsza, bardziej bezpieczna. Czuję się kochana. Wiem, że związek ze mną jest bardzo trudny. Tym bardziej po ostatnich przejawach agresji z mojej strony w stosunku do Artura jest mi głupio i bardzo źle się z tym czuję. Ja go biję a on prosi mnie o rękę. Mam wrażenie, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, ale w takich chwilach, gdy jestem obłędnie zazdrosna, nawet o głupotę mam ochotę go zabić. I wówczas zupełnie nie kontroluję swoich emocji.

Oczywiście, że najbardziej na świecie chciałabym umieć reagować inaczej. Móc reagować inaczej. Zachować w każdej sytuacji spokój i opanowanie. Niestety w moim przypadku nie jest to możliwe. Już tyle razy próbowałam. Tyle razy obiecywałam sobie, że kiedy się wkurzę to zachowam spokój mimo wszystko. Guzik. I to z pętelką 😉 Nie udało się.

Agresja w borderline

Moja agresja bierze się z dwóch dominujących emocji: złości i gniewu. Do tego wszystkiego dochodzi najbardziej znienawidzone przeze mnie uczucie czyli bezsilność. Wiem wtedy, że nic nie mogę zrobić, że jestem zupełnie bezradna a to zawsze przeradza się we mnie w agresję. Przynajmniej to mogę zrobić: bić, kopać, szarpać mojego partnera.

Są takie słowa, które on wypowiada, a które działają na mnie jak płachta na byka. Nie oskarżam go w tym momencie, bo jestem świadoma tego, że problem tylko i wyłącznie leży po mojej stronie i że mojej agresji nie można w żaden sposób usprawiedliwiać. Mimo wszystko, gdy mówiąc mu, że mnie rani, słyszę od niego, że on znowu nie wie o co chodzi, to same pięści zaciskają mi się do bicia. 

Lęk w borderline

Jestem świadoma tego, że wszystkie negatywne emocje i odczucia we mnie biorą się z lęku. To on tworzy we mnie zazdrość, gniew, złość, agresję, bezradność i bezsilność. Ja po prostu panicznie się boję. Gdybym pokonała ten lęk zyskałabym życie, bo koszmar jaki teraz przeżywam życiem nie jest i nigdy się nim nie stanie. To tylko walka o przetrwanie kolejnego dnia.

Koszmar, w którym wspólnie ze mną uczestniczy mój partner, bo ostrze, którym ja ranię, zawsze jest obustronne i równie mocno uderza we mnie, jak i w osobę mi bliską. On też już się nauczył, że jeśli mnie czymś zrani, spowoduje, nawet niechcący, że zrobi mi się przykro to ja „pójdę na dno” ale pociągnę go ze sobą. Nie może być inaczej. Zawsze w takich chwilach oboje się pogrążamy.

Wspólne życie przypomina więc trochę wspólny spacer po polu minowym. Ręka w rękę krocząc obok siebie. Kiedy ja wybuchnę on wybuchnie razem ze mną. Ostrożność i przezorność więc jest tu bardzo wymagana i potrzebna. Ale czy to jeszcze jest związek? Czy to jest wspólne życie?  

Visits: 48
Walentynki

Walentynki

Walentynki

Budzę się dziś rano, pomiędzy mną a Arturem dwójka dzieci – dwie córki. Potem Artur przynosi mi jak co dzień kawę do łóżka. Wręczam mu prezenty przygotowane wczoraj wieczorem z okazji dzisiejszych Walentynek: kubek, czekoladkę w kształcie serca, markową bluzkę i dwie pary spodni dresowych. Artur obejrzał wszystkie te rzeczy, przymierzył ubrania, podziękował i po chwili podszedł do mnie z czymś w dłoni. Siedziałam w pościeli jak zwykle oparta o ścianę i piłam kawę.

-„A to walentynka dla Ciebie” – powiedział dając mi czerwony woreczek z serduszkiem w środku. Serduszko okazało się pojemniczkiem a w środku znajdował się pierścionek, który wyciągnęłam drżącymi palcami. 

– „Zostaniesz moją żoną?” – zapytał.

– „Oczywiście że tak.” – odpowiedziałam i pocałowałam go. 

Moja starsza córka zaczęła wołać do syna, który jeszcze spał:

– „Szymon przegapiłeś zaręczyny mamy!” – a potem śpiewała, tańczyła i krzyczała z radości. Młodsza córka zupełnie nie wiedziała o co chodzi, ale na wszelki wypadek też się cieszyła i krzyczała i tak zaręczyny odbyły się w obecności moich dwóch córek. 

Na moim palcu widnieje śliczny pierścionek z pierwszą literką mojego imienia. Pierścionek, który wręczył mi mężczyzna, który bardzo mnie kocha i bez względu na wszystko musi też kochać moje borderline. Jak inaczej mógłby poprosić mnie o rękę, wiedząc czym jest moje zaburzenie? Wiedząc, że cała składam się z borderline.

Miłość to przedziwne uczucie. Silniejsze niż wszystko inne na świecie. Dopóki człowiek ją ma jest sens walczyć. Jest sens się starać. Jest sens pokonywać swoje słabości każdego dnia. Nie wyobrażam sobie życia bez niej.  

Visits: 44
zrozumieć siebie

Zrozumieć siebie

Zrozumieć siebie

Cisza… 

Syn gra na komputerze, starsza córka jest poza domem z przyjaciółką i wróci dopiero wieczorem, młodsza zasnęła w swoim łóżeczku. Artur jest w pracy. Ja leżę na kanapie owinięta kocem i próbuję się zrozumieć. Nigdy mi się to jeszcze nie udało. Czuję się jak bohater bajek, który musiał wykonać zadanie niewykonalne, bo jeśli tego nie zrobił to ginął. Był pożerany przez smoki albo zrzucany w czeluść piekielną.

Najczęściej na turniejach rycerskich bywało tak, że rycerz musiał wykonać zadanie albo trzy zadania, które decydowały o jego życiu i ręce księżniczki. Większość śmiałków jednak ginęła. I ja mam wrażenie, że zginę jeśli nie podołam temu zadaniu. Nie zrozumiem o co mi chodzi. Wiem tylko, że się boję i że sprzeciwiam się robieniu mi krzywdy. Z tego powodu robię te ciągłe awantury. Artur twierdzi, że to ja sama siebie krzywdzę a nie on.

Fałszywy obraz

Nie chcę krzywdzić nikogo, ani siebie ani mojej rodziny. Nie chcę krzywdzić Artura. Coś mi się w tym całym świecie nie zgadza. Wczoraj kiedy pytałam raz po raz Artura dlaczego patrzył na tamte kobiety w restauracji, w którymś momencie odpowiadając mi po raz kolejny, że na nikogo nie patrzył, że nikogo nie widział, prawie się rozpłakał. Do oczu napłynęły mu łzy, głos mu się załamał. A ja stałam i nie wiedziałam już komu mam wierzyć. Sobie czy jemu.

Czy mój umysł naprawdę mnie oszukuje? Czy wszystko co widzę jest zwykłą nieprawdą? To niemożliwe. Przecież widzę bardzo dobrze, słyszę bardzo dobrze. Artura zachowanie i słowa mnie bolą. Nie mogą mnie boleć bez przyczyny. Czy naprawdę jedyną przyczyną jest borderline? Nie wierzę w to. To nie mogą być tylko złudzenia, przewidzenia, omamy.

Dziś już było spokojnie, nie pokłóciliśmy się ani razu, ale lepiej tego nie wypowiadać przed 24.00. Oboje potrzebowaliśmy znowu oddechu, przerwy w tych nieustannych awanturach. Jutro 14 luty. Może ten dzień tez przyniesie coś dobrego, pozytywnego, coś co nas podbuduje. Choć trudno o tym w ogóle marzyć, gdy każdy dzień niemal teraz to klęska. 

Zazdrość o spojrzenia

Dzisiaj już zupełnie inaczej widzę wczorajszą sytuację czy ciąg sytuacji z restauracji. Inaczej też o nich myślę. Choć nadal nie wiem dlaczego wpadam w taką furię, gdy mój partner nawet przelotnie spojrzy na kogoś płci przeciwnej. Ja w zakresie własnej cielesności zawsze miałam wysokie mniemanie o sobie co rzadko zdarza się w BPD. Wciąż je mam mimo 41 lat. Uważam się za atrakcyjną kobietę, tak też się noszę (ubieram, maluję, czeszę) aby wciąż wyglądać bardzo atrakcyjnie. Tym bardziej nie wiem o co mi chodzi i dlaczego w takich chwilach tracę pewność siebie.

Visits: 48
zazdrość

Zazdrość

Zazdrość

Dzisiejszy dzień był dla mnie bardzo trudny. Ostatnio tych trudnych dni jest coraz więcej i zdarzają się coraz częściej. Próbuję powiązać to w jakąś logiczną całość, bo moje Borderline też przybiera na sile. Dzisiaj znów uderzyłam Artura, chciałam w twarz, ale się zasłonił więc w efekcie uderzyłam go trzy razy w rękę. Awantury są codziennie a nawet kilka razy dziennie. Przypuszczam więc, że ze mną dzieje się coraz gorzej. zazdrość

Wszystko w pierwszej kolejności przez moją zazdrość. Pisałam o tym w innych postach, m.in. tu. To problem zarówno mój, jak i mojego partnera, no i moich dzieci również. Kiedy czuję się zazdrosna to jest jak atak spazmu. Mam ochotę wtedy rzucić się z wściekłością na Artura. Nie mogę tego kontrolować. Nawet z pozoru niewinne sytuacje wprowadzają mnie w furię. Jestem zazdrosna o każde spojrzenie na inną kobietę, o większość rozmów czy wymiany zdań. Staram się kontrolować każdy jego ruch. zazdrość

To potwornie męczy nas oboje i mam już tego serdecznie dosyć. Moja zazdrość jest jak trucizna, która nas zabija każdego dnia. Jeśli w jego słowach doszukam się czegoś co mi zagraża mój świat się sypie jak domek z kart. Spadam w czarną otchłań i nie ma już dla mnie ratunku. Wtedy nie liczy się już nic. zazdrość

Zmęczenie

Moje zmęczenie Borderline jest ogromne. Mój organizm ledwo funkcjonuje. Chwil normalności jest coraz mniej. To jest jak pętla, która zaciska się na mojej szyi. Nadzieja na to by było normalnie  w moim życiu maleje z każdą chwilą. Coraz więcej we mnie poczucia, że nie chcę już niczego. I wiem, bo czuję to całą sobą, że to droga w jednym kierunku. Nie mogę nawet się zatrzymać a co dopiero zawrócić z niej. zazdrość

Nie wiem co mam robić. Staram się ze wszystkich sił tłumaczyć sobie rozsądnie każdą sytuację ale to nic nie daje. Dziś poszliśmy z Arturem do restauracji na wcześniejsze trochę Walentynki. Udało nam się to tylko dzięki mojej siostrze, która została z naszą najmłodszą córką. To było dopiero drugie nasze wyjście od kiedy Mała się urodziła, czyli od 9 miesięcy. Jak tylko weszliśmy do restauracji Artur powiedział „dzień dobry” tonem, który od razu wyprowadził mnie z równowagi.

Przeciągnął te słowa jakoś tak dziwnie i bardzo zniżył ton. Zabrzmiało moim zdaniem tak jak nie powinno. Nie skomentowałam jednak tego i poszliśmy do stolika. Specjalnie posadziłam go tak by siedział przodem do drzwi. Dwa razy zdarzyło mu się spojrzeć na drzwi, gdy ktoś wchodził i dwa razy była to para. A więc i kobieta. Powiedziałam mu po tym, że chcę już wyjść i wracać. Oczywiście usłyszałam, że nie wie o co chodzi, więc mu wyjaśniłam, że o ton głosu jakim się przywitał z kelnerką i o te spojrzenia na osoby wchodzące. 

Znów usłyszałam, że nie wie o co mi chodzi, co mnie już wściekło do granic wytrzymałości. Potem przy stoliku obok usiadły dwie kobiety w dwoma psami. Artur ciągle gapił się na te psy i pytał, czy tu można wchodzić ze zwierzętami. Wyjaśniłam mu, że tak. On jednak ciągle patrzył na dwa bawiące się psy i komentował ich zabawy. Powiedziałam, że jeśli woli obdarzać uwagą psy to czuję się tu zbędna i może już wyjdę. Skwitował, że przecież wiem, że on bardzo lubi psy. Ja z kolei ich nie cierpię. 

Na koniec podchodząc do baru by zapłacić rachunek mijał się z kobietą, na którą spojrzał no i tu już miarka się przebrała. Miałam dość. Całą drogę awanturowałam się z nim o te spojrzenia na inne kobiety, zainteresowanie psami i „dzień dobry”, które nie powinno paść takim tonem. Po przyjściu do domu było już tylko gorzej. W końcu nie wytrzymałam, ubrałam się i wyszłam na spacer. Chodziłam ulicami nie wiedząc co ze sobą zrobić. Koszmar. 

Visits: 22
Przemoc i agresja w Borderline

Przemoc i agresja w Borderline

Przemoc i agresja w Borderline

Zapowiadało się zupełnie inaczej, po wczorajszych dopołudniowych i popołudniowych kłótniach, wieczorem zaplanowaliśmy wspólną kąpiel ze świecami i kieliszkiem czegoś mocniejszego. W wannie zaczęliśmy rozmawiać o wspólnych problemach i powodach do kłótni. Artur zaczął mówić rzeczy, które mnie zraniły i bardzo zabolały. Wyszłam naga z wanny i położyłam się na posadzce w łazience. Chciał, żebym wróciła do wanny ale nie chciałam. Leżałam na posadzce i płakałam. Przemoc i agresja w Borderline

Pytałam go wciąż co złego zamierza mi zrobić, ale on wciąż odpowiadał, że nic złego mi nie zrobi i nie zamierza. Po każdej jego odpowiedzi zadawałam ponownie swoje pytanie, na które on znowu odpowiadał w ten sam sposób. W końcu wstałam, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam do pokoju. Kiedy przyszedł do mnie z łazienki dalej się kłóciliśmy, wciąż płakałam. Przemoc i agresja w Borderline

On nie rozumiał zupełnie tego, że rani mnie słowami, że się nade mną znęca mówiąc słowa, które mi zagrażają. On mówił do mnie językiem, którego moje borderline zupełnie nie rozumiało. Krzyczałam do niego: – „Nie rozumiem co do mnie mówisz”! Po czym on znowu powtarzał słowa zupełnie dla mnie niezrozumiałe. W końcu podeszłam do niego i uderzyłam go z główki. A potem poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz a potem wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam stos białych kartek z szuflady i usiadłam obok niego przy stole. Sama przerażona swoją agresją w stosunku do niego. Przemoc i agresja w Borderline

Borderline – brak zrozumienia

Na białej kartce papieru zaczęłam pisać:

borderline

Kiedy to pisałam Artur popatrzył na mnie tak czule i powiedział: 

-„Wiesz Kochanie, kiedy walisz z główki musisz to robić inaczej, bo zrobisz sobie krzywdę, rozwalisz sobie głowę” – spojrzałam na niego zdziwiona. – „Nic nie szkodzi” – odpowiedziałam. Zrobiło mi się dziwnie, że pomimo mojej przemocy w stosunku do niego tak mówi.

-„Szkodzi – upierał się – bo ja nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę. Pokażę Ci” – i zaczął mi w powietrzu pokazywać jak prawidłowo uderzyć z główki, żeby mnie nie bolało. Bardzo mnie to rozczuliło. Po wszystkich tych instrukcjach udałam ruchem, że uderzam go ponownie z główki a on powiedział: -„Teraz bardzo dobrze” i oboje się roześmialiśmy.

Potem zaczęłam mu dalej pisać na kartce papieru tłumacząc o co mi chodzi, co mnie boli, co krzywdzi, czego się boję. I tym sposobem przegadaliśmy 2,5 godziny. Pisząc i rozmawiając. Przegadując każde zdanie. Gdy się położyliśmy do łóżka byliśmy bardzo zmęczeni. Po raz pierwszy nie zasypialiśmy przytuleni, ale ten dystans był nam wczoraj potrzebny.

W nocy poczułam jak Artur wtula się z całej siły we mnie od tyłu. To przekonało mnie dodatkowo, że przed snem każde potrzebowało tej przestrzeni tylko dla siebie. Myślę, że pomimo mojej agresji wczoraj i wielu godzin kłótni udało nam się wreszcie dojść do porozumienia w wielu kwestiach. Dzisiaj nie kłóciliśmy się niemal wcale co praktycznie się nie zdarza w naszej relacji.

Etapy nastrojów w Borderline

Artur dziś od rana był bardzo nerwowy i drażliwy. Prawdopodobnie po wczorajszych „jazdach” jak zwykł to nazywać. Dałam mu dwie tabletki ziołowe na uspokojenie.

-„Ty też powinnaś wziąć” – powiedział z przekąsem. Powiedziałam mu, że nie muszę bo dziś mam dzień równowagi. Oznacza to, że mogę spokojnie funkcjonować. Myślał, że żartuję ale wytłumaczyłam mu, że dzień po takich ciężkich przejściach ja mam dzień stabilnego nastroju. Oznacza to, że zachowuję spokój przez większość dnia, jestem zrównoważona emocjonalnie, pozytywnie nastawiona do życia i pełna energii. Poza tym bardzo dobrze się dziś czuję fizycznie, co już od wielu dni mi się nie zdarzało. 

Matka

Gdy byłam dziś u taty powitał mnie uśmiechem:

-„Moja córeczka przyszła. Magdzia. Magdzia.” Nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam do niego. Zastawiałam się w myślach dlaczego już nie nazywa mnie Kasią. Pisałam o tym w tym poście.

Kiedyś całe życie czekałam by mówił mi po imieniu a dziś nie wiem co mam z tym zrobić. Brakuje mi tej „Kasi” i jakoś tęsknię za nią. Z drugiej strony nie wiem dlaczego skoro przywykł przez tyle lat myśleć o mnie „Kasia” dziś nagle mówi mi po imieniu. Jak to jest możliwe? Chyba nie uda mi się tej zagadki rozwikłać.

Literatura

Dla zainteresowanych zostawiam kolejny link o Borderline, z literatury naukowej.

Visits: 46
Borderline to żal

Borderline to żal

Borderline to żal

No a żal chodzi. O nic innego. Wszystkie inne emocje biorą się z żalu. Tak, to prawda, że lęk jest przeogromny i najsilniejszy u mnie. On determinuje wszystko. Mimo wszystko to od żalu wszystko się zaczęło. Borderline to żal

Matka kochała mnie bardzo, tak bardzo, że się dusiłam, nie mogłam oddychać, nie mogłam być sobą, nie mogłam dorosnąć. Wyręczała mnie we wszystkim, o wszystkim decydowała, kierowała mną, nie dając możliwości podejmowania decyzji. Wmawiała, że nic nie znaczę, że jestem nieporadna, słaba i żebym nawet nie myślała o tym, że mogłoby być inaczej. Twierdziła, że chce mnie ochronić przed rozczarowaniem. Że tak oczywiste jest to, że się nie nadaję, że nawet nie powinnam próbować. Borderline to żal

Kiedy była pijana nagle przestawała „mnie kochać”. Nie widziała mnie, nie odzywała się do mnie. Nie mówiła co mam robić. Nie kierowała mną. Wtedy nagle zostawałam sama, zdana tylko na siebie. Nie byłam do tego przystosowana, ponieważ w pozostałym czasie była przy mnie non-stop. Nie spuszczała mnie z oka. Miała wpływ na każdy mój krok. Takie chwile, gdy piła były dla mnie bardzo trudne. Borderline to żal
Borderline to żal

Czułam się porzucona

Czułam się  porzucona. Czułam się nikim. Nie rozumiałam co się dzieje. Z jakiego powodu pozbawia mnie swojej uwagi. Przejście z jednego stanu w drugi było płynne, choć poprzedzone jej nerwowością, po której następował okres „niedostępności”. Borderline to żal

Ojciec nic o mnie nie wiedział. Nie znał mnie. Byliśmy sobie zupełnie obcy. Nie mogłam na niego liczyć. Nie mogłam do niego przyjść gdy było mi źle. Słyszałam tylko jego ciągłe narzekanie do matki na mnie. Miał do niej pretensje, że źle mnie wychowuje, ale sam nigdy się tym nie zajął. Dla niego byłam „złym dzieckiem”. Do dziś nie wiem co to znaczyło.

Tak bardzo chciałabym żyć normalnie

Tak, mam żal. Taki olbrzymi, że mogłabym w nim utopić cały świat. Żal o to, że wydając mnie na świat oboje mnie skrzywdzili. Że z ich powodu cierpię już 41 rok życia i do dziś nie mogę się otrząsnąć. Od kiedy ojciec umiera na raka mój żal do niego topnieje, zmienia się w ogólny żal do życia. Tak bardzo chciałabym zacząć normalnie funkcjonować. Wiedzieć co to szczęście. Co to rodzina. Co to miłość. Co to spokój. Tak bardzo chciałabym normalnie żyć. 

Borderline – brak możliwości zmiany

Borderline to przedziwny stan. Jestem świadoma tego, że moja głowa mnie oszukuje. Oszukują mnie moje oczy, moje uszy. Oszukuje mnie mój umysł. Jestem tego świadoma. To tak jakbym ocknęła się nagle w czasie operacji na stole operacyjnym. Podana narkoza nie pozwoli mi się poruszyć ani dać znaku, że się wybudziłam i jestem świadoma, a mimo wszystko czuję wszystko.

Tak samo widzę swoje borderline. Co z tego, że jestem świadoma tego co się dzieje, skoro nie mogę zareagować? Nie mogę nic zmienić? Mechanizmy reakcji powstają w moim ciele zanim zdążę pomyśleć. Nie ma czasu na rozsądek. Nie ma czasu na przemyślenie. Nie ma czasu na przekonywanie samej siebie, że nic mi nie grozi. 

Ratunku! Atak paniki!

Co robić? Szukałam pomocy w internecie. Nie znalazłam jej. Co robić, gdy mam atak złości, lęku, paniki na raz? Jak się wyciszyć? Nie ma o tym ani słowa, bo czym są rady mówiące: „Postaraj się nie doprowadzać do sytuacji stresujących”? „Zapobiegaj przyszłemu stresowi„?
Borderline to żal

Żart? Nie wiem co mnie za chwile wyprowadzi z równowagi. Nie wiem, które słowo sprawi, że rzucę się na mojego partnera i będę chciała go bić. Kto pisze takie rady? Psychologowie? Uważam, że problem można usunąć tylko i wyłącznie u jego źródła, czyli w dzieciństwie. Nie ma możliwości aby usunąć skutek, nie usuwając przyczyny. Trzeba tam wrócić. Właśnie „tam”, do miejsca, w którym ktoś nas porzucił. Emocjonalnie lub fizycznie, lub jedno i drugie. Trzeba tamtemu dziecku w nas udzielić wsparcia i pomocy. Inaczej borderline będzie zawsze naszym katem.  Borderline to żal

Visits: 59