Umarł mój tato…

Umarł mój tato…

To była środa. Inna niż wszystkie. Było gorąco, upał dawał się we znaki. Byłam u niego rano. Był bardzo wymęczony, niemal nieprzytomny z cierpienia i męki, jaką ostatnio przeżywał. Chciałam go napoić strzykawką jak robiłam to już od wielu dni, ale nie chciał przełykać. Okazałam mu swoje zniecierpliwienie:

– Dlaczego nie chcesz pić? – mówiłam zła, ale on nie był w stanie połknąć wstrzykniętej w usta wody. W oczach miał ból, którego nie da się już znosić. Były zamglone i załzawione. Tego dnia po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach łzy. 

Cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.