Tysiąc spraw

Tysiąc spraw

Tysiąc spraw

Jest tysiąc spraw, o których chciałabym napisać. Po pierwsze chcę jeszcze odnieść się do wczorajszego wpisu. A więc zarówno wczoraj jak i dziś odczuwam na dwa zupełnie kolidujące ze sobą sposoby wczorajsze zajście. To bywa nie do zniesienia. 

Z jednej strony jestem wściekła i rozgoryczona, mam ochotę pożreć Artura za zdanie, którym wczoraj wyprowadził mnie z równowagi. Mam poczucie przy tym krzywdy i jakiejś bliżej nieokreślonej niesprawiedliwości.

Z drugiej strony sama sobie wydaję się żałosna. Uważam, że moja wściekłość była nie na miejscu. Czuję się głupio i jest mi smutno. Ze względu na to, że niemal w jednej chwili odczuwam to wydarzenia na dwa skrajne sposoby, nie jestem w stanie spojrzeć na nie obiektywnie. 

Dystans bardzo by mi tu pomógł ale cóż… O nim póki co nie ma mowy. 

Bliskość

Wciąż mam poczucie, że stajemy się sobie z Arturem coraz bliżsi. Pomimo, że się kłócimy, bo jak można się nie kłócić będąc borderem? to jednak każdego dnia zbliżamy się do siebie. 

Bardzo zbliża nas nasza córeczka. Wystarczy, że na nią patrzymy i jest tak jakbyśmy byli idealną jednością. Kornelka łapie na przykład końcówki moich długich włosów i podaje je Arturowi, wkładając mu je w dłoń. Jest to najbardziej niesamowite uczucie jakie doznałam w ciągu ostatniego czasu. 

Dużo też rozmawiamy. Staram się uczyć słuchać, bo Artur robi to rewelacyjnie, a ja niestety nigdy tego nie potrafiłam w związku. Słuchanie jest dla mnie trudne, mimo to daje mi mnóstwo satysfakcji, bo Artur po wysłuchaniu go staje się spokojny. 

Tato

Dawno nie pisałam o moim tacie. Ostatni wpis z tego co pamiętam był o oddaniu go do hospicjum. Nie napisałam później, że w hospicjum był tylko dwa dni. Potem wrócił do domu. Niestety mam wrażenie, że psy w schronisku mają lepsze warunki niż ludzie w niektórych hospicjach.

To do którego trafił tato było poniżej krytyki. Dwa razy dziennie zmieniany pampers a jedzenie? Cóż, postawione na stoliku przy łóżku i zabrane później, nietknięte, przez personel. Na sali z tatem były jeszcze dwie osoby, żadna z nich nie jedząca samodzielnie. Śmierć głodowa jest tam normalnością. Nikomu nie przychodzi do głowy by nakarmić taką osobę. 

Tato jest więc w domu. Opiekę nad nim sprawujemy na zmianę z moją siostrą i mamą. Niestety mama najczęściej leży pijana i nieprzytomna, wtedy opieka nad nim spoczywa na mnie i mojej siostrze.

Od wczoraj tato jest w stanie agonalnym. Spodziewamy się w każdej chwili jego śmierci. Myślałam, że nie zrobi to na mnie aż takiego wrażenia, ale bardzo się myliłam. Pomimo wszystkiego co zdarzyło się w moim życiu, bardzo przeżywam odchodzenie taty. 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.