Tato

Tato

Tato…

Miałam do Ciebie żal o wszystko, o to, że mnie nie kochałeś, nie akceptowałeś, nie chciałeś. O to, że moje życie pełne było nietrafionych decyzji. O to, że nosiłam od zawsze w sobie poczucie bycia gorszą, poczucie winy. O to, że alkohol miał pierwsze miejsce w Twoim życiu i że zabrał mi Ciebie. O to, że w czasie awantur pragnęłam tylko jednego – czuć się bezpiecznie a nigdy się nie czułam. Nawet teraz.

Dziś patrzę w Twoje oczy, które wyglądają jak oczy dziecka.  Patrzę w ich zdziecinniałość i naiwność. Gdzieś bardzo głęboko w nich dostrzegam „tamtego” Ciebie. Czasem zdarza Ci się powiedzieć coś co świadczy o tym, że jesteś bardziej świadomy tego co się dzieje, niż można by się tego spodziewać. Czasami wybuchasz nagle płaczem i krzyczysz np. „Nie chcę, nie chcę”. I trudno tu się nie domyślać o co Ci chodzi. 

Nie wiem już sama ile z tego dawnego żalu do Ciebie we mnie pozostało. Patrząc na Twoje coraz bardziej powiększone węzły chłonne wiem, że nowotwór kończy już historię z Tobą. Niedługo zostanie już tylko podawać Ci morfinę. Na co mi teraz ten żal do Ciebie? Ułożyło się tak jak się ułożyło. Przeszłość zostanie za nami. Ty masz krótką drogę przed sobą. Ja – cóż ja? Nawet nie wiem dokąd pójść, co ze sobą zrobić. Zaprogramowana w dzieciństwa na PRZETRWAĆ ale nie na żyć, każdego dnia zamieniam swoje życie w koszmar. Popełniam wciąż kolejne błędy, błądzę, ginę w tej plątaninie zwanej życiem. Do kogo tu mam wnosić pretensje? Do Ciebie? Nie znaczę aż tak mało by to robić, a więc do siebie i tylko do siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.